
Na pokładzie prezydenckiego samolotu nie dla wszystkich znajdzie się miejsce – to całkiem zrozumiały aspekt "techniczny". Kiedy jednak po raz kolejny odmawia się akredytacji przedstawicielowi krytycznie nastawionej do rządu i głowy państwa redakcji, zaczynają rodzić się wątpliwości. Tym bardziej, że prezydent oraz PiS coraz częściej, bardziej lub mniej subtelnie, starają się odcinać od mediów, które nie są do nich nastawione przychylnie.
REKLAMA
Dziennikarz "Newsweeka" Michał Kacewicz specjalizujący się w tematyce wschodniej nie poleci z Andrzejem Dudą do Kijowa 14 grudnia. Sprawa zaczyna wyglądać już nieco podejrzanie, bo podobną odmowę od Kancelarii Prezydenta dostali wcześniej dziennikarze "Gazety Wyborczej" oraz Jacek Pawlicki (również z "Newsweeka"), którzy chcieli polecieć z głową państwa do Berlina na spotkanie z Angelą Merkel.
Kacewicz od lat analizuje i opisuje politykę na wschodzie. Osobiście zna wielu kijowskich polityków, w tym Petra Poroszenkę. Z kolei Jacek Pawlicki kieruje w "Newsweeku" działem zagranicznym – od lat opisuje m.in. politykę UE.
Ostatnio coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że prezydent i partia rządząca mają redakcje niektórych gazet na czarnej liście z dopiskiem "tych państwa nie obsługujemy". Jak pisaliśmy w naTemat, instytucje podległe obecnemu rządowi mają od nowego roku otrzymywać mniejszą liczbę wydań "Newsweeka" oraz "Gazety Wyborczej". Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma otrzymywać tylko trzy egzemplarze "GW". Jeden z polityków PiS miał poinformować, że urzędnicy nie dostali odgórnie zakazu prenumerowania obu tytułów, a jedynie stwierdzili, że te gazety nie są im już potrzebne.
źródło: "Newsweek"
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
