Jedni wolą kamienice, inny nowe budownictwo. Obie opcje mają swoje plusy.
Jedni wolą kamienice, inny nowe budownictwo. Obie opcje mają swoje plusy. Fot. Pixabay.com / Flickr

Czym się różni życie w nowym budownictwie od życia w starej kamienicy? Jedni mówią o niepowtarzalnym klimacie starych murów, drudzy o wygodzie nowych bloków. Jedni szukając odpowiedniego miejsca nawet nie patrzą na ogłoszenia, które proponują im stare budynki. Drudzy, chcą tylko tego. Jak powiedział Piotr, który mieszka w jednej z warszawskich kamienic – Wszystko zależy od ludzi. Wszędzie trzeba się z nimi użerać, ale w starych kamienicach przechodzi to ludzkie pojęcie.

REKLAMA
Ludzie to podstawa
Co miał na myśli? Przede wszystkim wszelkie mniejsze i większe remonty, które w kamienicach są koniecznością. Często wiążą się z dodatkowymi kosztami i pójściem na kompromisy. Obecnie w jego budynku będzie przeprowadzany remont systemu grzewczego. Na razie, ciągle korzystają z piecyków gazowych. Ma się to zmienić. – Skaranie boskie. Ze spółdzielnią nie sposób się dogadać. Jest to tak bardzo skostniała instytucja. Nikt nie ma pieniędzy. Jeśli już chce się coś zrobić to droga przez mękę. Jeden sąsiad się na coś nie godzi i już zablokowana cała inwestycja. Mam mieć jakieś rury na ścianie, bo inny facet nie chce dopłacić śmiesznych pieniędzy do remontu. Wiem, że może nie wszystkich stać, ale robimy to na lata. Nie jest to tylko moje widzimisię – dodaje wzburzony Piotr.
Aleksandra
ma mieszkanie w przedwojennej kamienicy w Warszawie

Stara kamienica przez lata nieremontowana to duży problem. Mam na myśli stare instalacje:
– elektryczna - wcześniej nie było urządzeń typu pralka, lodówka, zmywarka, piekarnik czy płyta kuchenna i in. pobierających znaczne ilości energii,
– wodno-kanalizacyjnej – mogło nie być łazienek i toalet
– gazowej
– I problem ogrzewania. Często są piece, które nie są ani wygodne, ani bezpieczne.
Może też być problem stropów, które w starych kamienicach bywają drewniane! Zawilgoconych ścian i piwnic, czy przeciekających dachów.
Ale gdy to wszystko uda się zrobić, klimat starej kamienicy ma urok, którego nie znajdzie się w nowym budownictwie.

Strach się bać
W niektórych kamienicach problemem może być też konserwator zabytków. Trzeba mieć pozwolenie na zmiany, co czasami trwa latami. Niektórych nie da się zrobić w ogóle. Jest to jednak swego rodzaju dobytek inwentarza, jeśli chcemy mieszkać na starówce. Ula, która mieszka w kamienicy sprzed I wojny światowej, podkreśla, że według niej co innego jest ważne – ekspertyza budowlana. Kiedy szukała swojego lokum, po odwiedzeniu niektórych mieszkań, miała wrażenie, że nikt tego nie sprawdzał.
Ula
kupiła mieszkanie w kamienicy

Niektóre mieszkania w kamienicach na warszawskiej Pradze były w naprawdę tragicznym stanie. Trzeba było kłaść od początku podłogi, bo miały jakieś dziury. Wymieniać okna, wstawiać CO. Z tym się jednak liczysz, kiedy szukasz mieszkania na rynku wtórnym. Gorzej kiedy w takim samym stanie jest cała klatka schodowa i reszta budynku. Idąc po schodach bałam się, że zaraz się zapadnę. Wychodząc na zewnątrz patrzyłam, czy nic mi na głowę nie leci. Na szczęście są na takich budynkach siatki, które przed spadającymi cegłami mają chronić przechodniów. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to dosyć przerażające. Nie chciałabym umrzeć śmiercią tragiczną, zabita przez cegłówkę z rozpadającej się kamienicy.

