Psycholog na życie. Rozmowy na kozetce stają się powszechnym sposobem na kłopoty.
Psycholog na życie. Rozmowy na kozetce stają się powszechnym sposobem na kłopoty. Fot. Shutterstock

Polacy coraz chętniej korzystają z usług psychologów i terapeutów. Obecnie to żaden wstyd się pochwalić swoim własnym specjalistą. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w większych miastach jest to trend modowy. – A mój terapeuta powiedział... – to stwierdzenie, na które coraz częściej możemy się natknąć w swobodnych rozmowach przy kawie, już nikogo nie dziwi. Mniejsza o to, z jakich przyczyn trafiamy na kozetkę. Czy to tylko moda czy głębsza potrzeba – skutki i tak są pozytywne – podnosimy jakość swojego życia.

REKLAMA
Anna, 30 latka z Warszawy do psychologa po raz pierwszy wybrała się 4 lata temu. Po śmierci ojca nie mogła sobie poradzić z traumą. Żałoba zamieniła się w depresję, rodzina zaczęła ją tracić, chudła w oczach, a w pracy zaczęły się problemy. – Terapia nie od razu zadziałała. To długotrwały proces. Ale to już za mną. Smutek wyleczyłam po roku. Teraz do psychologa chodzę z bieżącymi problemikami. Zawsze jest coś do zrobienia i poprawienia – mówi kobieta.
Została na terapii chociaż wszystko jest już dobrze. Chodzi nadal, bo to rodzaj rytuału, czasu tylko dla siebie i skoncentrowaniu się na własnej osobie. –Dla mnie to nie moda, tylko potrzeba bycia coraz lepszym. Ale mogę powiedzieć, że moi znajomi też mają swoich psychologów – dodaje.
Psycholog wszedł na stałe do naszego życia. Zarówno w sferze prywatnej jak i publicznej. Wystarczy spojrzeć na programy telewizyjne, w której zawsze gośćmi są psychologowie. To zawsze z ich porad korzystają szukający zrozumienia istoty problemu dziennikarze. Przyzwyczailiśmy się do ich obecności. Tłumaczą rzeczywistość, uczą jak sobie radzić.
Era przed psychologiem
Kiedyś funkcję psychologa w naszym życiu pełnili starsi członkowie rodziny. Jak czytamy w artykule Moniki Wojtal z Mamadu, kiedyś odpowiedzią na problemy byli ludzie starsi z najbliższego otoczenia. Antropolodzy nie od dziś donoszą, że w przeszłości zakumulowana mądrość osób starszych była kluczem do przetrwania. Nie tylko starszyzna zwiększała szanse na przeżycie młodszych pokoleń, chociażby opiekując się dziećmi, ale również była źródłem zgromadzonego przez lata doświadczenia. To właśnie do tych prawdziwie dojrzałych i mądrych osób zwracali się w czasach kryzysu członkowie grupy. Badacze podkreślają – konsultowanie się ze starszyzną i poszukiwanie w ten sposób odpowiedzi na trapiące nas problemy leży w naturze człowieka. Potwierdza to psycholog społeczny dr Rafał Jaros, szef firmy badawczej INSE Research.
–Wcześniej nie było w ogóle takiego zawodu. Kiedyś to nasze życie było dużo wolniejsze, dużo częściej przebywaliśmy z naszymi bliskimi. Dziś tempo życia jest dużo szybsze. Mamy więcej spraw na głowie, a dużo mniej czasu – mówi w rozmowie z naTemat.pl. Ludzie, nawet bliscy, nie poświęcają sobie wzajemnie tyle czasu i uwagi ile jeszcze kilkanaście lat temu.
logo
Główna bohaterka z serialu "Dziewczyny", Hannah Horvath, też chodziła do psychologa Fot. Materiały prasowe HBO
Wielu sceptyków chodzenia do psychologa twierdzi, że to tylko moda i kaprysy. Ponoć przyszła do nas z Zachodu, gdzie własny psychoanalityk wpisuje się w status społeczny, w którego skład wchodzą też własna kosmetyczka, instruktor fitness. W końcu nie każdego stać na sesję w cenie 120 złotych. Dla niektórych to kolejna forma pochwalenia się swoim stylem życia. – Zauważam taki trend chodzenia do psychologa czy do terapeuty. Wydaje mi się, że odmitologizowuje się opinia, że do terapeuty chodzi się tylko z poważnymi problemami –mówi naTemat.pl Igor Rotberg, psycholog i bloger. Ludzie przychodzą na kozetkę z wypaleniem zawodowym, brakiem satysfakcji zawodowej, problemami w relacjach z bliskimi czy problemami ze stresem, emocjami. Częściej są to rzeczy, które podchodzą pod problemy związane z normalnym funkcjonowaniem, niż poważne zaburzenia lub psychopatologia.
Zjawisko powszechności terapii wzrasta i według ekspertów będzie się nasilać. Relatywnie powstaje wiele kampanii społecznych, które mają przeciwdziałać stygmatyzacji osób, które szukają pomocy. Do korzystania z usług specjalistów otwarcie przyznają się osoby publiczne. Psycholog przestał być tabu, bo już się nie kojarzy z chorobą psychiczną, a raczej z rolą przewodnika życiowego. Zmienia się też płciowość statystycznego pacjenta.Korzystanie z porad psychologa to już mnie tylko domena kobiet. Mężczyźni też chcą poprawić jakość swojego życia. – To jest ciekawa tendencja. Obecnie trafia do mnie więcej mężczyzn niż kobiet. Mężczyźni często trafiają do mnie z problemami, które chcą rozwiązać, żeby pomóc partnerce w związku, naprawić relację w rodzinie czy pracy – dodaje Rotberg. Przedział wiekowy większościowej grupy pacjentów to zazwyczaj 20-40 lat. Ale przychodzą nastolatkowie i ludzie starsi. Co do zjawiska terapii jako przejściowej mody psycholog jest sceptyczny.
Igor Rotberg
Psycholog, bloger

Stawiałbym na to, że ludzie mają świadomość tego, że coś w ich życiu nie funkcjonuje tak jak należy i nie ma się co z tym męczyć. Warto iść do psychologa i sobie pomóc. Nie wiąże się z tym, że jestem chory, ale chcę świadomie kierować swoim życiem.

Według Rafała Jarosa ten trend ma same zalety. – Ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Problemy coraz mniejszego kalibru i to dobre, bo nie urastają do większej rangi. Jesteśmy mądrzy przed szkodą.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl