
Obywatel Polski, który mieszka za granicą, teoretycznie może zagłosować dwa razy w wyborach parlamentarnych. Procedury PKW umożliwiają taką nieuczciwość. Furtka, z którą związana jest opcja powtórnego głosowania, znajduje się w wytycznych Państwowej Komisji Wyborczej dla obwodowych komisji. Chodzi o procedurę wydawania kart wyborczych.
Kto mieszka za granicą, ale głosuje w Polsce, musi zgłosić się w komisji z ważnym paszportem oraz dokumentem, który potwierdza, że rzeczywiście na stałe mieszka poza ojczyzną. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", komisja sprawdzi, czy w paszporcie takiej osoby nie ma już pieczątki z innego lokalu wyborczego (dowodu, że wcześniej głosował). Jeśli nie ma, komisja stawia swoją pieczątkę i wydaje karty do głosowania. Wtedy obywatel nie ma możliwości powtórnego głosowania na podstawie paszportu.
Problem w tym, że może to zrobić posługując się innym dokumentem. "Pieczątka nie wyklucza możliwości udania się z dowodem osobistym do komisji właściwej dla miejsca zameldowania i zagłosowania tam ponownie" – zwraca uwagę "GW". W sytuacji, gdy wielu polskich emigrantów wciąż ma ważny polski dowód osobisty, to dość poważny problem.
Jak reaguje na to PKW? Beata Tokaj z Krajowego Biura Wyborczego przekonuje, że jest jeszcze inna możliwość weryfikacji - telefoniczna. Wystarczy telefon do ewidencji ludności, gdzie można sprawdzić, czy dana osoba jest zameldowana w kraju i figuruje na liście wyborców w innej komisji.
Tyle tylko, że w procedurach dla obwodowych komisji wyborczych nie ma takich wytycznych. Ich członkowie, których przepytała "GW", też nie słyszeli, że mogą telefonicznie zweryfikować wyborcę.
W naTemat pisaliśmy również o innym problemie związanym z wyborczymi procedurami. Chodzi o wygląd kart wyborczych, który może sprzyjać popełnianiu błędów. W wyborach 2015 roku karty zostaną wzbogacone o spis treści. Jak zwraca uwagę Fundacja Batorego, jest ryzyko, że wyborcy omyłkowo mogą właśnie na nim stawiać krzyżyki.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
