PiS stało za aferą taśmową? "Celem tej akcji jest obalenie rządu i że musimy to przeczekać"

Kto stał za aferą podsłuchową? Niektóre tropy prowadzą do PiS.
Kto stał za aferą podsłuchową? Niektóre tropy prowadzą do PiS. Fot. Okładka Newsweek
Na światło dzienne wciąż wychodzą kolejne wątki związane z aferą podsłuchową. Niewątpliwie wpłynęła ona na rządy Platformy Obywatelskiej, które to zostały poważnie zagrożone. Newsweek dotarł do poufnego raportu dotyczącego śledztwa w tej sprawie. Wiele wskazuje na to, że całą akcją mogli kierować ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością.


Polityka nie tylko w tle
Prokuratura uznała jednak, że wątki te nie są w śledztwie ważne i nie bierze pod uwagę motywu politycznego. Newsweek przytacza jednak cytaty zamieszanych w sprawę kelnerów, które ewidentnie odnoszą się do politycznego zaplecza. Jeden z nich miał zeznawać: – Falenta powiedział mi, że jest blisko z PiS, że może zorganizować spotkanie z prezesem Kaczyńskim i że te nagrania mogą pomóc PiS. – miał także słyszeć od Falenty, że za tego typu informacje, biznesmen „może dostać stanowisko w rządzie PiS”.


Raport wskazywał na hipotezę o udziale osób z opozycji, a także o możliwym związku ze sprawą „osób ze środowiska służb, zwłaszcza ABW i CBA”. Jednak jak możemy przeczytać – Śledztwo zostało albo poprzez nieudolność, albo świadomie ograniczone wyłącznie do motywacji ekonomicznych, a nie tych, które były wskazane w wyjaśnieniach podejrzanych kelnerów


Pytania do prokuratury
Rzeczniczka Prokuratury Warszawa-Praga, która to zajmuje się prowadzeniem śledztwa, mówi, iż badano nie tylko ten jeden wątek. Materiał dowodowy nie pozwolił jednak na przyjęcie innych hipotez niż „biznesowo-ekonomiczne”. Jednak jak ocenia Jacek Rostowski, były wicepremier i minister finansów, który również był w gronie podsłuchanych – Prokuratura uznała, że motywy oskarżonych były wyłącznie komercyjne, a mimo to nawet nie zbadała, czy oskarżeni faktycznie wykorzystali wiedzę, którą zdobyli dzięki podsłuchiwaniu biznesmenów do wzbogacenia się np. na giełdzie. Według mojej wiedzy prokuratura nic w tej sprawie nie zrobiła.


Grupa przestępcza?
Pojawił się również wątek zorganizowanej grupy przestępczej. Odnosi się do niego między innymi Radosław Sikorski – Ktoś zleca, ktoś płaci, ktoś przekazuje nielegalne nagrania mediom, ktoś je publikuje, ktoś to wszystko koordynuje i nikt nawet nie bierze pod uwagę hipotezy, że może w tym przypadku chodzi o działanie zorganizowanej grupy przestępczej. – zmieniłoby to ewentualną kwalifikację prawną czynu i karę. O liczbie zaangażowanych w akcję osób, mogą świadczyć chociażby zeznania kelnerów. Jeden z nich powiedział – Krąg osób zamieszanych w ten proceder jest szerszy, że to nie jest tylko jeden zleceniodawca.

Kto z kim
Jedną z zamieszanych w sprawę osób wydaje się być Martin Bożek. Obecnie jest ekspertem sejmowej komisji ds. służb specjalnych (rekomendacja PiS). Niegdyś pracował w UOP, ABW i CBA pod rządami Mariusza Kamińskiego. Pojawiają się hipotezy, że to właśnie Bożek był ewentualnym łącznikiem pomiędzy Markiem Falentą, a Prawem i Sprawiedliwością. Te same nazwiska pojawiały się już bowiem we wcześniejszych aferach, takich jak chociażby afera gruntowa, czy hazardowa. Szczególnie ta ostatnia przyniosła duże czystki w PO – siedmiu ministrów i wiceministrów straciło stanowiska, a także szef klubu Platformy, Zbigniew Chlebowski.

W wątpliwość poddany jest także wybór prokuratury, która zajmuje się sprawą. Ta sama jednostka, przed kilkoma laty, zajmowała się między innymi sprawą senatora Piesiewicza, który początkowo z ofiary, stał się oskarżonym. W sprawie afery taśmowej Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga nie jest, jak pisze Newsweek „miejscowo właściwa”. Rzecznik prokuratora generalnego tłumaczy jednak, że na chwilę obecną prokuratura właściwa dla sprawy, prowadzi zbyt wiele innych śledztw i chodzi o równomierne rozłożenia obciążenia.

Długofalowe skutki
Przed kilkoma tygodniami pisaliśmy o kolejnych przeciekach z nagranych taśm. Była na nich między innymi nierozpoznany jeszcze głos, który mówił o kontrowersyjnym załatwieniu pracy asystentki w Brukseli – Ty masz od 1 lipca pracę, ale kto ci mówi, żebyś ty chodziła do pracy. Masz etat, a nie to, że masz chodzić do roboty, bo wiesz, to jest różnica.Będziesz tam referentką do spraw różnych, no i tyle, nie będziesz się ruszać, będziesz leżeć.

W aferze podsłuchowej 97 osób, które pojawiły się na nagraniach, mają status pokrzywdzonych. Co było prawdziwą motywacją nagrań, wciąż nie wyjaśniono. Jeśli rzeczywiście były to powody ekonomiczne, to uboczne skutki polityczne zdecydowanie przyćmiły główną pobudkę.

Źródło: Newsweek

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl