Kandydat Marek Laryś doszedł do wniosku, że wyborców może przekonać piosenką.
Kandydat Marek Laryś doszedł do wniosku, że wyborców może przekonać piosenką. Fot. Sara Smolis / youtube.com

Poddaję się. Zobaczyłem spot jednego z kandydatów PO i dłużej nie mogę. Jak?! Jak w dzisiejszych czasach ktoś może sądzić, że piosenką jest w stanie przekonać do zagłosowania na niego? Jak można bez cienia żenady wypuszczać taki spot i liczyć, że wejdzie się do polskiego Parlamentu? Litości. Miałem nadzieję, że mroczne czasy kiczowatej polityki lat 90. mamy już dawno za sobą.

REKLAMA
Punktem zapalnym był kandydat PO. Marek Laryś jest nauczycielem WF-u i startuje z 17. miejsca w okręgu wrocławskim. Poza tym jest także miłośnikiem muzyki, o czym można przekonać się dobitnie oglądając jego spot. Zerknijcie, ale tylko na chwilę.

Czy Wy to widzieliście i słyszeliście?!

Nie odmawiam nikomu prawa do startu, każdy może próbować swoich sił. Ale na Boga, jak w XXI wieku, w wielkim, europejskim kraju, ktoś może sądzić, że ŚPIEWAJĄC PIOSENKĘ jest w stanie przekonać kogokolwiek do oddania na niego głosu? Piosenki śpiewało się w przedszkolu i podstawówce na zaliczenie. Ewentualnie w domu, przed rodziną. Ot tak, żeby się popisać.
No dobra, piosenki towarzyszyły też wyborom. Kto nie zna słynnego Ole! Olek, Aleksandra Kwaśniewskiego? Kicz, ale sprzed wielu lat. Demorkacja raczkowała, wiemy, jakie były lata 90., więc sporo można wybaczyć. Poza tym w spocie piosenki nie śpiewał sam kandydat.
Ale jak dzisiaj mam na poważnie wziąć kandydata, który w skórzanej kurtce i przeciwsłonecznych okularach w rytmie disco polo przekonuje, żeby na niego zagłosować. Mam na kogoś takiego poważnie i świadomie oddać głos, żeby reprezentował mnie w Parlamencie. To obraża moją inteligencję i gotuje krew, zwłaszcza gdy materiał dopełnia taka informacja.
logo
Ja wiem, że nowe twarze. Wiem, że zmiana. Wiem, że każdy musi mieć prawo do startu w wyborach. Ale proszę, nie w ten sposób.
Jeśli miałbym swojego faworyta, którego popierałbym bezgranicznie, wierzył w niego i jego program, ale ten postanowiłby przekonywać mnie dodatkowo piosenką... Nie, sorry, tego już za wiele. Jesteśmy chyba w takich czasach, że do głosu można przekonać na miliard innych sposób. A tak, to nie wiem, czy ktoś robi idiotę z siebie, czy próbuje go zrobić ze mnie.
Można powiedzieć, że to folklor polityczny. Nieznany kandydat z 17 miejsca, "gdzieś tam w Polsce". Dwa tygodnie temu na podobny rok zdecydował się polityczny wyjadacz, Michał Kamiński - znany partyjny spadochroniarz
Może nie jestem targetem tego typu spotów, ale...

Proszę, nie...

Napisz do autora: michal.mankowski@natemat.pl