Ten bazar wygrywa z galerią handlową? Właściciele: Wietnamczyk i pani Bożenna lepiej znają się na potrzebach klientów

To oni tworzą konkurencję dla najbardziej eleganckiego centrum handlowego w stolicy.
To oni tworzą konkurencję dla najbardziej eleganckiego centrum handlowego w stolicy. materiały Targowisko Bakalarska / naszrynek.eu
Warszawa już nie potrzebuje kolejnej ekskluzywnej galerii handlowej. Większe pieniądze można zarobić zagospodarowując innych klientów - sieroty po stadionie XX-lecia. Oto dowód. Puste korytarze i dramatyczne oferty sprzedaży lokali handlowych w eleganckim Modo. Tłok, ścisk i zapchane parkingi na sąsiednim bazarze Bakalarska.


– Polacy przestają się wstydzić. Jeszcze niedawno powiedzieć kupuję i ubieram się na bazarze to było gorsze niż przyznanie się że będąc warszawiakiem pochodzi się ze wsi – mówi Bożenna Kolba, udziałowiec bazaru przy ulicy Bakalarskiej w Warszawie. – Rozwijamy się w zawrotnym tempie. Codziennie przychodzą nowi kupcy zainteresowani kupnem bądź wynajmem pawilonów i stoisk handlowych – dodaje.


Swoista klęska urodzaju bazarowego handlu to zupełnie inny problem od tego jaki mają zarządzający sąsiednią, a otwartą w październiku galerią handlową Modo. Na portalu ogłoszeń Gumtree właśnie wysypały się oferty sprzedaży lokali handlowych. Sprzedający twierdzą, że w Modo jest słaby ruch. Przez to ich przychody nie zapewnią zysku przy stawkach czynszu. Za kilka tysięcy odstępnego gotowi są oddać sklepy, choć często włożyli w ich wyposażenie ciężkie pieniądze. I cios w samo serce nowoczesnego kapitalizmu – jeden kupiec wyprowadził się z interesem z Modo na bazar. Podobno dopiero teraz prosperuje.

Modo i Bakalarska to dwa światy. U tych pierwszych możecie kupić ubrania nowej linii projektantów Paprocki&Brzozowski, których nie trzeba przedstawiać. Na bazarze grzeje promocja jeansów Big Rex, i butów American Club’s o ile te marki cokolwiek wam mówią. W Modo jest nowoczesny food court z sokami za 13 złotych, burgerami w amerykańskim stylu, a na bazarku rozchodzi się woń smażonego oleju z baru Sajgon. O ile centrum handlowe reklamuje się jako „modowe centrum Polski” to o bazarze też można powiedzieć, że to „koncept butikowy”. Na 2 hektarach działa już 500 kupców, a ze dwie setki tych tymczasowych, co zjawiają się aby wystawić towar na stole albo w namiocie. Też butik, nie?

– Zachwyt nad centrami handlowymi, mija. Tam do ceny sweterka, który i tak pochodzi z Dalekiego Wschodu trzeba doliczyć słone opłaty za najem. Części klientów opatrzyły się te metki z cenami z pięciu krajów. Ilu jest tych zamożnych ludzi, których stać na kupowanie w galeriach? To my mamy towar bardziej dostosowany cenowo do możliwości większości społeczeństwa – mówi dalej Bożenna Kolba i zaraz dodaje: – Dziś widziałam zimowe, ocieplane buty za 35 złotych. Takie, że naprawdę bez problemu można przechodzić w nich całą zimę – zachwala.
Gdy upadł stadion
Bizneswoman opowiada, że w handlu odnalazła swoje prawdziwe powołanie. Wcześniej była urzędniczką, pracowała w prywatnej firmie na stanowisku kierowniczym. Ze stresu dostała zawału, po którym ledwo ją uratowano. Ze skromnej renty nie sposób było wyżyć. Otworzyła mały sklep futrzarski na bazarze przy ul. Banacha. Wspomina, że gdy w Warszawie likwidowano Jarmark Europa na stadionie X-Lecia nie chciała pozostawić na lodzie jego klientów i sympatyków. – Spółka Nasz Rynek podpisała pod koniec 2008 roku umowę na prowadzenie targowiska przy Bakalarskiej, na którym rozpoczęli handel polscy kupcy. Na przełomie 2009-2010 roku dołączyła znaczna część kupców ze zlikwidowanego dawnego Stadionu X – lecia – Polacy, Bułgarzy, Wietnamczycy - opowiada.


Udziałowcami przedsięwzięcia byli początkowo kupcy z kilku warszawskich targowisk, potem dołączył Pham Ngoc Hoan Wietnamczyk, zarządzający wcześniej częścią Stadionu, na którym handlowali Polacy, Bułgarzy, Wietnamczycy. A prezesem spółki jest Andrzej Fusiek, handlowiec, który do ostatniego dnia walczył przeciw budowie Stadionu Narodowego.

Dużo zaryzykowali wykładając na biznes własne oszczędności. Przygotowali plany pod inwestycję budowę nowych hal i pawilonów. Mówią, że uratowali small biznes, bo ktokolwiek przychodził handlować mógł przez pół roku działać za złotówkę miesięcznie. Za kupcami przyszła ich stała klientela. – Wygląd naszego targowiska również i nas razi. Prosimy o wyrozumiałość, przez ponad 2 lata borykaliśmy się z niesłusznymi zarzutami. W tym roku ruszą inwestycje, aby przebudować bazar w ładne i funkcjonalne miejsce – dodają właściciele.
Markety nam nie straszne
Pisaliśmy, że w niektórych miastach handel galeriowy przeżywa kryzys. Tymczasem dla bazarów nadchodzą złote czasy. Od pierwszego stycznia ustawowo zniesiono w Polsce opłaty targowe – obowiązkowe daniny dla gmin. Teraz jedyne opłaty ustalają właściciele targowisk. A musi być tanio, żeby biznes był konkurencyjny. Do Kolby dzwonią więc telefony z gratulacjami, bo jako prezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Wytwórczości walczyła o zmianę przepisów 6 lat.

Bożenna Kolba o konkurencji: – Wiele osób mnie pytało czy mi nie przeszkadza, że obok powstał Lidl, a później Modo. Nie jestem zwolennikiem likwidacji zagranicznych marketów ani dużego handlu. Jak ktoś pójdzie do Lidla to może później zajrzy i do nas? 30 lat pracuję w handlu i jedno wiem, swoich klientów zawsze znajdę – kończy szefowa targowiska.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...