
– Niezależne mają być sądy, ale nie prokuratura. Prokuratura jest jedynym instrumentem, za pośrednictwem którego rząd może wpływać na orzecznictwo sądów – grzmiał w Sejmie Stanisław Piotrowicz z PiS. Były śledczy z czasów stanu wojennego dodał jeszcze, że "wmówiono środowisku prokuratorskiemu, że jest niezależne" i dał do zrozumienia, iż teraz organy ścigania staną się narzędziem partii rządzącej. Co na to sami prokuratorzy i funkcjonariusze?
W mediach do twarzy Stanisława Piotrowicza powoli się przyzwyczajono, więc jego ostatni sejmowy występ nie odbił się już zbyt szerokim echem w serwisach newsowych. Zupełnie inaczej niż wśród pracowników szeroko pojętych organów ścigania, ze strony których dostaliśmy już sporo sygnałów sprzeciwu.
Polityczne naciski są w prokuraturze od zawsze. Tak było i pewnie będzie. Jednak od lat robiło się wszystko, by to zjawisko minimalizować. Prawdą jest, że przez rozłączenie w 2010 roku funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego udało się to co najwyżej połowicznie. Ale przede wszystkim przez tę grupę prokuratorów, którzy mają wybujałe polityczne ambicje. Jednak przez ostatnie lata było przynajmniej tak, że ci, którzy chcieli tylko robić swoje bez polityki, mieli na to zazwyczaj szansę. Teraz partia rządząca mówi tymczasem wprost, że wszyscy mamy wykonywać jej polecenia...
Oburzenie potwierdzają też wśród krakowskich śledczych. – Mam nadzieję, że to nie będzie wyglądało, jak w czasach, gdy Stanisława Piotrowicza za prokuratorskie dokonania odznaczał Wojciech Jaruzelski - słyszę od Andrzeja*, przedstawiciela najmłodszego pokolenia prokuratorów. Jak stwierdza, pokolenia "wychowanego w braku poważania dla szkoły prawa mgr. Ziobro".
Prokurator jest związany prawem, ale dopóki nie napiszę go całkowicie od nowa, to w PiS mogą zdziwić się, jak bardzo jesteśmy jednak niezależni. Będzie sprzeciw, jeśli zaczną sypać się totalnie polityczne zlecenia. W prokuraturze są najlepsi absolwenci renomowanych uczelni, twardzi ludzie z mocnym kręgosłupem. Nie pozwolą go sobie tak łatwo łamać. W latach 2005-2007 siedziałem jeszcze z nosem podręcznikach na uczelni, ale starsi koledzy opowiadają, że wtedy też był opór. Byłoby więcej "spraw IV RP", gdyby parę razy Ziobry nie wyśmiali w twarz.
Jak wspomniano na początku, o to, czym zajmować będzie się prokuratura podległa ponownie Zbigniewowi Ziobrze i rozumiana jako "instrument rządu", obawiają się także ci, którzy prokuratorskie decyzje wykonują.
Politykom się wydaje, że grają twardo i po prostu przestawiają pionki na swojej szachownicy. Prokurator podpisze papiery, przesłucha i tyle jego. Ale to my musimy ludziom patrzeć w oczy. Człowiek nie raz przeżywa działania, gdy wie, że prokurator przesadził, czy się pomylił. A co dopiero wypełniać polityczne rozkazy? Nie mam pojęcia, jak te skurwiele z milicji i SB to wytrzymywały w PRL...
W rozmowie z naTemat funkcjonariusz ocenia jednak, że szczególnie w policji nie powinno zabraknąć chętnych do robienia "dobrej zmiany" przy pomocy kajdanek i pałki. Bo każda zmiana "na górze" i polityczne rewolucje powodują uruchomienie maszyny kadrowej. Głowy jednych lecą, drudzy awansują i dostają tak upragnione podwyżki...
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
