Pan Józek zrobił prawdziwą furorę swoim ogłoszeniem.
Pan Józek zrobił prawdziwą furorę swoim ogłoszeniem. Fot. Shutterstock

Pan "Złota Rączka" zawojował internet. Jedno na pozór niewinne ogłoszenie uruchomiło lawinę komentarzy i, co tu dużo ukrywać, zachwytów. Mężczyzna zamieścił ogłoszenie na klatce, ktoś zrobił mu zdjęcie i rzucił do sieci, a pan Józek z miejsca stał się bohaterem internetu. Wszystko przez to, że chciał bezinteresownie pomóc w drobnych pracach remontowych tym, którzy tej pomocy potrzebują najbardziej. U Pana Józka pierwszeństwo mają więc emeryci, renciści, niepełnosprawni i samotne matki. Myślisz że Pan Józek to wyjątek? Po tym, jak to przeczytasz, urośnie ci serce. No, a może przynajmniej będziesz miał odrobinę lepsze zdanie o ludziach.

REKLAMA
Fenomen pana "Złota Rączka"
Pan Józef, który sam o sobie mówi "Złota Rączka", zamieścił na klatce schodowej krótki komunikat, który – zdaniem wielu – przywraca wiarę w ludzkość. "Emerytom, rencistom, niepełnosprawnym i matkom samotnie wychowującym dzieci, mieszkającym na Tarchominie i na Nowodworach – pomogę w drobnych naprawach z zakresu – hydraulika, stolarka, elektryka. Nieodpłatnie" – napisał. Chyba nie spodziewał się, że te kilka naprędce skreślonych słów przysporzy mu takiej popularności. Użytkownicy internetu błyskawicznie zaczęli sobie przekazywać ogłoszenie pana Józka. Komentarze jednoznacznie wskazywały, że wszyscy uznali pana Józka za zucha, a jego postawę za wzór cnót.
logo
Ogłoszenie pana Józka "Złotej Rączki". Fot. Facebook.com
Po kilku godzinach o panu Józku z Warszawy było naprawdę głośno, a on sam o całym zamieszaniu dowiedział się od naszej reporterki Karoliny Błaszkiewicz. Kiedy zapytaliśmy go, dlaczego zamieścił takie ogłoszenie, powiedział bez ogródek, że mu się "nudziło" i zrobił to nie tylko ze szlachetnych pobudek, ale i dla rozrywki. Mężczyzna od małego jest zapalonym majsterkowiczem, a dłubanie i naprawianie to dla niego czysta przyjemność. Pan Józek zresztą chyba nie bardzo rozumiał szum, jaki się wokół niego zrobił. I choć wielu ochrzciło go mianem bohatera, to pan Józef o swoim rzekomo bohaterskim czynie ani myślał słuchać.– Jestem zadowolony, że mogę komuś pomóc. To dla mnie satysfakcja – powiedział i uciął dyskusję.
Nie tylko Pan Józek – w sieci działa armia cichych bohaterów
Pan Józek nie jest jednak wyjątkiem – miał trochę szczęścia, bo ktoś podchwycił jego ogłoszenie i uczynił z niego sensację. Takich "sensacyjnych" ogłoszeń jest znacznie więcej, a w internecie po cichu działa mała armia niewidocznych bohaterów. Pomagają w różnych sprawach. Niektórzy, jak pani Marzena z Bielska-Białej, pomagają po prostu – jak mogą. Jakiś czas temu zaproponowała, że pomoże w nauce języka obcego. "Najchętniej dziecku z niezamożnej rodziny, które chce się uczyć. Sama w takiej się wychowałam, dlatego chciałabym pomóc komuś w podobnej sytuacji" – napisała.
W pełnej gotowości do pomocy jest też m.in. Ania z Poznania. Ta 23-letnia studentka uznała, że ma dobre życie i chce się nim podzielić z innymi. "Chętnie podzielę się tym, co mam" – pisze. Młoda dziewczyna najchętniej wzięłaby pod skrzydła dziewczynkę. W wieku od 9 do 14 lat, najlepiej z domu, w którym się nie przelewa. –"Mieszkam na Woli, mogę ja zabierać czasami do mojego mieszkania, uczyć, karmić, może czasami kupić ubranie" – wylicza.
Z kolei Janusz Krać, mieszkaniec Gdańska pomoże każdemu, kogo nie stać na wynajęcie profesjonalnego fotografa. On doskonali warsztat i pomaga innym, a rodzina, której np. nie było stać na wynajęcie fotografa, który napstrykałby zdjęć na ślubie, nie musi się martwić, że wujek niewprawną ręką popsuje te jedne z najważniejszych chwil w życiu młodej pary.
Tom, mieszkaniec Gdańska

Jeśli nie stać cie na profesjonalnego fotografa, to dobrze trafiłeś. Zrobię zdjęcia na imprezach okolicznościowych typu: komunia, ślub, chrzciny itp. Wykonam także zdjęcia do wszelkich dokumentów, również w domu dla starszych schorowanych osób. Posiadam aparat typu lustrzanka, na co dzień pracuję w zakładzie fotograficznym.

- Spotkałem się z niesamowitym odzewem - mówi nam. - O pomoc poprosili mnie m.in. podopieczni Schroniska św. Alberta z Gdańska. Poszedłem i zrobiłem zdjęcia bezdomnym. Potem fotografie miały zawisnąć na korytarzu. Oprócz tego, byłem też fotografem na ślubie. Para nie mogła się nadziwić, że ktoś im nieodpłatnie robi taką sesję. Bardzo się cieszyli - opowiada Krać.
Ta nieformalna giełda internetowej pomocy, która często ze świata wirtualnego przenosi się do rzeczywistego, potrafi zadziwić. Pani Bożena Danecka, mieszkanka Limanowej, niewielkiego miasteczka w południowej Polsce, zamieściła w sieci niecodzienne ogłoszenie. Ponad dwa miesiące temu poinformowała, że przyjmie pod swój dach bezdomnego. "Przyjmę do mojego domu bezdomnego z Polski bez nałogów - nie mogę zapewnić utrzymania, jedynie zamieszkanie na stale" – napisała skromnie, jak gdyby oferowana pomoc nie była aktem niecodziennej i ogromnej dobrej woli.
To oczywiście tylko kolejny z wielu przykładów tej pomocowej partyzantki, która kwitnie w sieci. Inny przykład? Pan Józek, o którym zrobiło się ostatnio głośno, miał godnych poprzedników. Pracujący mieszkaniec Kudowy Zdroju parę miesięcy wcześniej pokazał, że ma wielkie serce. I sporą motywację, żeby pomagać.
Mieszkaniec Kudowy Zdroju

Moje ogłoszenie jest skierowane do ludzi starszych oraz niepełnosprawnych, a także do wszystkich, którzy potrzebują pomocy. Pomogę w różnych obowiązkach np. rąbaniu drzewa, zakupach. Jestem osobą pracującą, także moja pomoc będzie udzielona gdy będę miał wolne. Oczywiście pomoc nie wiąże się z żadną zapłatą, wystarczy słowo "dziękuję". Nie jestem żadnym oszustem. Chcę po prostu pomagać ludziom, jak umiem.

Pomaganie to również frajda dla jednej z mieszkanek Krakowa, która mimo tego że sama ma rodzinę i nie jest dobrze sytuowana, ma misję. Cel jest taki sam, jak w przypadku innych przywołanych tu osób – niesienie pomocy tym, którzy jej potrzebują. Co zaoferowała kobieta?
"Nie mam zbyt wiele do zaoferowania z mojej strony. Na pewno nie pomogę Ci finansowo, bo sama mam kiepską sytuację finansową. Ale mogę zaoferować przyjaźń z mojej strony, wysłucham, doradzę. Pomogę w rzeczach, w których moje dziecko może uczestniczyć. Mogę skosić trawę trawę, dotrzymam towarzystwa, nawet po to tylko, by być. Zrobię zakupy, jeśli będzie taka konieczność, odbiorę Twoje dziecko z przedszkola jeśli coś Ci wypadnie. [...] Jeśli będzie ktoś głodny, nakarmię. Mogę także przypilnować Ci dziecko w momencie kiedy masz sprawę do załatwienia, a nie możesz wziąć ze sobą dziecka. Oczywiście, nie znaczy, że zawszę będę mogła być dostępna o każdej porze dnia i nocy. Też mam swoją rodzinę i życie oraz problemy" – napisała krakowianka.
Przykłady osób, które wymieniliśmy nie były hitami internetu. Zamieścili swoje ogłoszenia i czekali na odzew. Po cichu, bez rozgłosu, anonimowo. Robią to z różnych powodów: bo ich samych los kiedyś nie oszczędzał, bo dobrze im się wiedzie, albo dlatego, że po prostu chcą pomagać. Takich jak oni - niezrzeszonych w żadne fundacje, stowarzyszenia, akcje, jest bez liku. Robią swoje bez zadęcia, każdego dnia dokładając małą cegiełkę do budowy lepszego jutra nie tylko dla siebie, ale i dla kogoś, komu pomagają. Dobrze czasem przypomnieć o istnieniu takich osób, szczególnie, że same raczej ci się nie pochwalą.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl