
Opracowania i analizy Banku Światowego wskazują, że polscy policjanci unikają „papierkowej” roboty i sztucznie poprawiają swoje statystyki. Jak to się dzieje? Między innymi traktują wypadek, jak stłuczkę bez rannych. Niektóre ofiary śmiertelne traktują zaś jako samobójców.
Różnice w danych Dane znajdujące się w Systemie Ewidencji Wypadków i Kolizji są według Banku Światowego niedoszacowane. Tyczy się to miedzy innymi liczby ofiar i rannych. Podobno legendą stała się już kolizja, który według danych policyjnych miał miejsce na Półwyspie Arabskim, a nie w naszym kraju.
Podobne niezbyt optymistyczne dane pojawiły się w tej kwestii już w ubiegłym roku. Bank Światowy i Instytut Zdrowia Uniwersytetu w Waszyngtonie oszacowali, że w Polsce liczba ofiar śmiertelnych sięgała w 2010 roku od 4590 do 7152. Rannych miało być ponad 391 tys. Oficjalne statystyki policji mówią zaś o 3907 ofiarach śmiertelnych i nieco ponad 46 tys. rannych. Policja podkreśla, że takie różnice wynikać mogą z rozbieżności definicji przyjętych w Unii Europejskiej i na świecie.
Zagrożenie na drogach O groźnych wypadkach drogowych słyszymy praktycznie codziennie. Nic więc dziwnego, że statystyki mogą nas szokować. Przed kilkoma dniami pisaliśmy o pijanym kierowcy, który wjechał bez zatrzymania w grupę pieszych. Jest to tylko jeden z wielu przypadków, które codziennie dzieją się na drogach.
źródło: Forsal.pl
