Miał być inteligentny, a okazał się skąpcem


Jak wiecie, jakiś czas temu postanowiłem tchnąć w mój nowy dom trochę inteligencji, co niemal nie zakończyło się rozwodem (więcej na ten temat przeczytacie tutaj: Dom inteligentny, czyli jak (prawie) straciłem żonę). Na szczęście efekt tygodniowych prac polegających na dłubaniu w gniazdkach i programowaniu scen za pośrednictwem komputera spodobał się mojej drugiej lepszej połowie na tyle, że pozwoliła mi rozpakować walizki, które przygotowała dla mnie w korytarzu. Obiecałem Wam, że po rozbudowaniu Somfy Tahoma o kilka dodatkowych urządzeń i scen napiszę kilka słów więcej, ale z obawy o własne życie jeszcze nie odważyłem się tego zrobić. Za to po kilku tygodniach użytkowania systemu w obecnej konfiguracji zostałem bardzo mile zaskoczony. I to czymś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Mianowicie rachunkiem za prąd.


W sumie w całym domu mam w miarę nowy i w związku z tym energooszczędny sprzęt AGD i RTV, a wszystkie źródła światła wyposażone są w żarówki LED. Najwięcej prądu ciągnie kuchenka indukcyjna i rekuperator – chodzi na okrągło zużywając przy tym od 40 do 100 kW na godzinę (zależnie od pory dnia i wydajności). Rachunki od dostawcy energii przychodzą co miesiąc i generalnie w okresie wiosenno-letnio-jesiennym opiewają na bardzo podobną kwotę: ok. 200 zł. Tymczasem na ostatnim widniała kwota niższa niż 170 zł.


Na początku myślałem, że mamy jakąś nadpłatę, ale potem przypomniałem sobie, że przecież w zwyczaju mam płacenie co do grosza i to dopiero wtedy, gdy dostawcy zaczynają mnie straszyć białoruskimi windykatorami. Porównałem więc zużycie energii we wrześniu z poprzednimi miesiącami i okazało się, że spadło o około 80-90 kWh! Tyle udało się uzyskać wyłącznie dzięki zaprogramowaniu Tahomy w taki sposób, aby oszczędnie sterowała oświetleniem w całym domu. Jak to działa? Najlepiej operować konkretnymi przykładami:


1. Jak wiadomo dzieci i żony uwielbiają wejść do łazienki, a następnie z niej wyjść zostawiając włączone światło (najlepiej na całą noc). Więc we wszystkich dwóch łazienkach ustawiłem sceny automatycznie gaszące całe oświetlenie po 10 min. Podobnie w garderobie, wiatrołapie (tu nawet po 2 min.) i pomieszczeniu gospodarczym.

2. Garaż: gdy po zachodzie słońca wracam do domu i otwieram bramę to automatycznie zapala się światło. Ale świeci tylko przez dwie minuty (to wystarczy żeby spokojnie wysiąść z samochodu i przejść do wiatrołapu), a następnie automatycznie gaśnie.

3. Lampy wokół domu. Zdarzało się, że świeciły się całą noc bo nikomu nie chciało się wstać z łóżka i schodzić na dół żeby je wyłączyć. W przypadku Tahomy znowu wykorzystałem scenę z zachodem słońca: gdy tylko chowa się ono za horyzontem załączają się wszystkie lampy wokół domu. Ale już około godz. 20 wyłączają się poszczególne sekcje, a ostatnie światła – na podjeździe – gasną automatycznie o 22.00.

4. Scena „Sen”. Włącznik lampki nocnej przy łóżku skonfigurowałem tak, że po jej włączeniu (czyli w praktyce wtedy, gdy dzieci już śpią, a w salonie czy kuchni domu nikt nie urzęduje) gasną wszystkie światła w całym domu. To całkowicie wyeliminowało ryzyko, że jakaś żarówka będzie paliła się przez całą noc.

5. Scena „Nikogo nie ma w domu”. Podobna do tej nocnej, z tą różnicą, że jeden klawisz w wiatrołapie w określonych godzinach porannych (kiedy wychodzimy do pracy/szkoły/przedszkola) pracuje jako wyłącznik wszystkich świateł w domu. Jednocześnie zamykają się wtedy wszystkie rolety w oknach i dom przechodzi w – jak na to mówimy – stan odpoczynku.

Działa to wszystko naprawdę dobrze, w dodatku wprowadzenie ewentualnych zmian jest banalne – wystarczy chwilę pogrzebać w ustawieniach scen. No i jeżeli macie tradycyjne źródła światła, a nie – jak ja – żarówki LED, to oszczędności mogą być nieporównywalnie większe niż te 30 zł miesięcznie. Zresztą sam już kombinuję z ustawieniami tak, żeby uzyskać 50 zł. Może jako jednostkowa oszczędność nie brzmi to dumnie, ale tylko pomyślcie – przez rok daje to już 600 zł, a przez pięć lat aż 3000 zł.

Zresztą światło to nie jedyne, na czym można „zarobić” w inteligentnym domu. Wielkimi krokami zbliża się sezon grzewczy więc planuję wykorzystać Somfy do sterowania termostatami. Tak, aby odcinały dopływ ciepła do kaloryferów gdy temperatura w pokoju osiągnie zamierzoną wartość (np. 21 stopni). I żeby podczas dużych mrozów automatycznie zasuwały się rolety zewnętrzne w oknach. Na pewno dam wam znać, jak już porównam rachunki za gaz z zeszłego sezonu i z tego nadchodzącego.

Partnerem tekstu jest Somfy.