Stanisław Piotrowicz jasno dał do zrozumienia, jak partia rządząca chce wykorzystywać prokuraturę.
Stanisław Piotrowicz jasno dał do zrozumienia, jak partia rządząca chce wykorzystywać prokuraturę. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

– Niezależne mają być sądy, ale nie prokuratura. Prokuratura jest jedynym instrumentem, za pośrednictwem którego rząd może wpływać na orzecznictwo sądów – grzmiał w Sejmie Stanisław Piotrowicz z PiS. Były śledczy z czasów stanu wojennego dodał jeszcze, że "wmówiono środowisku prokuratorskiemu, że jest niezależne" i dał do zrozumienia, iż teraz organy ścigania staną się narzędziem partii rządzącej. Co na to sami prokuratorzy i funkcjonariusze?

REKLAMA
"Instrumenty" zagrają dla PiS?
W mediach do twarzy Stanisława Piotrowicza powoli się przyzwyczajono, więc jego ostatni sejmowy występ nie odbił się już zbyt szerokim echem w serwisach newsowych. Zupełnie inaczej niż wśród pracowników szeroko pojętych organów ścigania, ze strony których dostaliśmy już sporo sygnałów sprzeciwu.
Bo upolitycznienie i sprowadzenie prokuratury do roli "instrumentu rządu" w konsekwencji zmusi do działania na zlecenie partii rządzącej także policjantów i funkcjonariuszy służb specjalnych. Wszyscy pamiętają przecież czasy pierwszej IV RP, gdy Barbara Blida ginęła nie z "broni prokuratorskiej", a podczas działań ABW. – Cholera wie, co oni będą chcieli zlecać... – mówi szczerze w rozmowie z naTemat prokurator z Pomorza z kilkunastoletnim stażem.
Tomasz*
prokurator z 14-letnim stażem

Polityczne naciski są w prokuraturze od zawsze. Tak było i pewnie będzie. Jednak od lat robiło się wszystko, by to zjawisko minimalizować. Prawdą jest, że przez rozłączenie w 2010 roku funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego udało się to co najwyżej połowicznie. Ale przede wszystkim przez tę grupę prokuratorów, którzy mają wybujałe polityczne ambicje. Jednak przez ostatnie lata było przynajmniej tak, że ci, którzy chcieli tylko robić swoje bez polityki, mieli na to zazwyczaj szansę. Teraz partia rządząca mówi tymczasem wprost, że wszyscy mamy wykonywać jej polecenia...

Kredyty w służbie polityki
Oburzenie potwierdzają też wśród krakowskich śledczych. – Mam nadzieję, że to nie będzie wyglądało, jak w czasach, gdy Stanisława Piotrowicza za prokuratorskie dokonania odznaczał Wojciech Jaruzelski - słyszę od Andrzeja*, przedstawiciela najmłodszego pokolenia prokuratorów. Jak stwierdza, pokolenia "wychowanego w braku poważania dla szkoły prawa mgr. Ziobro".
Andrzej*
w prokuraturze od 2013 roku

Prokurator jest związany prawem, ale dopóki nie napiszę go całkowicie od nowa, to w PiS mogą zdziwić się, jak bardzo jesteśmy jednak niezależni. Będzie sprzeciw, jeśli zaczną sypać się totalnie polityczne zlecenia. W prokuraturze są najlepsi absolwenci renomowanych uczelni, twardzi ludzie z mocnym kręgosłupem. Nie pozwolą go sobie tak łatwo łamać. W latach 2005-2007 siedziałem jeszcze z nosem podręcznikach na uczelni, ale starsi koledzy opowiadają, że wtedy też był opór. Byłoby więcej "spraw IV RP", gdyby parę razy Ziobry nie wyśmiali w twarz.

Nasz rozmówca przyznaje jednak, że najmłodsze pokolenie w organach ścigania często jest najbardziej podatne na naciski z góry... – PiS także tutaj dostaje dobry spadek po bylejakośći III RP, którą bylejakie rządy Platformy tylko dopełniły. By żyć na jakimś poziomie, młodzi musieli się uwiązać ratami, hipotekami... Dzięki temu teraz niektórzy mogą łatwiej coś przełknąć, przemilczeć i działać tak, że kiedyś będzie im wstyd. Będzie wstyd, ale kredyt będzie spłacony. Z drugiej strony, pamiętajmy jednak, że dobry prawnik zawsze ma gdzie uciec na rynku pracy – kwituje.
To policjant patrzy w oczy...
Jak wspomniano na początku, o to, czym zajmować będzie się prokuratura podległa ponownie Zbigniewowi Ziobrze i rozumiana jako "instrument rządu", obawiają się także ci, którzy prokuratorskie decyzje wykonują.
– Jak prokurator ma silne plecy, to się jakoś postawi. Jak jest cwany, to się z politycznych działań wymiksuje. Ale jak my dostajemy zlecenie, by po kogoś wejść i go zatrzymać, to już za bardzo nie ma z czym dyskutować – słyszę od Kamila*, znajomego oficera CBŚP, które w przeszłości było już przecież wykorzystywane do zadań politycznych.
Kamil*
funkcjonariusz CBŚP

Politykom się wydaje, że grają twardo i po prostu przestawiają pionki na swojej szachownicy. Prokurator podpisze papiery, przesłucha i tyle jego. Ale to my musimy ludziom patrzeć w oczy. Człowiek nie raz przeżywa działania, gdy wie, że prokurator przesadził, czy się pomylił. A co dopiero wypełniać polityczne rozkazy? Nie mam pojęcia, jak te skurwiele z milicji i SB to wytrzymywały w PRL...

Rozkaz to rozkaz
W rozmowie z naTemat funkcjonariusz ocenia jednak, że szczególnie w policji nie powinno zabraknąć chętnych do robienia "dobrej zmiany" przy pomocy kajdanek i pałki. Bo każda zmiana "na górze" i polityczne rewolucje powodują uruchomienie maszyny kadrowej. Głowy jednych lecą, drudzy awansują i dostają tak upragnione podwyżki...
– Za Platformy przecież też tak było. Pamiętam jeszcze, jak zaczynałem w czasach SLD, to też tylko większość czekała, aż przyjdzie miotła kadrowa i będzie można się przypodobać nowej ekipie. Takie czasy, że ludzie patrzą najpierw na to, by samemu mieć dobrze. A jeśli za cenę krzywdy innych? Przecież my zawsze można powiedzieć, że takie były rozkazy i tylko się je wykonywało – stwierdza.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

*Imiona wszystkich rozmówców zostały zmienione na ich życzenie. Prawdziwe dane pozostają do wiadomości redakcji.