
Departament Stanu USA publikuje raport, w którym krytykuje Polskę za nieprzestrzegania praw człowieka. Chociaż ogólna ocena jest pozytywna, dokument zwraca uwagę na nieskuteczny system sprawiedliwości, ksenofobię i agresję wobec mniejszości etnicznych i seksualnych oraz nadmierną inwigilację obywateli. - Polscy politycy zaniedbali kwestię praw człowieka - mówi nam Tomasz Godlewski, socjolog i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Polacy, nawet ci o lewicowych poglądach, nie akceptują mniejszości seksualnych, co dotkliwie może odczuć niedługo Janusz Palikot - dodaje.
REKLAMA
W czwartek Departament Stanu USA ogłosił doroczny raport o przestrzeganiu praw człowieka. Stwierdza on, że w ciągu ostatniego roku na świecie zaszły znaczące zmiany w tej kwestii. Możemy w nim przeczytać o Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce walczących o swoją godność i dostatnią przyszłość. Ocenie poddano aż 200 krajów. Polska w zestawieniu wypada przeciętnie. Ogólna ocena jest pozytywna, ale autorzy dokumentu, wytykają nam szereg niedociągnięć i problemów w tym zakresie.
Prawa człowieka po polsku
Raport Departamentu Stanu USA stwierdza, że "rząd polski egzekwował prawa człowieka i podejmował kroki na rzecz ścigania funkcjonariuszy rządowych, którzy popełnili nadużycia". Krytyka dotyczyła jednak między innymi nieskuteczności system wymiaru sprawiedliwości i powolnych procedur sądowych. Dokument mówi o przejawach ksenofobii wymierzonej w mniejszość niemiecką oraz litewską, aktach wandalizmu na miejscach z nimi związanych. Źle ocenione zostało również "istotne zwiększenie monitoringu przez rząd połączeń telefonicznych bez nadzoru sądowego".
Dr Tomasz Godlewski uważa, że problem praw człowieka w Polsce dotyczy przede wszystkim klasy politycznej, która tę kwestię zaniedbała - Z badań, które przeprowadziłem wynika, że tak zasadnicza kwestia jak prawa człowieka przestaje być istotna dla polityków. Traktują ją oni jako konstant, nie wynoszą jej na sztandary. Te prawa gdzieś tam są, każdemu się przynależą, ale się nimi nie zajmujemy. W praktyce politycy zapominają o ich istnieniu. To się zmienia tylko wtedy, kiedy wspominamy o innych narodach czy oddalonych o setki kilometrów nacjach - mówi w rozmowie z nami.
Raport stwierdza również, że ustawa przeciwko zniesławieniu, uznająca za przestępstwo wypowiedzi, publikacje i treści zniesławiające urzędników państwowych, de facto ograniczyła wolność słowa i prasy. Krytyka dotyczy również dyskryminacji kobiet na rynku pracy, seksualnej eksploatacji dzieci, handlu żywym towarem i dyskryminacja mniejszości etnicznych oraz seksualnych. Raport zwraca również uwagę na naruszenia praw pracowników do zrzeszania się lub wstępowania do związków zawodowych.
Wolność nasza i wasza
Wolność nasza i wasza
- Prawa człowieka przestają być pierwszoplanowym elementem walki politycznej, i to nie jest dobry prognostyk, jeśli chodzi o kondycję życia politycznego w Polsce. Chociaż lubimy się odnosić do takich wartości w naszej historii, wspominać naszą walkę o wolność, zakrzyknąć od czasu do czasu "za wolność naszą i waszą", ale to wszystko - dodaje.
Druga kwestia, o której wspomina Godlewski, to prawa człowieka w świadomości społeczeństwa - Prawda jest taka, że w zdecydowanej większości ludzie deklarują, że traktują to jako wartość immanentną, przysługującą wszystkim. Te prawa, które mają charakter zasadniczy są przestrzegane. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że ku mojemu zdziwieniu w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła wśród Polaków akceptacja dla ograniczenia praw mniejszości seksualnych, i to zarówno na prawicy, jak i na lewicy. Wzrost nie byłby zaskoczeniem, gdyby nie to, że jest to różnica aż 20 punktów procentowych na przestrzeni dwóch lat - tłumaczy.
- Mówi się, że polski elektorat jest konserwatywny, i rzeczywiście tak jest. Tutaj w dużej kropce może być pan Palikot i jego ugrupowanie, którego elektorat wbrew pozorom nie jest tak otwarty na odmienne wzorce seksualne. Okazuje się, że oni wcale nie chcą tego, co oferuje im poseł Palikot - mówi ekspert.