
To nagranie nie mogło mieć lepszego scenariusza. Po prostu nie mogło. I jeśli "mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy", to pewne jest, że Leszka Millera będziemy wspominać z uśmiechem na twarzy.
REKLAMA
Film ma niecałe dwie minuty, ale zapewniamy, że nie będzie to czas zmarnowany. Nie można było sobie wyobrazić lepszego scenariusza (a dla samych zainteresowanych gorszego). Reporter TVN24 przepytuje trójkę młodych działaczy SLD: Dariusza Jońskiego, Marka Balta, Krzysztofa Gawkowskiego. Ci – mniej lub bardziej – krytykują Leszka Millera. Oto, co m.in. można usłyszeć:
– To trzech muszkieterów (tak nazwał ich reporter – red.) i wielu innych ludzi będą budowali nową formułę lewicy, szerszą z nowym liderem – mówi Joński.
– Każdego czas jest w odpowiednim terminie, ten czas Leszka Millera już minął – dodaje Balt.
– Polityka daje przykłady, że liderzy, którzy przegrywają, odchodzą – kończy Gawkowski.
Gorzkie słowa, prawda? I gdy widz myśli, że to kolejny materiał z nudnymi, gadającymi głowami, zza pleców trójki muszkieterów wychodzi... sam Leszek Miller. Reporter szybko przypuścił szturm pytań na (jeszcze) lidera SLD. Ten – jak to ma w swoim zwyczaju – sprawnie ripostował. Najpierw powiedział, że nikt sztandaru SLD nie ma zamiaru wyprowadzać. Dodał też, że "prawdziwy mężczyzna nigdy nie kończy", a jeśli dziennikarz chce zobaczyć jego koniec, zaprasza na... swój grób.
I o ile sam zbieg okoliczności jest już zabawny, nie tylko o niego tu chodzi. Chwilę potem Leszek Miller odchodzi od reportera, by na moment się odwrócić. To, co wydarzyło się wtedy, jest po prostu piękne.
– Idziecie? – pyta sucho młodych działaczy.
– Idziemy, idziemy, idziemy – odpowiedzieli trzej "krnąbrni muszkieterowie", po czym szybciutko, jak młode uczniaki, podreptali za swoim szefem. Zresztą zobaczcie sami, tekst tego nie odda.
Ciekawe, co będzie, gdy Miller to zobaczy.
