
– Naród stanie w Warszawie, nie pozwoli na takie rządzenie i będzie koniec nieodpowiedzialnej zabawy. Tak to się skończy... – przed takim scenariuszem w piątkowych "Faktach po Faktach" na antenie TVN24 ostrzegał były prezydent Lech Wałęsa. – Ludzie, to idzie w tym kierunku, że ulica wymusi zmiany! – alarmował.
REKLAMA
Jak zwykle barwna ocena bieżących wydarzeń politycznych w wykonaniu Lecha Wałęsy tym razem nie zawierała jednak zbyt wiele dobrych scenariuszy dla Polski. Były prezydent nie ukrywał, iż spodziewa się nie w pełni demokratycznego rozstania Prawa i Sprawiedliwości z władzą. Wałęsa zwracał uwagę na to, iż ekipa Jarosława Kaczyńskiego jest tak głucha na głos większości społeczeństwa, że za swoje rewolucyjne zmiany ukarana może zostać kontrrewolucją.
Były prezydent i założyciel pierwszej "Solidarności" zwracał uwagę na konieczność konsolidacji wszystkich największych sił opozycyjnych i środowisk takich, jak Komitet Obrony Demokracji. Krytykował przekonanie, iż Ryszard Petru jest już pewnym następcą Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło. – To jest sukces jednego dnia. Mieliśmy takie sukcesy, jak Palikot i inni – mówił o .Nowoczesnej.
Gość "Faktów po Faktach" zachęcał też przeciwników PiS, by z najbardziej zdecydowanymi protestami wstrzymali się jeszcze choć kilka miesięcy. – Jeszcze pół roku i wtedy będzie potrzebny zdecydowany ruch – stwierdził. Lech Wałęsa stwierdził jednak, iż niechętnie wziąłby w takich działaniach czynny udział, choć wciąż jest gotów pomagać w najtrudniejszych chwilach. – Chcę, by nowi ludzie angażowali się i przygotowali sprawę – oznajmił. – Ja nie mam ochoty, jestem już staruch – dodał.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
