Garsonki garsonkami, ale to poważna polityka - twierdzi Nowacka.
Garsonki garsonkami, ale to poważna polityka - twierdzi Nowacka. Fot. Screen Twitter Poland in the EU

Wczorajszy debiut Beaty Szydło na europejskich salonach wzbudzał sporo sensacji. Świeżo upieczona premier była tego dnia pod baczą obserwacją mediów, które wyczekiwały pierwszych słów szefowej rządu. Wizyta w Brukseli została jednak przyćmiona przez... garderobę. Traf chciał, że premier Szydło i kanclerz Angela Merkel założyły podobne garsonki, co wzbudziło niemałą sensację. Barbara Nowacka, liderka Zjednoczonej Lewicy jest oburzona tym, że ten szczegół tak bardzo wszystkich zaabsorbował.

REKLAMA
Nowacka, która nie ukrywa przecież swoich feministycznych poglądów, od dawna walczy z traktowaniem kobiet po macoszemu. Kolejnym powodem do zamanifestowania swojego zdania na temat rzekomej równości kobiet i mężczyzn stała się właśnie wizyta premier Szydło na unijnym szczycie. Jak współprzewodnicząca Twojego Ruchu opisała zamieszanie wokół podobnych garsonek szefowych rządu Polski i Niemiec?
– 6 facetów w takich samych garniturach i krawatach - norma. Dwie kobiety w podobnych garsonkach - temat do dyskusji, kpin i memów – stwierdziła. Tym razem nie sposób odmówić Nowackiej racji – mimo tego, że sytuacja mogła dla postronnych obserwatorów wydawać się zabawna, to już sprowadzenie wizyty Szydło w Brukseli do incydentu z garsonką jest niepoważne.
Nowacka dodała, że przecież chodzi o polityków wysokiej rangi, a nie panie na balu. Według lewicowej działaczki takie stereotypowe postrzeganie kobiet utrwala wizerunek "niepoważnej" kobiety, której największym zmartwieniem jest właśnie... kolor marynarki. Beata Szydło na razie nie skomentowała "garsonkowego skandalu", ale można się domyślać, że taka relacja jej debiutu na europejskich salonach i jej jest nie w smak.