To koniec Kompanii Piwowarskiej jaką znamy. Niektóre polskie piwa mogą zniknąć z rynku

Nowy właściciel Kompanii Piwowarskiej  trochę poprzestawia na tych półkach
Nowy właściciel Kompanii Piwowarskiej trochę poprzestawia na tych półkach fot. Kornelia Glowacka-Wolf / Agencja Gazeta
Zwalniają kogo się da, tną koszty, aż do kości – tak działa belgijski gigant InBev, który dzięki globalnej transakcji połączenia z SabMillerem przejmie kontrolę na Kompanią Piwowarską w Polsce. Oto czego możemy się spodziewać na polskim rynku.


Do finału transakcji wycenianej na 104 miliardy dolary ma dojść w środę 28 października. Wtedy Anheuser-Busch InBev przedstawi ostatnią ofertę dla posiadaczy akcji akcji spółki SABMilller. Ale i tak eksperci są przekonani, że do połączenia dwóch największych producentów piwa na świecie dojdzie na 80 procent. Ponieważ poprzednią ofertę zaakceptował już zarząd SabMiller, pozostało tylko przekonać urzędy zajmujące się ochroną konkurencji na lokalnych rynkach i małych akcjonariuszy.


Pobite flaszki
Anheuser-Busch InBev i SABMiller będą wspólnie produkować co trzecią butelkę piwa rozlewanego na całym świecie. Transakcja przyniesie wiele zmian na polskim rynku, bo oznacza pojawienie się nowego właściciela w Kompani Piwowarskiej producenta piw: Tyskie, Lech, Żubr i Wojak. Według krążących na rynku nieoficjalnych informacji belgijski rewizor już pojawił się Polsce, aby ocenić jakość przejmowanych aktywów. Podobno zapowiedział zwolnienia i likwidacje marek nie uznanych za lokomotywy masowej sprzedaży. Oznaczałoby to koniec kariery reklamowanego piwa Książęce, Dębowego czy taniego Wojaka.

Póki co Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Kompani Piwowarskiej zaprzecza, że planowane są cięcia marek. Dodaje, że w sprawie ewentualnych zmian strategii w przyszłości powinni wypowiedzieć się przedstawiciele Anheuser-Busch InBev.

O tym, że taki scenariusz jest możliwy mówią jednak niektórzy komentatorzy: – Anheuser-Busch InBev słynie z radykalnych działań restrukturyzacyjnych. Zwalnia pracowników, tnie koszty aby uzyskać ze swoich biznesów jak najwięcej marży i zysków – komentuje dla naTemat Sebastian Trojanowski doradca inwestycyjny z domu TMS Brokers.
Sebatian Trojanowski, TMS Brokers

Szefowie Anheuser-Busch InBev patrzą na rynek globalnie, a nie lokalnie. Chcą koncentrować sprzedaż na jak najmniejszej liczbie marek. Nie będą zainteresowani drogą, jaką do tej pory podążał rynek w Polsce. U nas spożycie piwa już nie rośnie, za to producenci starają się przyciągnąć klientów tworząc nowe piwne marki. Spodziewam się, że InBev nie będzie zainteresowany wydawaniem pieniędzy na ich promocję, bo cała energia po fuzji będzie skierowana na rynki Chin, Afryki i Ameryki Południowej. To tam są młode społeczeństwa i miliony przyszłych konsumentów do zdobycia.

Prawdopodobne jest, że na naszym piwnym rynku pojawią się zagraniczne marki. Promowanego przez Kompanię Grolscha mógłby zepchnąć z półek Beck's, a czeskiego Kozela, Franziskaner. Pojawią się amerykański Budweiser, Corona, Stella Artois oraz Leffe, promowane globalnie przez Belgów.



W całej transakcji jest jednak jeden bardzo zadowolony Polak. Dzięki podbijaniu oferty przez Belgów akcje SABMillera, kontrolowane przez spadkobierców Jana Kulczyka warte są już nie 9 ale 12,5 miliarda złotych. Przed Sebastianem Kulczykiem ważna decyzja. Podobno chce sprzedać, a monstrualny kapitał zainwestować w nowy, przyszłościowy globalny biznes. Polak współwłaścicielem kawałka Google, Facebooka, albo Amazona. Dlaczego nie?

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

AFERA HEJTERSKA

WYWIAD 0 0Jak zorganizowana grupa przestępcza? Prawnik wylicza, jakie paragrafy mogli złamać ludzie Ziobry
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Gersdorf wyp***". Kampania nienawiści była wymierzona też w I prezes SN

GRZEJE

0 0Miał rodzinę, pracę, a w wolnej chwili mordował. Netflix pokazał historię potwora rodem z horroru
0 0Z tego mostu psy rzucają się w przepaść. Tajemnicy Overtoun Bridge nie rozwiązano do dzisiaj
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"