
Niegdyś nie były powodem do dumy, ale czasy się zmieniają – piegi wracają do łask. Do takiego wniosku doszła Remi Brixton, amerykańska makijażystka, która stworzyła półtrwałe "kropki", które wkrótce mogą pojawić się w drogeriach na całym świecie. Jeśli projekt dziewczyny zostanie dofinansowany, sztuczne piegi będą kosmetyczną codziennością.
REKLAMA
"Freck Yourself", tak nazywa się kosmetyk autorstwa Brixton. Działa on jak samoopalacz – każdy zestaw to 72 nasączone środkiem bibułki z dziurkami oraz kredka do robienia piegów. Zabieg należy powtarzać przez jakiś czas codziennie, aby te mogły utrwalić się na twarzy, by 6 tygodniach każdy mógł je już dostrzec.
Kosmetyk robi furorę większą niż męskie koczki, które jeszcze w listopadzie były hitem internetu. Jak pisaliśmy, jeśli komuś brakuje włosów, zostają te sztuczne, już odpowiednio ułożone w kokon. Efekty działania "Freck Yourself" można już zobaczyć za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wybrane panie testują bowiem zestaw Brixton i wrzucają zdjęcia do sieci.
– Spór wśród kobiet o to, czy piegi dodają uroku czy wręcz przeciwnie trwa od stuleci - Nie ma nic piękniejszego niż niepomalowana skóra z piegami. Dla mnie są one znakiem wojowniczej marzycielki, dzikiej poszukiwaczki przygód i prawdziwego piękna – powiedziała "wynalazczyni". Sama ich nie ma, ale właśnie dlatego dziś ma szansę zawojować kosmetyczny rynek. To rewolucja czy chwilowa moda – okaże się wkrótce, na razie szaleństwo trwa.
Źródło: CBS News
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
