
Kanciasta stylistyka, charakterystyczna dla początku lat 80. Zamontowana na dachu futurystyczna turbina i niezwykle stylowe otwierające się do góry drzwi. No i oczywiście niezapomniana kreacja Michaela J. Foxa w wizjonerskim świecie wyczarowanym przez Roberta Zemeckisa. Tak powstają rzeczy kultowe.
REKLAMA
Mirosław Malinowski jest jednym z tych pozytywnych szaleńców (i zarazem świetnych mechaników), którzy sprawiają, że m. in. wczoraj na naszych ulicach mogliśmy natrafić na DeLoreana DMC-12 do złudzenia przypominający oryginał (pisaliśmy o tym tutaj). I pewnie niejedna osoba, której się to przytrafiło, zastanawiała się, czy za szybą nie dostrzeże twarzy Martiego McFly'a...
Pan jest fanem "Powrotu do przeszłości"? Skąd się wziął pomysł na odrestaurowanie DeLoreana DMC-12 na wzór tego znanego ze srebrnego ekranu?
Tak, jak wielu osobom film ten zapadł mi w pamięci, jest dla mnie kultowy. A przy tym zajmuję się motoryzacją, jest ona moją pasją. Zrobienie nowego samochodu, czy odrestaurowanie go, jest zawsze pociągającym wyzwaniem – może dlatego. Ale oprócz tego oczywiście zaważyła niezwykłość samochodu, marzyłem o nim, jak każdy chłopiec.
Jak długo trwały prace nad nim?
Nie, to jest oryginalny samochód, wyprodukowany w lipcu '81 r. , końcówka numeru: 52946.
Może Pan powiedzieć, jak go nabył?
Kupiłem go w Pensylwanii, w Stanach Zjednoczonych, dzięki pomocy kolegi, który pracuje w firmie ekspedycyjnej. On również jest pasjonatem i należy do ludzi, którzy bawią się motoryzacją, pomagamy sobie nawzajem. On akurat jest dobry w wyszukiwaniu różnych ciekawych samochodów na rynku amerykańskim, nie tylko przez typowe portale, czy strony typu e-bay, lecz także szuka tych rzeczy sam po całych Stanach. Poprosiłem go o pomoc, gdyż marzyłem o DeLoreanie DMC-12. Poszukiwania trwały kilka miesięcy, ale w końcu udało się go kupić. Oczywiście samochód nadawał się do kompletnej renowacji – czas wyrył na nim swoje znamię, ale poradziliśmy sobie z tym.
Co pana tak zachwyciło w "Powrocie do przyszłości", by się porwać na taki pomysł?
Przenoszenie się w czasie jest fascynujące i ten motyw chyba od zawsze pociąga wielu ludzi. Sam pomysł tego filmu i dawanie nadziei, sprawia, że jest on ciekawy. Mówi o czymś nieosiągalnym i nieznanym – to przyciąga. DeLorean DMC-12 został do tego filmu trafnie wybrany, dobrze oddaje jego ducha – jest ponadczasowy. Już wtedy jego wygląd i jego rozwiązania wybiegały w przyszłość.
Czyli jest pan zdeklarowanym fanem tego dzieła?
Jak najbardziej, jak pewnie tysiące, czy miliony innych ludzi na świecie. Wczoraj, gdy nastąpił dzień powrotu do przyszłości, jeśli wierzyć deklaracjom na Facebooku, obchodziło go mnóstwo ludzi, utworzono wiele wydarzeń mu poświęconych, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych.
Jak długo się pan już "bawi" w przerabianie samochodów? To jest pana pasja, prawda?
Tak, doświadczenia zawodowego mam już ponad 30 lat, jestem mechanikiem z wykształcenia i z zamiłowania. Tak naprawdę już od samego początku takie rzeczy mnie interesowały. Oczywiście na początku były to jakieś prostsze projekty, a teraz są to rzeczy coraz bardziej i bardziej skomplikowane.
Został pan wczoraj bohaterem Facebooka, jak pan się czuł w takiej sytuacji?
To jest sympatyczne, że ludzie reagują na samochód tak pozytywnie. Każdy zachowuje się jak dziecko – ogromny uśmiech na twarzy, pytania... Gdy wczoraj jechałem Loreanem ludzie zrównywali się z nim by zrobić zdjęcie, robili je również od tyłu, czasem wręcz wstrzymywali ruch, tak się nawet trochę to niebezpieczne robiło, niemniej tak właśnie ludzie reagowali.
Czy zdarzyło się panu kogoś poderwać na ten samochód?
(Śmiech) nie, jeszcze mi się nie zdarzyło, jestem już chyba za stary.
To może któryś z kolegów pożyczył go od pana w tym celu?
Akurat niedawno ukończyłem Astona Martina DB9, którego można było podziwiać w przygodach Jamesa Bonda. Tutaj też inspiracja była filmowa.
Czy przymierza się Pan jeszcze do stworzenia jakiegoś innego kultowego samochodu znanego ze srebrnego ekranu?
Na razie nie myślę o czymś takim, ale nie mówię nigdy nie. Zawsze mam głowę pełną pomysłów i pewnie może się zdarzyć, że coś takiego mi spontanicznie przyjdzie na myśl. Teraz np. realizujemy inny ciekawy projekt – zakładamy gąsienicę do samochodu, dostaliśmy bowiem zlecenie od pewnej firmy technologicznej, by stworzyć samochód, który będzie sobie bezwzględnie radził w każdym terenie. Tak więc zawsze się coś dzieje, jeden się projekt kończy, kolejny zaczyna.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
