Tu jest jakby luksusowo. "Snoby" z nowych bloków dostają po nosie za Lumpex z Foksal
Tu jest jakby luksusowo. "Snoby" z nowych bloków dostają po nosie za Lumpex z Foksal Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Oj dostało się mieszkańcom tych "lepszych" bloków, dostało. I to zupełnie nie z ich winy. Oberwali rykoszetem za awanturę między wspólnotą mieszkaniową a biznesmenem, który chciał otworzyć restaurację w apartamentowcu. I choć płacili za mieszkania miliony złotych, internauci twierdzą że poprzewracało im się tu i ówdzie, bo nie chcą mieć pod nosem lokalu gastronomicznego.

REKLAMA
Internet zawrzał. Wszystko z powodu, skądinąd świetnego pomysłu, który opisaliśmy w naTemat. Niedoszły restaurator, któremu wspólnota mieszkaniowa nie pozwoliła na otwarcie lokalu zapowiedział, że powstanie w nim lumpex.
logo
Zapowiedź otwarcia lumpeksu jest zemstą niedoszłego restauratora, który zemścił się w ten sposób na sąsiadach Fot. WarsawSun.pl / Facebook.com
Wieśniaki, pseudobogacze
Większość internautów stanęła murem za właścicielem lokalu i trudno się dziwić. Ale część osób zdecydowała się ukamienować mieszkańców apartamentowca, nazywając ich (najłagodniej) snobami. – Czasem na nowobogackich buraków innej rady nie ma! Ciekawe czy słoma co im z butów wystaje w SPA im nie przeszkadza? – napisał internauta o pseudonimie "Gość". Ale czytamy dalej:

Wiesniakom restauracja przeszkadza !!!! Uhhhaaaaaaaa Czytaj więcej

Bardzo dobrze,poprzewracalo sie pseudo Warszawiakom w główkach!Powodzenia w nowej działalności! ;) Czytaj więcej

Powinien jeszcze zrobić skup aluminium i butelek po piwie to by im tam kloszardzi z puszkami i butlami ściągali z całej dzielnicy. Najlepiej całodobowy. Albo jeszcze automaty hazardowe postawić to by ściągała cała menażeria podejrzanych typków. xD xD Czytaj więcej

zadłużeni po uszy pseudobogaccy rozbijają się za kredyty. Udają elitę a żrą po kątach kartofle z mlekiem żeby na raty mieć. No, oczywiście jeszcze wożą się drogimi autami, bo to przecież wyznacznik pozycji społecznej według nich Czytaj więcej

logo
Jeśli ktoś płaci milion zł za mieszkanie, ma prawo wymagać. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Klienci, którzy kupują luksusowe mieszkania są wymagający. – Są to najczęściej osoby obyte w świecie, podpatrujące standardy na zachodzie europy – mówi Marcin Jańczuk z agencji nieruchomości Metrohouse. Osoby te przywiązują bardzo dużą wagę do prestiżu danej inwestycji. – Nie chodzi nawet o rodzaj tego mieszkania czy o rozkład. Istotny jest adres, nazwisko projektanta, architekta. Ważny jest sposób, w jaki budynek jest wkomponowany w przestrzeń – mówi ekspert rynku nieruchomości.
Okiem "snoba"
Zapytaliśmy owych "pseudobogaczy", jak nazwała ich część hejtujących internautów, jak oni widzą sprawę. Domyślam się, że do grupy "snobów" zakwalifikowaliby 34-letnią Martę, choć jej mieszkanie nie należy do najdroższych, jak te przy Foksal. Jego wartość oscyluje w okolicach 700 tys. zł. Jest recepcja, jest basen tylko dla mieszkańców osiedla, są sklepy tylko dla wybranych i fitness. Cytując internautów - "Typowy azyl dla buraków". Z punktu widzenia mieszkańca – efekt pracy całego życia.
– Absolutnie rozumiem wspólnotę i ludzi, którzy kupili mieszkają w tym apartamentowcu. To nie jest zwykły blok. Ludzie wydali koszmarne pieniądze na swoje mieszkania. O wiele wyższe, niż za lokale w zwykłym bloku w miasteczku Wilanów – zauważa Marta. Jej zdaniem, każdy ma prawo interesować się tym, czy w lokalu na dole będzie knajpa wydzielająca zapachy, hałas czy cokolwiek innego.
logo
Nowy biurowiec i apartamentowiec na ulicy Kurkowej we Wrocławiu Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta
Marta zaznacza, że rozumie frustrację właściciela. Ale uważa, że wspólnota ma prawo mu odmówić i nie wynika to wcale ze snobizmu. – Umówmy się, tym ludziom może śmierdzieć w domu. Nikt nie chce mieszkać w takich warunkach. To zupełnie normalne, że powinno się pytać wspólnotę o takie rzeczy – mówi mieszkanka luksusowego mieszkania w Warszawie. Jej zdaniem, internautom zabrakło wyobraźni.
Marcin Jańczuk rozumie, że pewna grupa mieszkańców może martwić się obniżeniem prestiżu lokalizacji (o ile restauracja obniża prestiż). Ale dla części z nich, mogła to być także inwestycja. – Co innego, gdybyśmy mieli do czynienia z budownictwem "popularnym". Choć i na Białołęce ktoś mógłby stwierdzić, że stworzenie pizzerii w budynku może obniżyć standard. Nie każdy chce mieć całodobowy sklep czy kebab pod nosem. Tym bardziej nie chcą tego osoby, które wydały miliony na mieszkanie, zaciągając niejednokrotnie kredyt na całe życie – mówi.
Płacę, wymagam.
W nieco innej sytuacji jest Ania. Ma dopiero 23 lata i wynajmuje mieszkanie. Co nie znaczy, że nie wymaga. – Płacę co miesiąc 2500 zł za 47 metrów. Ale nie oszukujmy się, tam chodzi o blok przy Foksal. Jeśli ci ludzie mieszkają w pięknym, drogim budynku, to naprawdę mają prawo wymagać, aby na dole nie było restauracji czy przedszkola – mówi.
Ania
Wynajmuje mieszkanie o podwyższonym standardzie

Jeśli ktoś płaci za mieszkanie milion złotych, naprawdę może powybrzydzać. Wspólnota jest od tego, by zadbać o interesy mieszkańców. Ja wynajmuję, ale mieszkanie jest moim azylem. Ma być miło, cicho i przyjemnie. Nic w pobliżu nie powinno tego psuć ani angażować mojej uwagi. Jeśli będzie przedszkole - będzie hałas. Jeśli będzie knajpa - będzie zapach, a może nawet smród.

logo
Warszawa, Apartamentowiec Złota 44 Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Ania nie czuje się snobką i nie uważa, aby mieszkańcy Foksal na to zasługiwali. To nie są mikrokawalerki za 170 tys. zł. – Restauracja na dole realnie wpływa na komfort mieszkania – mówi. Marcin Jańczuk radzi, by wszyscy hejterzy postawili się w miejscu osób, które poczuły dyskomfort spowodowany tego typu działalnością.
– Dostrzegam, że internauci mocno mieszają z błotem osoby, które sprzeciwiły się planom biznesowym tej osoby. Ale trzeba sobie zadać pytanie, czy my nie postąpilibyśmy podobnie – mówi Marcin Jańczuk

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl