
Chris Ulmer w swojej pracy spotyka dzieci, które napotykają na więcej trudności niż inne. Jego podopieczni cierpią na takie choroby jak autyzm i apraksja – dzięki niemu mogą poczuć się rozumiane. Dlaczego? Ulmer na każdym kroku przypomina im o ich wyjątkowości, a historiami dnia codziennego dzieli się z internautami. Swoimi metodami pracy wzbudza zaś niemały entuzjazm.
REKLAMA
– Bardzo się cieszę, że jesteś w mojej klasie. Uważam, że jesteś bardzo zabawny. Świetnie grasz w piłkę nożną. Wszyscy cię tu kochamy – to tylko część komplementów, które każdego dnia, przez 10 minut, słyszą uczniowie w amerykańskim Jacksonville. I odwdzięczają się tym samym, mówiąc panu Chrisowi – jak go nazywają – że jest najlepszym nauczycielem.
Trudno im nie wierzyć, oglądając filmiki, w których pan Chris pokazuje, jak pracuje z dziećmi i prezentuje swoje reakcje na różne sytuacje. I tak, jeden z uczniów mający problemy z komunikacją, często przerywa zajęcia i zaczyna coś opowiadać . Zamiast go uciszać, nauczyciel prosi, by kontynuował, ale nieco później. W ten sposób uświadomił mu, że ktoś inny w danym momencie potrzebuje ciszy, aby móc się skupić.
FIlmików jest sporo – z nich fani Chrisa Ulmera dowiadują się, że ten w trakcie lekcji nie tylko komplementuje dzieci, lecz także gra też na gitarze, śpiewa, bywa też, że tarza się po podłodze. Nie przypomina typowego belfra, raczej dobrego kolegę, który lubi się bawić i zapewniać rozrywkę innym. Zaraża pozytywną energią, a tej na co dzień brakuje. Taki nauczyciel to skarb i nie dziwi, że robi taką furorę. – Dzieci uczą się kochać albo nienawidzić od najmłodszych lat – napisał. Jego zdaniem, wszyscy powinniśmy robić wszystko, by działo się to pierwsze - miłość i akceptacja, oto jego lekcja. – Zamiast skupiać się na defektach, patrzę na talent – stwierdza.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
