PiS już przygotowuje "listy egzekucyjne" dla TVP. Skok na media będzie jednym z pierwszych ruchów prezesa po wyborach

PiS po wyborach szykuje szturm na media publiczne.
PiS po wyborach szykuje szturm na media publiczne. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Prawo i Sprawiedliwość nie znosi mediów. Nienawidzi. Politycy uważają, że to przez wraże redakcje partia przegrywała kolejne wybory. Dlatego jeśli obejmie władzę po 25 października, będzie chciało jak najszybciej wprowadzić swoje porządki w mediach publicznych i doprowadzić do tego, by zmiękły władze stacji i gazet prywatnych.


"W bufecie w TVP siedzi kuzyn pana Kaczyńskiego i rozdziela stanowiska. Mówi: 'Chcieliśmy tego, ale on taki trochę rozkojarzony i niepunktualny, to może innego'" – relacjonował Tomas Lis w TOK FM. Wspomniany kuzyn to Jan Maria Tomaszewski o którym pisałem już w naTemat. Tomaszewski to dzisiaj (poza Martą Kaczyńską) najbliższa rodzina prezesa, zresztą jako dzieci często spędzali razem wakacje. Dzisiaj nadal utrzymują bliskie kontakty, o czym pisał Michał Krzymowski w biografii prezesa Kaczyńskiego.
O tym, że TVP czekają zmiany wiadomo od dawna, ale Lis jako pierwszy pokazał, jak daleko zaawansowany to proces. Zdaje się to potwierdzać też inny dziennikarz TVP Jan Ordyński. Na Facebooku napisał, że przygotowywana jest już lista zwolnień podzielona na kilka kategorii.
O zmianach mówią też politycy Prawa i Sprawiedliwości. I o ile krucjatę Krystyny Pawłowicz przeciw Justynie Dobrosz-Oracz z "Wiadomości" należy raczej traktować jako stan ducha środowiska, niż zapowiedź konkretnych zmian, o tyle uważnie trzeba słuchać takich ludzi jak Jarosław Sellin. Poseł PiS i były dziennikarz Polsatu wprost mówi, że nie podoba mu się program Tomasza Lisa w TVP.


I nie chodzi o to, czy polityk mówi o Lisie czy o innym dziennikarzu. Wskazywanie palcem przez jakiegokolwiek polityka jakiegokolwiek dziennikarza jest nie na miejscu. Szczególnie, jeśli to partia zmierzająca po władzę w najbliższych wyborach.

Kiedy czekałem na przyjazd Jarosława Kaczyńskiego na wiec w Płocku jeden z kandydatów na posłów z czołówki listy PiS (dzisiaj samorządowiec) opowiadał, że w ogóle nie ogląda telewizji. Medialne otoczenie partii idzie jeszcze dalej.

Marzena Nykiel
redaktor naczelna wPolityce.pl

Chyba nawet Jerzy Urban nie powstydziłby się „Wiadomości” w obecnym kształcie. Można usiąść przed telewizorem z liczydłem i punktować dziennikarskie pokłony oddane Platformie, zestawiając je z ciosami zadawanymi Prawu i Sprawiedliwości. Wyborne studium propagandy. Czytaj więcej

A to tylko jeden z wielu przykładów. Karnowscy mogliby otworzyć w swoim serwisie oddzielny dział, w którym opisywaliby rzekome manipulacje mainstreamu. Dlaczego tak piszą? Powód jest jasny: kimś trzeba będzie zapełnić lukę kadrową w TVP.

Głodujący przez ostatnie lata na pensjach finansowanych przez PiS i SKOKi niepokorni już przebierają nóżkami, by zająć najważniejsze anteny. Walkę o względy przyszłej władzy widać aż zbyt wyraźnie: prawicowe portale i gazety prześcigają się w wiernopoddańczych tekstach, wychwalaniu nowego prezydenta czy kandydatki na premiera. Liczą, że dzięki temu to oni będą po październiku wchodzili do TVP jako gospodarze, a nie goście.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl