Małe Miasta to Mateusz Holak i Mateusz Gudel.
Małe Miasta to Mateusz Holak i Mateusz Gudel. Facebook/ Małe Miasta

Koń to odpowiednik młodzieżowego określenia "sztos". Sztos to coś mega spoko. Małe Miasta czyli dwaj Mateusze, tak jak Taco komentują styl życia współczesnego młodego człowieka. Ironizują i śmieją się z hipsterów. Ale to też śmiech z samych siebie - bo jak przyznali w wywiadzie z Noviką w radiowej Czwórce - sami tymi hipsterami są.

REKLAMA
Koń
Druga płyta Małych Miast jest w sprzedaży już prawie od miesiąca, ale wciąż mało się o niej mówi. Może dlatego, że ludzie nie lubią albo nie rozumieją ironii. A może dlatego że twórczość MM nie jest tak bardzo przyjemna w odbiorze. Muzycy inspirują się R&B, elektroniką, trapem i rapem. Na "Koniu" gościnnie występują, oprócz wspomnianego już Taco Hemingwaya, DonGURALesko, Wojtek Mazolewski, Ras, Paluch, Rau, Abel, oraz W.E.N.A.

– Mamy dla Was edycję limitowaną. Z kasetą, której można słuchać w Golfie IV czy Polonezie. Można też jej nie słuchać, tylko trzymać na pamiątkę. 1000 sztuk. Pamiętajcie, że pierwsza płyta rozeszła się na pieńku – czytamy na stronie Alkopoligamii - wytwórni,której szeregi zasilają również Ten Typ Mes, Stasiak, 2cztery7. Pierwsza płyta ukazała się w zeszłym roku, była bardziej na żarty niż ta. Mateusz Holak znany jest publiczności z zespołu rockowego Kumka Olik, który założył w 2007 roku, a Mateusz Gudel był producentem płyty rapera Abla. Na początku projekt nie miał żadnych założeń komercyjnych. Chcieli sprawdzić, co z tego wyjdzie. Po sukcesie pierwszej płyty ("MM") poczuli, że mogą się temu poświęcić.
Dystans
Rapują/śpiewają o tym, co interesuje typowego mieszkańca miasta, bywalca Planu B na Zbawixie. Problemem tego świata jest to, co robić w piątek. Pięć dni wyczekiwania i w końcu okazuje się, że nie ma siły na melanż, a melanż w piątek to raczej mus. – Sprawdzam opcje/ Piątek - miasto, dom, klub, koncert, jutro wyjazd o dziewiątej/ Stawiam na rozwój, sprawdzam opcje/ Mogę przeżyć coś albo przeczytać o tym w książce/ W klubie przegląd urwanych filmów, a mogłem nagrać hit, ciekawe co z tego wyjdzie mi na dobre/ Wybieram tylko to na co mam ochotę – rapują w pierwszym kawałku płyty "Piątek". Potem podsumowują – Dobra mordo idziesz, czekałeś na to cały tydzień/ Jeden pewnik - będzie pite, będziesz tańczył, weekend.
Ich teksty są inspirowane mediami społecznościowymi. Niektóre wersy niemal wyjęte z nazw popularnych fanpage'y. To nie przeszkadza, pokazuje, jak dobrze internet interpretuje rzeczywistość. Dobrze to widać w kawałki "Średnie cele", który jest jakby kontynuacją beki z ludzi, którym zależy na przeciętności.
– Przeciętne cele w życiu jak srebrne auto z salonu/ Świat, byle przetrwać do piątku/Królowie życia kombi Fiat/ Startujesz od Planu B, może kogoś tam poznasz/ A może ktoś pozna cię/ Zjedz snickersa mordo/ Myślisz co sobie pomyślą/ Sobota, niedziela, kościół/ Nie jesteś naiwny, nie wierzysz w cuda/ Ale spoko, bo w siebie też – podsumowują przeciętniaków Mateusze. Dalej rapują o tym, że przeciętny człowiek chce mieć kredyt, żeby móc pozwolić sobie na życie ponad stan, a i tak nigdy nie osiągnie satysfakcji. Ciągle mu mało.
Muzycy żyją w świecie wirtualnym, jak wszyscy. Ale kpiąc pokazują, że zdają sobie sprawę z jałowości takiego życia i relacji. Ludzie oczekują od wirtualnych znajomości zbyt wiele, walutą są lajki, które mogą znaczyć wszystko albo zupełnie nic.
– 12200 wrażeń a ja nie dam ci nic poza tekstem pod ten bit/ Obserwujesz mnie/ 122 000 wrażeń, maluję twój portret ze zdjęć na Instagramie/ Obserwuję cię – rapują. – Męczą mnie, więc chowam społeczność nie chcąc jej/ Wtapiam się w pędzący tłum i zaczynamy razem biec/ Z resztą nie ma nad czym aż tyle rozmyślać/ 122000 nic nie mówiące nazwiska – słyszymy dalej w utworze "122000" z raperem W.E.N.A.
Niepoważni
Polacy są smutni, polscy raperzy są jeszcze smutniejsi, polscy fani rapu nie chcą wesołości. Tu wszystko jest szare, nie kolorowe. MM to pozytywne chłopaki, nie narzekają ale się śmieją. Chcą życia, które jest zakazane w Polsce - bez ciągłego myślenia o pieniądzach, wygodnego, szczęśliwego.
Tak jak Taco nie jest uznawany za rapera, i sam też tak o sobie mówi, Małych Miast również to dotyczy. Chcą po prostu robić rap, bawić się nim. Dlatego nie przejmują się hejtami, których ze strony prawilniaków mają sporo. Dużo miejsca poświęcają procesowi twórczemu. To i tak lepsze niż bycie korpo zgredem. W "Za darmo" kpią z tych, którzy udają, że jest inaczej. – Nie lubię hajsu/ Szczerze lubię tylko to, co mogę za niego kupić/ Płacę tylko kartą – a potem – Najlepsze rzeczy są za darmo/ Ten kawałek nie kosztował nas nic.
Płyta "Koń" daje dużo radości. Jest taneczna, zabawna. Niektórzy zarzucają Małym Miastom, że lansują się za pomocą bardziej znanych muzyków, ale to nie jest prawda. Taco na przykład sam wprosił im się na płytę. To ten typ twórców, którzy leżą w szufladzie "Hate it or love it". Niepoważni nie raperzy, którzy do swojego projektu podchodzą poważnie.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl