
Słynny ekspert Antoniego Macierewicza chce wziąć udział w przetargu na zakup rządowego Tupolewa. Według niego, mogliby samolot mogliby kupić, aby "maszyna nie wpadła w ręce Rosjan". Ci mogliby przełożyć części z bliźniaczej maszyny do wraku polskiego samolotu. W Ameryce trwa zbiórka pieniędzy.
REKLAMA
Profesor Wiesław Binienda jest ekspertem amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. W Polsce znamy go głównie jako naukowca obalającego teorię brzozy jako przyczyny katastrofy smoleńskiej. Doradca zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza badającego katastrofę smoleńską podjął już kroki w tym kierunku. Wśród amerykańskiej Polonii trwa zbiórka pieniędzy, by kupić od rządu Tu-154 z numerem bocznym 102.
– Mamy podejrzenia, że gdyby Rosjanie go kupili, to podrzucili by jego części do wraku. Bo z tego, co zebrano z miejsca katastrofy, wiele brakuje. Te dwa Tu-154M to egzemplarze wyjątkowe, robione na zamówienie, są identyczne i nie istnieją inne dokładnie tego typu maszyny - mówi w rozmowie z dziennikiem "Fakt" Binienda.
Parlamentarna grupa badająca katastrofę od dawna podnosiła głos, że we wraku brakuje wielu części. Między innymi właśnie to miałoby być powodem zwłoki w oddaniu wraku polskiej stronie. Po "uzupełnieniu" powrót Tupolewa do naszego kraju byłby możliwy.
Wizji Profesora Biniendy nie podziela publicysta lotniczy Tomasz Białoszewski. - To bzdura - mówi krótko. - Nie sądzę, aby Rosjanie chcieli kupić naszego Tupolewa, zwłaszcza że w Rosji mają ich pod dostatkiem. Gdyby chcieli zdobyć części do tego modelu, wzięliby swój samolot. Mają tego w brud. Mogliby nawet wziąć je z fabryki - mówi autor książki "Ostatni lot. Przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie".
Trudno mówić o wyścigu po naszego Tu-154. - Agencja Mienia Wojskowego ma z nim spory problem - mówi Białoszewski. Samolot może nawet nie być jeszcze gotowy do sprzedaży pod względem formalno prawnym. - Po co nam miałby być ten samolot? Przecież nie odetniemy mu centropłatu i nie będziemy prowadzić na nim badać - mówi publicysta lotniczy.
Pomysł zakupu samolotu w obawie przed działaniami Rosjan to według Białoszewskiego Bzdura. - Nie dajmy się zwariować - podsumowuje.
Wiarygodność Wiesława Biniendy jest wątpliwa
Doświadczenie eksperta zza oceanu miało być twardym argumentem w sporze o przyczynę katastrofy smoleńskiej. Coraz częściej jednak jego wiarygodność jest podważana. Sam Binienda przed przyjazdem do Polski kilka dni temu zgłaszał potrzebę ochrony, gdyż czuł się zagrożony. Tego typu rewelacje powodują nieustanny szum wokół tej osoby, coraz częściej obecnego w mediach.
- Żadne rewelacje dr. Biniendy, bo nie jest on prawdziwym profesorem, nie mają poparcia w faktach. Biorąc pod uwagę jego kalkulacje dotyczące urwanego skrzydła to bzdury - uważa Białoszewski. Według niego, Wiesław Binienda nie chce udostępnić danych na których opiera swoje teorie, a swoje wnioski uznaje jako pewnik.
Redaktor Tomasz Białoszewski konfrontuje wyniki badań Wiesława Biniendy z własnym ekspertem. Chodzi o Pawła Artymowicza, astrofizyka i pilota. - Rozmawiałem z profesorem Artymowiczem kilka dni temu. Według jego badań, a jest prawdziwym ekspertem, tezy Biniendy są oderwane od rzeczywistości - mówi. Białoszewski przypomina też, że osobiście badał miejsce katastrofy. Jako jeden z nielicznych wdrapał się na brzozę i ją zmierzył. - To drzewo w miejscy uderzeniu ma 44 centymetry średnicy i 160 centymetrów w obwodzie. To naprawdę potężne drzewo. Skrzydło Tupolewa które w nie uderzyło powinno odpaść i polecieć dokładnie tak, jak poleciało - podsumowuje Białoszewski.

