
Polacy coraz chętniej korzystają z usług psychologów i terapeutów. Obecnie to żaden wstyd się pochwalić swoim własnym specjalistą. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w większych miastach jest to trend modowy. – A mój terapeuta powiedział... – to stwierdzenie, na które coraz częściej możemy się natknąć w swobodnych rozmowach przy kawie, już nikogo nie dziwi. Mniejsza o to, z jakich przyczyn trafiamy na kozetkę. Czy to tylko moda czy głębsza potrzeba – skutki i tak są pozytywne – podnosimy jakość swojego życia.
Została na terapii chociaż wszystko jest już dobrze. Chodzi nadal, bo to rodzaj rytuału, czasu tylko dla siebie i skoncentrowaniu się na własnej osobie. –Dla mnie to nie moda, tylko potrzeba bycia coraz lepszym. Ale mogę powiedzieć, że moi znajomi też mają swoich psychologów – dodaje.
Kiedyś funkcję psychologa w naszym życiu pełnili starsi członkowie rodziny. Jak czytamy w artykule Moniki Wojtal z Mamadu, kiedyś odpowiedzią na problemy byli ludzie starsi z najbliższego otoczenia. Antropolodzy nie od dziś donoszą, że w przeszłości zakumulowana mądrość osób starszych była kluczem do przetrwania. Nie tylko starszyzna zwiększała szanse na przeżycie młodszych pokoleń, chociażby opiekując się dziećmi, ale również była źródłem zgromadzonego przez lata doświadczenia. To właśnie do tych prawdziwie dojrzałych i mądrych osób zwracali się w czasach kryzysu członkowie grupy. Badacze podkreślają – konsultowanie się ze starszyzną i poszukiwanie w ten sposób odpowiedzi na trapiące nas problemy leży w naturze człowieka. Potwierdza to psycholog społeczny dr Rafał Jaros, szef firmy badawczej INSE Research.
Stawiałbym na to, że ludzie mają świadomość tego, że coś w ich życiu nie funkcjonuje tak jak należy i nie ma się co z tym męczyć. Warto iść do psychologa i sobie pomóc. Nie wiąże się z tym, że jestem chory, ale chcę świadomie kierować swoim życiem.
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
