
Mieszkańcy jednej z warszawskich dzielnic walczący od lat dzielnie (ale bez efektów) o 300 metrowe wydłużenie pewnej ulicy. Ich problem nie interesuje nikogo – ani opinii publicznej, ani urzędu miasta. Co można w takiej sytuacji zrobić? Zacząć w efektowny sposób protestować.
REKLAMA
Na taki, rozpaczliwy krok, zdecydowały się rodziny mieszkające niedaleko warszawskiego Mordoru i zablokowały tamtejszym korpo-orkom przejazd przez jedną z ulic. Ale wrogiem nie są pracownicy największego polskiego korporacyjnego zagłębia. Prawdziwy przeciwnik czuwa niespokojnie na północy. A jego oko bacznie się przygląda rozwojowi sytuacji.
Bitwa o Śródziemie w wydaniu miejskim
Dziś w godzinach powrotów z pracy każdy, kto spróbuje wydostać się z Mordoru będzie musiał się liczyć z tym, że może mu to zająć jeszcze dłużej niż zwykle. Pikieta zorganizowana przez Stowarzyszenie Wyględów, zablokuje jedną z kluczowych uliczek. Legalnie demonstrujący mieszkańcy okolicznych osiedli uniemożliwią samochodom przejazd przez przejście dla pieszych.
Dziś w godzinach powrotów z pracy każdy, kto spróbuje wydostać się z Mordoru będzie musiał się liczyć z tym, że może mu to zająć jeszcze dłużej niż zwykle. Pikieta zorganizowana przez Stowarzyszenie Wyględów, zablokuje jedną z kluczowych uliczek. Legalnie demonstrujący mieszkańcy okolicznych osiedli uniemożliwią samochodom przejazd przez przejście dla pieszych.
Luiza Zalewska-Karłowska, która jest prezesem wspomnianej organizacji i prawnie odpowiada za przebieg całego zajścia, mówi nam, że celem całego przedsięwzięcia jest skłonienie władz Warszawy do poprawy miejscowej infrastruktury, która w służewieckim zagłębiu firm już od lat nie jest na miarę komunikacyjnych potrzeb. Odkąd miejsce to stało się siedzibą wielu międzynarodowych korporacji, wąskimi ulicami dojazdowymi zaczęło się poruszać znacznie więcej pojazdów, co negatywnie negatywnie wpłynęło na arterii miejskich. Sytuacja ostatnio uległa znacznemu pogorszeniu w związku z remontem ulicy Wołoskiej, niektórzy mieszkańcy wręcz zgłaszają, że w godzinach między 14.00 a 19.00 nie są w stanie wyjechać ze swoich posesji.
"Winter is coming..."
Ogromne utrudnienia w ruchu wpłynęły na to, że latem powstała tu niezwykle popularna moda jazdę rowerem. Kto mógł nie używał samochodu. Zalewska-Karłowska jednak zasadnie stawia pytanie. – Co zrobimy, gdy zimą trzeba będzie zawieźć dziecko do lekarza? Wsiądziemy na rowery?. Jedyne, o co proszą protestujący mieszkańcy, to wydłużenie o 300 m ulicy Woronicza, znacznie poprawiłoby to obecne możliwości komunikacyjne.
Ogromne utrudnienia w ruchu wpłynęły na to, że latem powstała tu niezwykle popularna moda jazdę rowerem. Kto mógł nie używał samochodu. Zalewska-Karłowska jednak zasadnie stawia pytanie. – Co zrobimy, gdy zimą trzeba będzie zawieźć dziecko do lekarza? Wsiądziemy na rowery?. Jedyne, o co proszą protestujący mieszkańcy, to wydłużenie o 300 m ulicy Woronicza, znacznie poprawiłoby to obecne możliwości komunikacyjne.
Mieszkańcy po raz pierwszy zgłosili problem urzędowi miasta w 2011 r. Od tego czasu jedyne co słyszą, to kolejne obietnice i zaproszenia na rozmowy, z których nic konkretnego nie wynika.
Walka do końca
Dzisiejsza pikieta jest już trzecią z serii (poprzednie odbyły się 1.10. i 8.10). Demonstrujący zamierzają konsekwentnie organizować co tydzień kolejne tego typu wydarzenia, aż do skutku. Dodatkowo mobilizuje ich przebudowa ulicy Marynarskiej, co jeszcze pogorszy ich sytuację na co dzień. Realizacja tego projektu, jak zapowiedział urząd miasta, ma trwać ponad 20 miesięcy... Zalewska-Karłowska przeprasza w imieniu protestujących za dodatkowe utrudnienia w ruchu, jakie powoduje ich demonstracja. Zwraca jednak uwagę, że akcja jest organizowana dla dobra wszystkich korzystających na co dzień z miejscowej infrastruktury. Tłumaczy protest jako akt desperacji, który być może w końcu zmusi urząd miasta do zajęcia się tematem.
