Premier Izraela Binjamin Netanjahu
Premier Izraela Binjamin Netanjahu Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Takich właśnie pieniędzy domaga się Binjamin Netanjahu od Baracka Obamy. Negocjacje są na razie na wstępnym etapie. Pretekst – ten sam co zawsze, obawy przed Iranem i arabskimi terrorystami. Państwo ze stolicą w Tel Awiwie jest jednym z najbardziej zmilitaryzowanych krajów regionu i pomimo tego, że liczbą ludności i rozmiarami nie może się równać z wielu innymi sąsiadami jego militarny arsenał jest imponujący.

REKLAMA
Obecna umowa między obydwoma państwami opiewa na niebagatelną sumę 3 mld dolarów. Nie ma drugiego takiego kraju na świecie, którego siły wojskowe mogłyby liczyć na podobny, regularny zastrzyk gotówki od Waszyngtonu (w latach 1962-2008 wyniosła ona w sumie ok. 67 miliardów dolarów, obok niej była udzielana także pomoc gospodarcza).
Szefowie omawianych państw mają się spotkać w przyszłym tygodniu w Stanach Zjednoczonych. Pomoc w wysokości 5 mld rocznie miałaby być udzielana przez najbliższe 10 lat. Poważną przeszkodą mogą okazać się nowe stosunki USA z Iranem, dużo przyjaźniejsze i bardziej partnerskie niż miało to miejsce jeszcze niedawno. Nie jest tajemnicą, że bardzo przeciwny jest im Izrael, który widzi w nich zagrożenie dla swojej pozycji. Spora część tamtejszych polityków ma nadzieję, że linia ta zostanie zrewidowana wraz z wyborem nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych w przyszłym roku.

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl