
Justyna Kowalczyk, nasza najlepsza biegaczka narciarska, która w tym sezonie reprezentuje na zawodach drużynę norweską, ostatnio zaskoczyła Norwegów. Na konferencji prasowej wystąpiła w towarzystwie tortu i obwieściła zdziwionym dziennikarzom, że pieniądze i nagrody ze startów w przeznaczy na cele charytatywne. Ten gest Polki spotkał się z ogromnym zaskoczeniem, ale i aplauzem zagranicznych mediów.
REKLAMA
– W moim życiu liczą się nie tylko biegi narciarskie i projekty pomocy dla dzieci są dla mnie szczególnie ważne – stwierdziła skromnie Kowalczyk. Biegaczka, mimo tego że ten sezon z pewnością nie należy do najlepszych w jej sportowej karierze, jest w pewnym sensie przełomowy. Kowalczyk dołączyła przecież do zespołu norweskiego, z którego wywodzą się jej główne rywalki o miano najlepszej biegaczki.
Swoim oświadczeniem o przekazywaniu datków ze startów na cele charytatywne, Kowalczyk zdołała jednak pogrzebać ewentualną nieprzychylność tamtejszych mediów, które sugerowały, że biegaczka jest tak naprawdę wrogiem reprezentacji norweskiej. Co mówią o niej teraz? "Takiej Kowalczyk nie znaliśmy. W Norwegii sądzi się, że jest naszym wrogiem, a okazało się, że posiada tak gorące serce jak mało kto. Od lat pomaga dzieciom chorym na mukowiscydozę i dla nich zlicytowała swój złoty medal i drogi samochód, który był nagrodą w Pucharu Świata" – napisał w entuzjastycznym tonie dziennik "Dagbladet". W podobnym tonie o Kowalczyk rozpisywały się wszystkie norweskie media.
Moda na dzielenie się nie przemija. Ostatnio przecież świat obiegła informacja o szczodrym sercu twórcy Facebooka. Mark Zuckerberg po narodzinach pierwszego dziecka zapowiedział, że odda 45 mld na cele charytatywne.
źródło: TVN24