Dzisiejsza pikieta jest już trzecią z serii (poprzednie odbyły się 1.10. i 8.10). Demonstrujący zamierzają konsekwentnie organizować co tydzień kolejne tego typu wydarzenia, aż do skutku. Dodatkowo mobilizuje ich przebudowa ulicy Marynarskiej, co jeszcze pogorszy ich sytuację na co dzień. Realizacja tego projektu, jak zapowiedział urząd miasta, ma trwać ponad 20 miesięcy... Zalewska-Karłowska przeprasza w imieniu protestujących za dodatkowe utrudnienia w ruchu, jakie powoduje ich demonstracja. Zwraca jednak uwagę, że akcja jest organizowana dla dobra wszystkich korzystających na co dzień z miejscowej infrastruktury. Tłumaczy protest jako akt desperacji, który być może w końcu zmusi urząd miasta do zajęcia się tematem.
Niełatwe przymierze rysuje się na horyzoncie?
Co na to korpo-orki? Często ludzi pracujących w dużych międzynarodowych przedsiębiorstwach obrazuje się jako egoistów myślących tylko o końcu własnego nosa, krótkowzrocznych i reagującej wrogo na przymiotnik "społeczne". Okazuje się, że nie jest tak źle.
Co na to korpo-orki? Często ludzi pracujących w dużych międzynarodowych przedsiębiorstwach obrazuje się jako egoistów myślących tylko o końcu własnego nosa, krótkowzrocznych i reagującej wrogo na przymiotnik "społeczne". Okazuje się, że nie jest tak źle.
Generalnie wyjazd z Mordoru i tak jest piekłem. Przez ten protest zajmie mi to jeszcze dłużej. To nie jest fajne, a stawia mnie się w sytuacji bez wyjścia. Ale z drugiej strony rozumiem tych ludzi, problem jest bardzo realny. To absurdalne, że do tej pory nie dało się z tym nic zrobić.
Jak się dowiedzieliśmy zarówno od organizatorów protestu, jak i władz miasta nikt nie zgłaszał w związku z minionymi pikietami żadnych zażaleń, nie doszło też do żadnych nieprzyjemnych incydentów. Wydaje się, że orkowie zrozumieli miejscowych, choć jak na razie nie poparli w żaden konkretny sposób ich działań, które przecież także są w ich interesie.
Oko arcywroga na północy
Co na to władze Warszawy? Agnieszka Kłąb z urzędu miasta w rozmowie z nami odpowiada krótko – dialog jest lepszy od protestów (choć nie waży się krytykować protestujących, zauważając, że mają do tego prawo, nawet jeśli nie jest to właściwym rozwiązaniem). Z punktu widzenia miasta największym problemem jest to, że przedłużenie ulicy Woronicza wymagałoby wykupu prywatnej działki. Podobno na następne spotkanie z demonstrującymi urząd przygotował inne propozycje rozwiązania problemu i jest chętny, by o nich rozmawiać.
Co na to władze Warszawy? Agnieszka Kłąb z urzędu miasta w rozmowie z nami odpowiada krótko – dialog jest lepszy od protestów (choć nie waży się krytykować protestujących, zauważając, że mają do tego prawo, nawet jeśli nie jest to właściwym rozwiązaniem). Z punktu widzenia miasta największym problemem jest to, że przedłużenie ulicy Woronicza wymagałoby wykupu prywatnej działki. Podobno na następne spotkanie z demonstrującymi urząd przygotował inne propozycje rozwiązania problemu i jest chętny, by o nich rozmawiać.
Gdy jednak wspominamy, że – jak dowiedzieliśmy się m. in. od Stowarzyszenia Względów – poprzednie rozmowy okazały się tylko mydleniem oczu i przeciąganiem sprawy w czasie – nie dostajemy odpowiedzi. Sauron nie może już spokojnie spoglądać ze swej góry na maluczkich ludzi, jeśli ci potrafią zamienić środki masowego przekazu w potężną tubę nagłaśniającą ich sprawę. Czy Luizie Zalewskiej-Karłowskiej i społecznikom wokół niej skupionym uda się wygrać tę nierówną walkę?
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
