
Prawo i Sprawiedliwość obiecywało w kampanii wyborczej, że zadba o samorządy. Na razie robi wszystko, by je wykończyć. A odczują to mieszkańcy, którzy będą mieli mniej nowych dróg, chodników i inwestycji z Unii Europejskiej, które wymagają wkładu własnego.
Puste obietnice Każda władza centralna zwiększała obciążenia dla samorządów – nakładała na nie nowe obowiązki, nie zapewniając odpowiedniego finansowania. To spowodowało gigantyczny wzrost zadłużenia samorządów. Prawo i Sprawiedliwość obiecywało, że to się skończy, że po przejęciu władzy zadba o odpowiednie finansowanie potrzeb lokalnych.
Andrzej Duda
wypowiedź z 9 kwietnia 2015 roku
Proponował też, że "Prezydent może pilnować, aby rząd nie przerzucał na samorządy kolejnych zadań, za którymi nie idą pieniądze". Co zostało z tych obietnic? Niewiele, a nawet nic.
Jeden cel Rząd Prawa i Sprawiedliwości, tak jak poprzednie ekipy, nakłada na samorządy nowe obowiązki, nie zapewniając odpowiedniego finansowania. Oczywiście największym wyzwaniem stojącym przed lokalnymi urzędami będzie obsługa programu 500+, sztandarowej obietnicy Prawa i Sprawiedliwości.
Wyborcy już teraz zaczynają pytać o pieniądze, przychodzą do urzędów i pytają o świadczenia. Pisaliśmy o tym w naTemat. Władza ma świadomość, że każdy kolejny tydzień oczekiwania zwiększa rzeszę niezadowolonych. Już teraz Beata Szydło próbuje zrzucić winę na opozycję. Ostatecznie jednak Sejm przyjmie ustawę w takim kształcie, jakiego chce rząd.
Rząd nie słucha I tu pojawia się problem samorządów, bo te mają wobec rządu pewne oczekiwania. Przede wszystkim, że dostaną pieniądze na obsługiwanie przyjmowania wniosków i wypłacania środków z programu 500+. Dlatego będą musiały zatrudnić kilka tysięcy urzędników, co przyznała minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska. Dodała, że rząd daje pieniądze, a samorządy muszą zapewnić działanie systemu.
I rzeczywiście, pieniądze będą – samorządy mają dostać ok. 2 procent wypłacanych świadczeń. Przekonują, że potrzebują o połowę więcej. – Samorządy zawsze prezentują taką politykę, żeby może przy tej okazji uzyskać jakąś dotację od budżetu państwa – bagatelizował sprawę jeden z głównych strategów rządu Henryk Kowalczyk.
Na wariackich papierach Poza tym samorządy proszą o więcej czasu, by się przygotować. Także temu było poświęcone wtorkowe spotkanie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Zgodnie z planami rządu program ma zacząć działać w kwietniu, ale burmistrzowie i wójtowie proszą o opóźnienie go o trzy miesiące. Wydaje się, że i w tym przypadku władza udowodni, że "słuchać obywateli" było tylko hasłem.
Henryk Kowalczyk
szef Komitetu Stałego Rady Ministrów
Kosztowna rewolucja Zresztą nie chodzi tylko o czas i pieniądze. Samorządy proszą o jakiejkolwiek informacje o procedurach, które mają regulować program 500+, by mogły je wdrożyć. Na razie jednak rząd trzyma wszystko w tajemnicy. Albo w pocie czoła przygotowuje potrzebne dokumenty.
Dużym problemem dla samorządów jest też rewolucja, jaką PiS przeprowadziło w systemie szkolnictwa. W ciągu kilku miesięcy rządzący chcą cofnąć reformę swoich poprzedników, która była przygotowywana przez kilka lat.
Miliardy strat Tak duże tempo zmian w tak delikatnej materii to dla wielu samorządów katastrofa. Oczywiście w szkole najważniejsi są uczniowie, ale to nie oznacza, że można zapomnieć o reszcie. Tymczasem w niektórych miastach może powstać tylko 10 procent z normalnej liczby klas pierwszych – alarmuje szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Organizacja ocenia, że przez reformę rząd może zmniejszyć subwencję oświatową (czyli pieniądze przekazywane samorządom na prowadzenie szkół) aż o 1,6 miliarda złotych. Trzeba będzie zwolnić część nauczycieli, a jeśli dyrektorzy i burmistrzowie nie będą chcieli tego robić, będą musieli znaleźć dla nich inne zajęcia. I pieniądze, by im zapłacić.
Drogie zdrowie Z kolei w kolejnym roku, kiedy skumulują się dwa roczniki, będą potrzebni dodatkowi nauczyciele. To wymusi na samorządach inwestycje w przystosowanie dodatkowych sal (bo na rozbudowę szkół nie ma czasu), a także zatrudnienie dodatkowych nauczycieli. A to przecież nie koniec zmian w edukacji, która jest jednym z głównych pól działania samorządów. W kolejce jest likwidacja gimnazjów, która pociągnie za sobą spore zmiany organizacyjne.
Samorządy powiatowe i wojewódzkie będą musiały też sobie poradzić ze zmianami szykowanymi przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Jednym z nich jest stworzenie sieci szpitali, czy grupy placówek, które spełniają wymogi ministerstwa, dzięki czemu będą miały pierwszeństwo w przyznawaniu kontraktów i dostaną więcej pieniędzy.
Bez szpitala Co z tymi, które nie załapią się do tej grupy? Samorządy będą musiały je utrzymywać same albo zamknąć. A to oznacza, że część regionów, szczególnie tych biednych i słabo zaludnionych, może zostać bez opieki medycznej.
Ale to nie koniec kosztów. Samorządy muszą dzisiaj pokrywać długi szpitali, którym pieniądze z kontraktów z NFZ nie wystarczają na pokrycie kosztów. Równocześnie przekształcają je w spółki, co pozwala obniżyć koszty. Konstanty Radziwiłł chce wykreślić tę możliwość z ustawy, co oznacza, że samorządy wydadzą więcej na ochronę zdrowia.
Gwóźdź do trumny Jednak prawdziwym gwoździem do trumny samorządów będzie podniesienie kwoty wolnej od podatku, które jeszcze w kampanii wyborczej zapowiadał Andrzej Duda. Dzisiaj niemal 40 procent ich dochodów to wpływy z podatku dochodowego. Wyższa kwota wolna spowoduje ich obniżenie.
PiS zamiast ratować samorządy znad przepaści, z jeszcze większym impetem pcha je w stronę krawędzi. Efekty możemy zobaczyć wkrótce: ograniczenie inwestycji, spadek jakości usług w samorządzie, likwidacja dodatkowych zajęć edukacyjnych czy ograniczenie finansowania kultury. Do tego dalszy wzrost zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego.
Wcześniejsze wybory? A to otwiera rządowi możliwość do wymiany ich władz i ustanawiania komisarzy w tych z największymi problemami. Tam, gdzie zadłużenie nie będzie tak wysokie, bo ograniczono inwestycje, lokalne struktury PiS będą miały idealny pretekst do zorganizowania referendum w sprawie odwołania władz. Niektórzy potraktują to też jako argument za przyspieszeniem wyborów samorządowych, o czym mówi się od dawna.
Decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości najbardziej odczują jednak mieszkańcy. Będzie mniej remontów dróg, chodników, mniej inwestycji w obiekty sportowe czy kulturalne. Za wszystko będą mogli podziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu, Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie. Mocna ekipa wzięła się za ich portfele.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
