
Tydzień przed wyborami, dwa dni przed, w wyborczą niedzielę. Młodzi ludzie coraz częściej odbierają telefony od rodziców, którzy pytają na kogo powinni oddać głos. Wydaje im się, że dzieci lepiej rozumieją świat w którym żyjemy, a nie chcą dać się nabrać na wyborcze obietnice. Czy ty już odebrałeś telefon od swoich rodziców?
Młodzi mogą mieć jeszcze większy wpływ na wynik wyborów niż mogłoby się spodziewać. O ile kiedyś to dzieci pytały rodziców, na kogo powinny oddać głos, a niekiedy wynosiły z domów polityczne sympatie, tak dziś polityką w dużej mierze rządzą właśnie młodzi ludzie. I internet, który jest dla nich naturalnym środowiskiem.
Tymczasem nie tak dawno Jarosław Gowin i Przemysław Wipler zaproponowali, by dzieciom przyznać prawa wyborcze. Tyle, że głosować mieliby za nich... rodzice. W efekcie rodzice, mając dwoje dzieci, dostawaliby 4 głosy do dyspozycji.– To absurdalny pomysł, który pojawił się po to, by zaabsorbować opinię publiczną – mówił wówczas prof. Ryszard Bugaj, ekonomista, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak się okazuje, część rodziców i tak głosuje tak, jak dzieci...
Szukają potwierdzenia Piotr, 24 lata. Od 5 lat w Warszawie, wcześniej mieszkał w niewielkiej miejscowości na Pomorzu. Polityką interesował się od dziecka, a już od czasów liceum to on jest rodzinnym wektorem sympatii politycznych. Poglądy swoich rodziców ocenia jako mainstreamowe. Ale w tym sensie, że głosują zgodnie z sympatiami większości, kreowanymi w dużej mierze przez przekaz medialny. – Jak o kimś jest głośno, to oddadzą głos na niego – mówi świeżo upieczony absolwent politologii.
Rodzice dzwonią do niego od kilku tygodni. Pytają, dlaczego ktoś coś powiedział, dlaczego zachował się w ten a nie inny sposób. – Patrzą na to, co da im dana partia. Są nauczycielami, więc można ich kupić obietnicą, że nauczycielom "będzie lepiej" – mówi. Piotrowi zależy na zupełnie innych sprawach, dlatego radzi na kogo powinni głosować rodzice, choć sam wybiera kogoś innego.
– Podpowiadam, na kogo sam głosuję, ale jednocześnie tłumaczę, że na ich miejscu wybrałbym inną partię, zgodną z ich życiową sytuacją – mówi Piotrek. Telefon odebrał też przed wyborami prezydenckimi. Najczęściej dzwonią dużo wcześniej, ale odpowiada, że da im znać w ciszy wyborczej. – Sam podejmuję tę decyzję w ostatniej chwili, aby dać politykom szansę na wykazanie się do samego końca – mówi.
Młodzi, ogarnięci Karolina, 29 lat. Rodowita, dumna warszawianka. Z wykształcenia socjolożka, z zamiłowania dziennikarka. Przed wyborami odbiera najczęściej dwa telefony. Pierwsza jest zwykle babcia. – Najczęściej wie, na kogo będzie głosowała i domyśla się, że na inną partię niż ja. Bierze mnie zawsze pod włos, przepytuje. Koniec końców, głosuje tak jak ja – mówi z dumą Karolina.
Karolina
Podpowiada rodzicom, na kogo powinni głosować
Drugi telefon - od mamy. Też ważny, bo jak twierdzi Karolina, ten telefon to papierek lakmusowy społecznych emocji. – Jeśli ja się wpisuję w te emocje, tak jak jest w czasie tych wyborów, to mama się cieszy. Jest dzięki temu bardziej przekonana i zaangażowana – mówi. Gorzej, gdy Karolina się nie wpasuje. – Wtedy zaczyna się prawdziwe i, co gorsza, długie przesłuchanie – mówi.
Rozmawiajmy – Jeśli nie wiemy, na kogo głosować, porozmawiajmy o tym z rodziną, z przyjaciółmi, z sąsiadami, zajrzyjmy na strony internetowe. Pamiętajmy: mamy głos, mamy wybór, mamy udział w ważnej decyzji – apelował blisko rok temu Bronisław Komorowski. Akurat w przypadku Komorowskiego tych rozmów chyba zabrakło, bo w dużej mierze to młodzi odebrali mu prezydenturę.
– Ja miałabym pytać syna, na kogo głosować? Chyba on do mnie powinien zadzwonić z takim pytaniem – dziwi się 60-letnia Małgorzata z Warszawy. Nigdy nie czuła potrzeby dopytywania o sympatie polityczne swoich dzieci, bo doskonale je zna. – No może w tych wyborach jest nieco inaczej, ale zawsze mieliśmy bardzo podobnie – mówi. I dziwi się, że ktokolwiek może pytać dzieci o to, na kogo oddać głos.
Zdaniem matki trzech synów, każdy rodzic powinien mieć własny ogląd rzeczywistości. Czytać, orientować się i przede wszystkim myśleć. – Jest jeszcze jedna rzecz. Warto jest pamiętać, a młodzi pewnych rzeczy nie pamiętają, bo były za małe. To rodzice powinni pamiętać, co się działo 8 - 9 lat temu i o te czasy dzieci powinny pytać swoich rodziców – mówi 60-letnia matka.
