
W wielu czeskich miastach z powodzeniem wprowadzono osobliwy zakaz siadania w miejscach publicznych. Czeskie władze na takie siadanie patrzą pobłażliwym okiem jedynie wtedy, kiedy jakiś mieszkaniec źle się poczuje. W przeciwnym wypadku przycupnięcie na trawniku albo schodach może skończyć się mandatem.
REKLAMA
Nie wszystkim Czechom takie przepisy odpowiadają. Na szczęście znajdują coraz więcej sprzymierzeńców wśród polityków. Jednym z tych, którzy coraz głośniej nawołują do poluzowania restrykcyjnych przepisów jest Vaclav Laska z Partii Zielonych. Ten działacz chce zaskarżyć absurdalne przepisy do czeskiego Trybunału Konstytucyjnego.
Swoje niezadowolenie zgłaszają nie tylko Czesi. Romowie zamieszkujący kraj uważają, że zakaz siadania w przestrzeni publicznej to wymierzony im przez władzę policzek, a przepisy szykanują ich mniejszość. Nie wiadomo, kiedy można spodziewać się ewentualnych zmian. Wiadomo natomiast, że zanim w Czechach zmienią się regulacje, zarówno Czesi jak i Romowie zamieszkujący te tereny jeszcze trochę sobie postoją.
Źródło: Metrocafe.pl