Wstrząsająca opowieść
Zdecydowała się jednak na mieszkanie w starym budynku, który przeszedł generalny remont. – Bardzo chciałam mieszkać w kamienicy. Ma to dla mnie niepowtarzalny klimat, którego nic nie zrekompensuje. Wcześniej mieszkałam w nowym bloku i widzę różnicę. Na przykład, kiedy pierwszy raz robiłam pranie w nowym mieszkaniu, a pralkę mam w łazience, cała kuchnia dosłownie podskakiwała. Wszystko się trzęsło. Wystraszyłam się, że budynek się zaraz zawali, albo przynajmniej już nigdy więcej nie wstawię prania. Poszperałam jednak trochę na forach i podobno może się tak dziać, kiedy stropy są drewniane. Odetchnęłam z ulgą, ale i tak nastawiam zawsze pralkę na najniższe wirowanie. Tak na wszelki wypadek.
Zachód żyje inaczej
Sylwia mieszkała w kilku europejskich stolicach. Od ponad roku żyje w Warszawie, właśnie przeniosła się do starej kamienicy. Czy widzi jakąś różnicę pomiędzy tym co dzieje się u nas, a tym co dzieje się na zachodzie? – Uważam, że większość polskich kamienic jest zapuszczona, nieodnowiona, pająki, pajęczyny, nieodmalowane ściany, stare podłogi, walące się meblościanki i kwiaty-palmy. Problemem jest też to, że wynajmuje się często takie mieszkanie od starszych osób, które nie pozwalają na zmiany. Dla porównania, kamienice w Berlinie są przepiękne, bo mieszkają tam młodzi ludzie. Jest to zupełnie inna kultura pod tym względem.
Nie zawsze dla przyjemności
Nie dla wszystkich jest to kwestia wyboru. 26-letnia Kamila wspomina czas, kiedy mieszkała w kamienicy. Warunki pozostawiały wiele do życzenia. – Okres dzieciństwa i dorastania spędziłam w kamienicy. Mieszkałam w niej z mamą i rodzeństwem około 15 lat. Uważałam ją za moje miejsce na ziemi. Warunki do życia nie były jednak najlepsze. Właściwie nasze mieszkanie było fatalne. Jedno duże pomieszczenie mama podzieliła na dwa pokoje ... taką drewnianą ścianką. Kuchnia była maleńka, o łazience nawet nie wspomnę. Mama robiła wszystko, by dobrze nam się żyło, choć z powodu grzyba na ścianach, moje rodzeństwo nabawiło się astmy. Za sąsiadów mieliśmy parę alkoholików, którzy ciągle urządzali awantury. Ale w kamienicy mieszkały też rodziny takie jak nasza, z którymi się przyjaźniliśmy. – Kamila dodała, że nie sądzi, że mogłaby w takich warunkach jeszcze kiedykolwiek mieszkać.
Blok jest jednak inny
26-latka miała porównanie. Jej babcia mieszkała w bloku. – Często u niej siedziałam. Lubiłam jej mieszkanie, tak inne od mojego. Podobało mi się, że nie musi palić w piecu, kiedy było jej zimno. Po prostu rozkręcała kaloryfer. Zawsze miała też bieżącą wodę, u nas bywało z nią różnie. – To właśnie codzienne ułatwienia związane z wodą, czy ogrzewaniem są najczęściej wymienianymi powodami, dla których ludzie wolą nowe budownictwo.
Iza kupiła niedawno ponad 70-metrowe mieszkanie w nowoczesnym budynku. – Jedyne czego żałuję to to, że nie ma recepcji i ochroniarza, który mógłby jeszcze bardziej pilnować porządku. Wszystko udogodnienia są mi bardzo potrzebne. – Woli nie tracić czasu na chodzenie po schodach, skoro może mieć windę. Woli otworzyć garaż jednym przyciskiem, niż wychodzić zimą na mróz. Jest jej wygodniej jednym kliknięciem otworzyć drzwi do klatki schodowej niż szukać po kieszeniach klucza.
Podobne patrzy na to Marta. Mieszka na warszawskiej Woli, w kilkuletnim wieżowcu. Zapytana o to, czy nie boi się, że wszystko stanie, jeśli zabraknie prądu, odpowiada: „Jeśli chodzi o kwestie elektroniki to uważam, że osoby projektujące takie bloki, musiały wziąć pod uwagę wszelkie możliwości awarii.”
Marta
mieszka w nowym wieżowcu

Nowe bloki? Uważam, że są bardzo wygodne. Ale kiedy czasami popatrzę z boku na osiedla molochy, ogarnia mnie przerażenie. Żyjemy troszkę jak w klatkach. Nie chciałabym spędzić całego życia mieszkając w bloku. Mam nadzieję, że doczekam się domu w cichej okolicy.

Zapomnij o indywidualizmie
To właśnie kształt nowoczesnych miejskich osiedli często stanowi największy problem. Sylwia należy do tego samego grona osób co Ula. Nie widzi u siebie w takiej przestrzeni. – Bloki developerskie nie mają klimatu. To jest jak Chińska Republika Ludowa, gorsze niż bloki komunistyczne. Zero prywatności, indywidualizmu. Nie zmienia to jednak faktu, że są wygodne i czyste, bo nowe. Ja i tak wolę stare, vintage i wysokie sufity. – podsumowała.
Co głos to opinia. Jednych nie przekona się za żadne skarby do przedwojennych kamienic, inni jak widać „za Chiny” nie zamieszkają na nowoczesnych osiedlach. Na szczęście dla każdego coś miłego. Rynek wchłonie zwolenników każdej opcji z wielką chęcią.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl