
– Niezależne mają być sądy, ale nie prokuratura. Prokuratura jest jedynym instrumentem, za pośrednictwem którego rząd może wpływać na orzecznictwo sądów – grzmiał w Sejmie Stanisław Piotrowicz z PiS. Były śledczy z czasów stanu wojennego dodał jeszcze, że "wmówiono środowisku prokuratorskiemu, że jest niezależne" i dał do zrozumienia, iż teraz organy ścigania staną się narzędziem partii rządzącej. Co na to sami prokuratorzy i funkcjonariusze?
"Instrumenty" zagrają dla PiS? W mediach do twarzy Stanisława Piotrowicza powoli się przyzwyczajono, więc jego ostatni sejmowy występ nie odbił się już zbyt szerokim echem w serwisach newsowych. Zupełnie inaczej niż wśród pracowników szeroko pojętych organów ścigania, ze strony których dostaliśmy już sporo sygnałów sprzeciwu.
Bo upolitycznienie i sprowadzenie prokuratury do roli "instrumentu rządu" w konsekwencji zmusi do działania na zlecenie partii rządzącej także policjantów i funkcjonariuszy służb specjalnych. Wszyscy pamiętają przecież czasy pierwszej IV RP, gdy Barbara Blida ginęła nie z "broni prokuratorskiej", a podczas działań ABW. – Cholera wie, co oni będą chcieli zlecać... – mówi szczerze w rozmowie z naTemat prokurator z Pomorza z kilkunastoletnim stażem.
Tomasz*
prokurator z 14-letnim stażem
Kredyty w służbie polityki Oburzenie potwierdzają też wśród krakowskich śledczych. – Mam nadzieję, że to nie będzie wyglądało, jak w czasach, gdy Stanisława Piotrowicza za prokuratorskie dokonania odznaczał Wojciech Jaruzelski - słyszę od Andrzeja*, przedstawiciela najmłodszego pokolenia prokuratorów. Jak stwierdza, pokolenia "wychowanego w braku poważania dla szkoły prawa mgr. Ziobro".
Andrzej*
w prokuraturze od 2013 roku
Nasz rozmówca przyznaje jednak, że najmłodsze pokolenie w organach ścigania często jest najbardziej podatne na naciski z góry... – PiS także tutaj dostaje dobry spadek po bylejakośći III RP, którą bylejakie rządy Platformy tylko dopełniły. By żyć na jakimś poziomie, młodzi musieli się uwiązać ratami, hipotekami... Dzięki temu teraz niektórzy mogą łatwiej coś przełknąć, przemilczeć i działać tak, że kiedyś będzie im wstyd. Będzie wstyd, ale kredyt będzie spłacony. Z drugiej strony, pamiętajmy jednak, że dobry prawnik zawsze ma gdzie uciec na rynku pracy – kwituje.
To policjant patrzy w oczy... Jak wspomniano na początku, o to, czym zajmować będzie się prokuratura podległa ponownie Zbigniewowi Ziobrze i rozumiana jako "instrument rządu", obawiają się także ci, którzy prokuratorskie decyzje wykonują.
– Jak prokurator ma silne plecy, to się jakoś postawi. Jak jest cwany, to się z politycznych działań wymiksuje. Ale jak my dostajemy zlecenie, by po kogoś wejść i go zatrzymać, to już za bardzo nie ma z czym dyskutować – słyszę od Kamila*, znajomego oficera CBŚP, które w przeszłości było już przecież wykorzystywane do zadań politycznych.
Kamil*
funkcjonariusz CBŚP
Rozkaz to rozkaz W rozmowie z naTemat funkcjonariusz ocenia jednak, że szczególnie w policji nie powinno zabraknąć chętnych do robienia "dobrej zmiany" przy pomocy kajdanek i pałki. Bo każda zmiana "na górze" i polityczne rewolucje powodują uruchomienie maszyny kadrowej. Głowy jednych lecą, drudzy awansują i dostają tak upragnione podwyżki...
– Za Platformy przecież też tak było. Pamiętam jeszcze, jak zaczynałem w czasach SLD, to też tylko większość czekała, aż przyjdzie miotła kadrowa i będzie można się przypodobać nowej ekipie. Takie czasy, że ludzie patrzą najpierw na to, by samemu mieć dobrze. A jeśli za cenę krzywdy innych? Przecież my zawsze można powiedzieć, że takie były rozkazy i tylko się je wykonywało – stwierdza.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
*Imiona wszystkich rozmówców zostały zmienione na ich życzenie. Prawdziwe dane pozostają do wiadomości redakcji.
