Wiele sklepików obchodzi zakazy
Wiele sklepików obchodzi zakazy FOT. PIOTR SKORNICKI / AG

Nie są potrzebne i tylko pokazują, jak duże są w szkołach społeczne nierówności. Zwyczajnie dzielą dzieci na biednych i bogatych. Bo jedni uczniowie mają pieniądze na zakupy, a inni nie. Dlatego szkolne sklepiki powinny być zlikwidowane. Takie jest zdanie Jeremiego Mordasewicza z Konfederacji Lewiatan. Czyli równość dla wszystkich.

REKLAMA
– Jedne dzieci dostają więcej pieniędzy od rodziców, inne mniej, a jeszcze inne wcale. Nie wszystkie stać na to, aby kupować w szkolnym sklepiku. Nie możemy tworzyć na terenie szkoły usługi, z której część uczniów może korzystać, a część nie. Przez sklepiki część dzieci czuje się gorsza, bo nie ma pieniędzy na zakupy – powiedział w rozmowie z ”Gazetą Wyborczą”.
Przytoczył swój przykład. Jego rodzice nieźle zarabiali, ale nie dawali mu do szkoły wyszukanych rzeczy. Podobnie było z jego ojcem i dziadkami. Chodziło o to, by nie wyróżniać się na tle innych.
Dlatego zamiast sklepików powinny – jego zdaniem – być zorganizowane posiłki dla wszystkich. Po to, by dzieci od samego początku miały taki sam start. – To państwo powinno posiłek sfinansować. Ewentualnie bogatsi rodzice. Tylko muszą to zrobić z taktem, bez ostentacji. Uważam, na przykład, że w szkole pod żadnym pozorem nie mogą być też organizowane wycieczki, na które część uczniów nie może pojechać – uważa Mordasewicz.
Dyskusja o sklepikach trwa od początku września, odkąd ich właściciele zostali zmuszeni do pozbycia się z nich śmieciowego jedzenia. Przy okazji za takowe uznane zostały m.in. drożdżówki. Wielokrotnie pisaliśmy w naTemat, jak uczniowie radzą sobie z zakazami. Gorzej z właścicielami sklepików.
Źródło:Gazeta Wyborcza