Straż Graniczna na tropie polskich szmuglerów uchodźców.
Straż Graniczna na tropie polskich szmuglerów uchodźców. Fot. Agnieszka Sadowska / AG

3 tys. euro za przewóz jednej osoby przez niemiecką granicę - tyle, jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", biorą członkowie polskiej grupy trudniącej się przemytem uchodźców przybywających z południa Europy do Polski. Na trop tej zorganizowanej grupy wpadła właśnie Straż Graniczna.

REKLAMA
Wśród uciekinierów były m.in. osoby z Afganistanu, Jemenu, ale i Syrii. Podróżują przez kontynent wynajętymi przez szmuglerów samochodami do przewozu osób i mienia, najczęściej jadącymi z terytoriów Bałkanów. Zatrzymani próbowali przekraczać granicę także na własną rękę, na piechotę.
Największa, przechwycona przez polskie służby w sierpniu, grupa uchodźców liczyła ponad 30 osób. Funkcjonariusze mieli związane ręce. Nie mogli odesłać przybyszów do miejsc, z których przyjechali, ze względu na toczące się tam konflikty. Niektórych umieszczono w jednym z strzeżonych ośrodków, po jakimś czasie zostali zwolnieni.
Cała sprawa ma drugie dno. Jak udało się ustalić organom ścigania, w proceder są prawdopodobnie zamieszane także osoby ze środowiska kibicowskiego z Krakowa, a ściślej - fanatycy dwóch zwaśnionych ze sobą klubów: Wisły i Cracovii.
Potwierdza to przytoczona przez "GW" relacja właściciela wypożyczalni vanów, który padł ofiarą szajki ze stolicy Małopolski. Jak tłumaczył w rozmowie z gazetą, nieświadomy planów klientów, wypożyczył im kilkanaście samochodów. Jeden z nich w ogóle do niego nie wrócił.
Od kilku miesięcy fala uchodźców przetacza się przez Bałkany i dalej przez Węgry, Austrię, Czechy - do Niemiec. Przybysze są przekonani, że to właśnie w kraju rządzonym przez Angelę Merkel czeka ich tam praca i bezpieczeństwo. Przebywają tam z całymi rodzinami. Wiele z nich na własną rękę opuściło też Polskę, udając się na zachód.

Niedawno pisaliśmy w naTemat
o pierwszym przypadku syryjskiego uchodźcy, który trafił nad Wisłę po wcześniejszym pobycie w Macedonii, ale został odesłany do ojczyzny. – Syryjczycy narzekają, że są straszeni i szantażowani przez polskich strażników granicznych. Grozi się im deportacją, choć mają inne możliwości – mówił wówczas Samer Masri z Fundacji Wolna Syria.