
Przedsiębiorcy w badaniach przeprowadzonych przez TNS Polska dla miesięcznika „My Company Polska” wskazali przyczyny hamujące rozwój firm. Wśród nich były np. biurokracja, niejasne przepisy prawa, czy wreszcie to, że są "traktowani gorzej niż przestępcy". Czy takie czarne wizje administracji i prawa naprawdę się zdarzają, czy tylko przedsiębiorcy sieją czarną propagandę?
Według ankiety bardzo wysoko znajdowały się biurokracja i złe prawo. W powszechnym mniemaniu to bowiem spędza sen z powiek przedsiębiorców. Nie zawsze tak jednak jest. Aby prowadzić małą firmę wcale nie trzeba wypełniać ton druczków czy stać w kolejkach w urzędach.
Prowadzę jednoosobową firmę i na razie jest spoko. Mam elektroniczny podpis epuap i wszystko załatwiam w pięć miunt w domu. Jeżeli chodzi o księgowość to już za 100 złotych można wynająć biuro rachunkowe. Wtedy w razie kontroli wysyła się urzędników do biura, bo ono jest pełnomocnikiem. Rozliczanie też jest łatwe, bo mam prosta działalność na księdze przychodów i rozchodów bez faktur VAT.
Jeżdżąc w kursy po Europie po 3-4 tygodnie wracam i mam mnóstwo roboty. Trzeba nie tylko załatwić jakieś myjnie czy sprawy związane z leasingiem, ale też pogrupować dziesiątki faktur, zanieść do księgowej i załatwić sprawy urzędowe. Zdarzają się całe dni, że jeżdżę i "mam misje". W ten sposób zamiast tygodnia wolnego zostają mi 3-4 dni.
Skoro jednak jest tak dobrze, to dlaczego jest źle? Przecież przedsiębiorcy wieczne narzekają. Narzekają, bo dużo rzeczy da się zrobić zapewne szybciej.
Takim firmom, jak moja najbardziej szkodzą wysokie podatki, ale można opłatę podatku obniżyć poprzez koszty prowadzenia firmy. Na razie wziąłem dofinansowanie z urzędu, ale myślę, że na dużym ZUS-ie nie będzie już mnie stać na prowadzenie tej działalności.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
