
Żony Hollywood – to jeden z tych seriali, których bohaterki wywołują skrajne emocje. Albo się ich nienawidzi albo... skrycie się im zazdrości. Kobiety te, w większości żony bogatych mężczyzn, zajmują się zakupami, robieniem selfie, noszeniem swoich torebek z małymi pieskami i oczywiście brylowaniem w towarzystwie. Każda Polka, zmęczona po ciężkim dniu pracy, będzie je wyklinać, ale można też wyjść szczęściu naprzeciw. Jak znaleźć miłość i pieniądze? Wystarczy uwieść milionera.
Mam dość harówy. Niniejszym postanowiłam dziś, że muszę znaleźć bogatego męża. Być może niektóre z Was również podjęły takie postanowienie. Koniec z ciężką pracą i odkładaniem od pierwszego do pierwszego, koniec z oszczędzaniem na sobie! Wyobraźcie sobie tylko - całymi dniami czytacie książki, uprawiacie sporty, pozwalacie kosmetyczkom układać na waszych głowach fantzyjne fryzury...
W internecie istnieje specjalne określenie na takie kobiety. Są to kopaczki złota z ang. gold digger. Ale, żeby była jasność: nie są to kobiety, które będą zawsze potulnie kiwać głową. Nie są prostytutkami. Są wykształcone, towarzyskie, inteligentne, znają języki. Nie chcą być zamknięte w kuchni, bo liczą, że będzie ich stać na pomoc domową. Od singielek różni je to, że za target na męża obrały sobie nie rogacza, a bogacza.
Przeglądając profile można stwierdzić, że jest w czym wybierać. Każda z kobiet jest atrakcyjna, sympatyczna i do wzięcia. Janusza interesują te do wzięcia „nie na raz”. A nawet na zawsze. Z profili na portalach randkowych wynika, że starszy mężczyzna niekoniecznie będzie szukał potencjalnej żony w wieku swojej córki. Jeśli chodzi o małżeństwo interesuje ich dojrzała znajomość i spełnianie swoich potrzeb. Jest to rodzaj kontraktu, ale za to spisanego przy blasku świec.
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
