Dzieci zmuszane są do gry na flecie, a może wolałyby nauczyć się gry na innym instrumencie?
Dzieci zmuszane są do gry na flecie, a może wolałyby nauczyć się gry na innym instrumencie? Fot. Alon Othnay/ Shutterstock.com

Lekcje muzyki powinny rozwijać wrażliwość i umiejętności, dawać wiedzę, poszerzać horyzonty. Zamiast tego dzieci się na nich nudzą, ciągle "odpytywane" są z piosenek albo z gry na flecie sopranowym prostym, którego dźwięk nie należy do najprzyjemniejszych. Jeśli coś się nie zmieni, Polska będzie krajem muzycznych analfabetów.

REKLAMA
Bez cytatu
Jeden facebookowy wpis Jarosława Lipszyca, prezesa fundacji Nowoczesna Polska, wprowadził do dyskusji publicznej temat zupełnie zaskakujący, nieoczekiwany. Flet sopranowy prosty! Lipszyc w żartobliwym wpisie chce wyeliminowania go z polskich szkół. Instrument ma być przyczyną upośledzenia muzycznego Polaków, którzy nie potrafią bez fałszowania zaśpiewać hymnu. Piszczy, męczy nie tylko rodziców,lecz także dzieci.
Wpis ma już ponad tysiąc polubień, a jego popularność najwyraźniej zaskoczyła autora, dlatego na swoim profilu apeluje, żeby nie traktować go jako eksperta w tym temacie i nie rozpowszechniać jego słów na lewo i prawo. Przedtem "Gazeta Wyborcza" opublikowała wypowiedź, co wywołało falę komentarzy, w których niektórzy wyrazili zdziwienie przedstawionym problemem. "Miałem nadzieję, że to żart", "Wy tak na serio z tym fletem?". Jednak problem jest bardziej złożony, flet sopranowy prosty jest tylko jego symbolem.
logo
Lekcja muzyki w piątej klasie szkoły podstawowej. Fot. Przemysław Skrzydło/ Agencja Gazeta
Koszmar
Dobrze pamiętam mój czerwony, plastikowy flet, który odziedziczyłam po dwa lata starszej koleżance. Na początku wszystkie dzieci były podekscytowane nowym narzędziem pracy, lekcje muzyki były wyczekiwane. Na przerwach wyciągaliśmy swoje sprzęty z plastikowych etui i dęliśmy w nie, aż do momentu, w którym przybiegała czerwona ze wściekłości nauczycielka, pełniąca dyżur na korytarzu podczas przerwy. Groziła, że skonfiskuje flety wszystkim tym, którzy bez potrzeby ich używają, a w efekcie uczniowie ci dostaną na muzyce jedynki za nieprzygotowanie do lekcji.
Te groźby działały na chwilę. Do zabawnych scen dochodziło po lekcjach. Pamiętam chłopaka (chyba cierpiał na ADHD), który z fletem przystawionym do ust biegł przez środek boiska do piłki nożnej i dmuchał. Instrument wydawał z siebie potworny, fałszywy pisk. To było tak nie do zniesienia, że w pewnym momencie jakiemuś panu ze smyczy zerwał się kundel i zaczął gonić szkolnego dowcipnisia.
Żarty się skończyły, kiedy okazało się, że na muzyce pani będzie "pytała z fletu". Trzeba było nauczyć się na pamięć "Poszły w pole kurki trzy", przed świętami kolędy "Wśród nocnej ciszy", a później utworu "Dziewczyna o perłowych włosach". Okazało się, że dzieci nie potrafią czytać nut, więc uczyły się tych utworów na pamięć. Czyli zapamiętywały, który palec odtyka, a który zatyka w danym momencie. Wielkim problemem było zagranie czystej nuty, kto miał kiedyś styczność z tym instrumentem zna odgłos fałszującego dmuchnięcia w ustnik.
Pani od muzyki była bezlitosna. Każdy nieczysty dźwięk obniżał ocenę o pół, a pomylenie paluszka skutkowało spadkiem oceny o -1. Za gapiostwo, czyli nieprzyniesienie fletu na lekcje groziła jedynka. Dzieci zaczęły nienawidzić swoich fletów, prawie codzienne ćwiczenie gry było katorgą. Po pierwszym semestrze ustniki były już zupełnie pogryzione, flety popękane, plastikowe etui porwane i pomazane długopisem albo korektorem.
Bez nut
Flet jest symbolem lenistwa szkół względem uczniów, którzy nie są ponadprzeciętnie uzdolnieni muzycznie. Ci utalentowani zwykle lądowali w szkołach muzycznych, a reszta jest traktowana po macoszemu. Znaczenia nut uczy się we wczesnych latach szkoły podstawowej, co skutkuje tym, że dzieci, dla których to była nuda, nie skupiały się wtedy dostatecznie. W efekcie kto nie musiał umieć czytać z nut – nie umiał.
Kiedy nauczycielki muzyki odbębniały skomplikowane nuty, odpytywały ze śpiewu. Uczeń piątkowy ładnie zaśpiewa "Ogórka", później jakąś piosenkę wakacyjno przygodową, a w późniejszych latach, w ramach nauki historii muzyki - "Życzenie" Chopina i kujawiak "Czerwone jabłuszko (Gęsi za wodą)". To był dobry trening pamięci, ale ci, którym słoń nadepnął na ucho muzykę przelecieli na trójach. Skutek tego był taki, że muzyka, która nigdy nie była traktowana jak "prawdziwy" przedmiot, coś jak wf i plastyka, była na przemian stresująca i nudna.
Jak powinna wyglądać wzorowa lekcja muzyki?
Edukacja artystyczna w Europie jest skoncentrowana wokół takich zadań, jak: umiejętności, wiedza i rozumienie, ocena krytyczna, dziedzictwo kulturowe, indywidualna ekspresja i tożsamość, różnorodność kulturowa, kreatywność, współdziałanie, komunikowanie się, przyjemność, satysfakcja i radość z uprawiania sztuki, wykonywanie i dzielenie się ̨ własną twórczością ̨ oraz inne. Większość z tych sformułowań odnaleźć można (w formie bezpośredniej bądź pośredniej) także w polskiej podstawie programowej z zakresu muzyki. Wydaje się ̨, żew warstwie teleologicznej i aksjologicznej nie odbiega ona od innych krajów Europy – czytamy w publikacji "Edukacja muzyczna w Polsce. Diagnozy, debaty, aspiracje" pod redakcją Andrzeja Białkowskiego.
Do problemów polskiej edukacji muzycznej można zaliczyć również małą liczbę godzin muzyki i niewyszkoloną kadrę nauczycielską. Polscy uczniowie mają około 107 godzin muzyki w ciągu roku szkolnego, tymczasem w Danii 670. Tylko 3 proc. nauczycieli ukończyło wychowanie muzyczne na akademiach muzycznych, a aż połowa nie ma wykształcenia muzycznego, jest to sposób na uzupełnienie etatów.
W krótkiej diagnozie powszechnej edukacji muzycznej, prezes Fundacji Muzyka jest dla wszystkich Viola Łabanow i Andrzej Białkowski napisali, że funkcjonujące w Polsce systemowe rozwiązania w zakresie powszechnej edukacji muzycznej są nienowoczesne i nieadekwatne do potrzeb. Wyraża się to poprzez brak otwartości na zainteresowania i potrzeby muzyczne uczniów, ignorowanie zmian technologicznych i kulturowych, które dokonały się w ciągu ostatnich lat, eksponowanie jednej drogi kształcenia dla wszystkich uczniów, brak koncepcji pełnego cyklu kształcenia i brak atrakcyjnej oferty dla uczniów uzdolnionych muzycznie, którzy nie uczęszczają do szkół muzycznych.
Są ludzie, którzy dostrzegli problem złej edukacji muzycznej już dawno i działają na rzecz poprawy. Na przykład Fundacja Muzyka jest dla wszystkich, która organizuje Akcję Labirynt. To projekt, który ma na celu „zaprzyjaźnienie” dzieci z muzyką w połączeniu z innymi sztukami.
– Da się uczyć dzieci muzyki tak, żeby były zaangażowane, żeby była dla nich ważna. I żeby je rozwijała. My to widzimy na naszych warsztatach w ramach Akcji Labirynt i innych działaniach dla dzieci i młodzieży szkolnej. Dobre nauczanie muzyki jest możliwe przede wszystkim dzięki temu, że z dziećmi pracują właściwe osoby: zaangażowani nauczyciele z pasją, o dużych umiejętnościach muzycznych: umiejętności czytania nut, grania na instrumencie (-tach), również prywatnie doświadczeni na polu artystycznym (a jeśli nie, to bardzo kreatywni), o naprawdę świetnym podejściu do dzieci. Podejściu, które budzi kreatywność uczniów i ich pasję i zainteresowanie – mówi Anna Kierkosz z Fundacji Muzyka jest dla wszystkich.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl