Uchodźcy mają wybór - albo zostać w obozach, które są wylęngarnią przestępczości, albo za łapówki  dawane przemytnikom próbować przedostać się do Unii Europejskiej.
Uchodźcy mają wybór - albo zostać w obozach, które są wylęngarnią przestępczości, albo za łapówki dawane przemytnikom próbować przedostać się do Unii Europejskiej. Fot. Shutterstock

Chociaż uchodźcy, których Unia Europejska ma rozdzielić między poszczególne kraje, jeszcze do Polski nie dotarli od kilku miesięcy trwa polityczna burza wokół ich przyjmowania. Krytykowani byli m.in. dziennikarze liberalnych mediów, którzy uważali, że ludzka przyzwoitość nakazuje przyjmowanie ludzi uciekających przed wojną i głodem. Teraz jeden z reporterów przyjął pod swój dach 24-letnią Selam i jej dziecko.

REKLAMA
Niedawno pisaliśmy o tym, że Daniel Olkowski z Pruszcza Gdańskiego, wraz z żoną, przyjęli do domu dwóch Syryjczyków. To nie jedyny przypadek gdy ktoś chce pomagać uchodźcom na własną rękę.
Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Radosław Leniarski pod swój dach przyjął Selam, 24- latkę, która uciekła ze swoim 10-miesięcznym synkiem z ogarniętej wojną domową Erytei. Po szlaku prowadzącym przez m.in Etiopię, Sudan, Egipt, Arabię Saudyjską, Szwajcarie trafiła do Polski.
Zanim organizacha Refugees Welcome skontaktowała ją z rodziną Leniarskich Selam przebywała w ośrodku dla matek z dziećmi na warszawskim Targówku. Pomoc państwowa była jednak opieszała i nie tworzyła perspektyw na lepsze jutro.
Teraz kobieta będzie zajmować jeden z pokoi w domu dziennikarza. Znajomi Leniarskiego zebrali potrzebne rzeczy – fotelik samochodowy dla niemowlaka, krzesło do jedzenia przy stole, łóżeczko, zabawki i ubrania. Selam czeka nauka języka i próba poradzenia sobie w nowej, polskiej rzeczywistości.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl