
Władza korumpuje. A władza absolutna korumpuje absolutnie. Duński reżyser i komik Mads Brügger porzuca co kilka lat przytulne gniazdko w telewizji i kręci filmy, sprawdzając prawdziwość tej maksymy na własnej skórze. Przy okazji przekracza wszelkie możliwe granice etyczne, które rządzą sztuką dokumentu. Warto dodać, że robi to lepiej niż mistrz kamuflażu Sacha Baron Cohen w wyświetlanym właśnie “Dyktatorze”.
REKLAMA
Powiedzmy sobie na wstępie: to już było. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuścić, że pomysł na film podsuwa reżyserowi sam Antonioni swoim filmem “Zawód: reporter”. Podobnie jak Jack Nicholson grający Davida Locke’a, Mads postanawia sprawdzić jak to jest, gdy pojawi się w Republice Środkowoafrykańskiej z paszportem na zupełnie inne nazwisko. Tu podobieństwa się kończą, bo Brügger przeistacza się w liberyjskiego dyplomatę i wchodzi w swoją rolę zupełnie na serio, ryzykując demaskację w najlepszym razie więzieniem i torturami. I cały czas wszystko filmuje ukrytą kamerą.
Dlaczego warto być dyplomatą w biednym, afrykańskim kraju? Są tacy, którzy wierzą w społeczną misję tej profesji. Organizują tam misję humanitarną dla 11% społeczeństwa w wieku 18-50 lat, które jest nosicielami wirusa HIV. Albo są obserwatorami przy „demokratycznych” wyborach. Albo przy operacjach korpusu wojskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Powodów jest tak wiele, jak wiele było przewrotów, puczów i czystek etnicznych od odzyskania przez Republikę Środkowej Afryki niepodległości w 1960 r. Wielu dyplomatów jednak przyciąga coś innego. Diamenty. A te najlepiej wywozi się z kraju bez stresu. W walizce chronionej immunitetem.
Paszport dyplomatyczny może zdobyć każdy. W internecie roi się od szemranych ofert. Najmniej cenione są te z krajów o niestabilnej sytuacji politycznej, republik rządzonych przez lokalnych kacyków. Mads kontaktuje się z dwoma pośrednikami przez internet. Budżet? Mniejszy, niż przeciętnego europejskiego filmu, wystarczy jakieś 50-100 tys. euro. Po kilku tygodniach od wpłacenia zaliczki dostaje upragniony dokument, będący przepustką do elit władzy w RŚ.
Ale to nie paszport czyni dyplomatę – w końcu inni dyplomaci nie patrzą nam w papiery. Jak w każdym teatrze, dyplomatą człowiek się staje dzięki akcesoriom i enturażowi. Eleganckie koszule ze spinkami, najdroższe garnitury, obowiązkowe cygara, w gabinecie (z własnym portretem na ścianie, a jakże), kolekcja dobrych koniaków. Czarnoskóry asystent, atrakcyjna biała tłumaczka i prawniczka w jednej osobie. Mads idzie krok dalej, bawi się rolą. Niczym europejski dandys pali papierosy w długiej fifce i nosi skórzane, kolonialne oficerki. Wygląda jak skrzyżowanie Karla Lagerfelda z Borisem Beckerem.
W końcu wszystkie drzwi stoją przed nim otworem. Dostaje niezbędną koncesję na otwarcie fabryki zapałek, która ma być przykrywką dla diamentowego interesu. Spotyka się z urzędnikami na szczeblu ministerialnym, właścicielami kopalni, szefem służb specjalnych, w końcu z ministrem obrony i wiceprezydentem.
Chociaż film obfituje w sceny zabawne (Brügger celebruje sukces diamentowego interesu tym samym szampanem, który pił Hitler przed popełnieniem samobójstwa), to w rzeczywistości stanowi opowieść o głębokiej korupcji i zepsuciu władzy w kraju, który nie może podnieść się z kryzysu i w którym kolonializm tak naprawdę trwa w najlepsze. Brügger niezwykle łatwo osiąga swój cel. Wręczając „koperty szczęścia” korumpuje wszystkich na swojej drodze, włącznie z panią Prezydent Liberii, która mianuje go konsulem honorowym. Kulisy międzynarodowej polityki, które odsłania po drodze (RŚ jest na wszystkich szczeblach kontrolowana przez Francję, zaś diamenty wywożą praktycznie wszyscy urzędnicy dyplomatyczni z Europy), uzmysławiają, jak daleko byłym republikom kolonialnym do osiągnięcia statusu suwerennych państw demokratycznych.
Film podsumowuje smutna scena, w której Brügger wraz z jednym z ministrów odwiedza wioskę Pigmejów. Pojeni od rana bimbrem przez władze Pigmejowie oddają się ekstatycznym tańcom, by wywrzeć na białym jak najlepsze wrażenie. Celebrując swoje cygaro, Brügger włącza się do zabawy z pijanymi dziećmi i kobietami, rzucając przy okazji „No, w Afryce jeszcze można się zabawić”. Mads Brügger wprawdzie odgrywa tylko swoją rolę, ale cały teatrzyk wokół wystawiał ów groteskowy spektakl dla białego człowieka setki razy.
"Ambasador" (org. "The Ambassador"), reż. Mads Brügger