Myślisz, że Polski Bus rządzi? To firma z Izabelina, ma więcej autobusów, więcej połączeń i więcej pieniędzy

Eugeniusz Szymonik, w PRL  był kierowcą ciężarówki, stworzył największą firmę autobusową w Polsce
Eugeniusz Szymonik, w PRL był kierowcą ciężarówki, stworzył największą firmę autobusową w Polsce YT.com / Mariusz Dziedzic Warszawa
Bez wielkiego szumu medialnego, bez konfliktów, podgryzania drobnych przewoźników i firma Mobilis stała się największym w Polsce przewoźnikiem autobusowym. Oto, jak to zrobiła.


Czytając doniesienia o Polskim Busie można mieć wrażenie, że jego założyciel Szkot - sir Brian Souter na nowo wynalazł koło i przewozy autobusowe w Polsce. Ironicznie wypowiadał się o PKSach. Autobusy z Jelcza? - Widziałem, na własne oczy. Sorry, ale nie będą potrafili zrobić dla nas autobusu. Może niech dalej robią te wojskowe maszyny - mówił niedawno na konferencji, odpowiadając na pytanie, czy będzie współpracował z polskim producentem.


Na polski rynek wszedł więc samodzielnie, sprowadzając komfortowe autokary vanHools. Niskimi cenami wzbudzał panikę wśród lokalnych przewoźników. Po kilku latach osiąga już ponad 100 mln zł przychodów. Ten sukces oznajmiły donośne fanfary szkockiej orkiestry dmiącej w dudy - na imprezie w hotelu Victoria w Warszawie.


Ale jest jeszcze firma, która działa zupełnie inaczej. Zamiast uderzać w konkurentów inwestuje w lokalne firmy. Kupuje autobusy od polskich producentów. Rządzi na rynku, choć nie organizuje spektakularnych konferencji. To Mobilis działający u nas od ponad 20 lat.


W 2014 roku miał już ponad 150 mln przychodów, ich flota liczy 1700 autobusów.
Walka o PKSy
W 2010 roku polski biznes Brian Soutera był jeszcze w powijakach, gdy zabiegał on o zakup wystawionych na sprzedaż sześciu PKSów na Mazowszu. Zrezygnował, bojąc się starcia ze związkami zawodowymi w tych firmach. Przewoźników przejęła za 77 mln firma Mobilis, zobowiązując się do zainwestowania kilkudziesięciu milionów złotych. - Delikatnie mówiąc za te PKS-y jednak przepłaciliśmy, biorąc pod uwagę ich kondycję finansową, zadłużenie, konieczne inwestycje, a także kurczenie się rynku. My cały czas pompujemy w te spółki pieniądze. Kupiliśmy w ubiegłym roku nowe autobusy, planujemy kolejne zakupy - komentował później transakcję Eugeniusz Szymonik, prezes Mobilis.

Trzy lata temu zamówienia z Mobilisa na 26 nowych autobusów Eurolider 9 eco prawie uratowały podupadające finanse Autosana - firmy ze 180-letnią tradycją, która przeżywa kryzys. Przewoźnik wyciągnął dłoń w momencie, gdy fabryka rzutem na taśmę przedstawiła premierowy model autobusu, mający wyciągnąć zakłady z marazmu. Do tego "reklamując je", że za cenę 430 tys. zł oferują bardzo przyzwoity standard podróży. Niestety Autosan i tak zbankrutował. Mobilis zaopatruje się też w polskim oddziale Scanii.

W tym samym czasie pytany przez dziennikarzy o współpracę z polskimi firmami Souter jedynie wzruszał ramionami. Mówił, że nie da się, bo polskie firmy nie gwarantują odpowiednich standardów jakości. W porównaniu polityki obu firm zmierzam do tego, że jedna z nich chce tylko osiągać korzyści na naszym rynku, zaś druga, również z zagranicznym kapitałem, znacznie bardziej angażuje się w inwestycje sprzyjające budowie miejsc pracy w Polsce. Przykład? Mobilis wozi pasażerów także w miastach, jako podwykonawca dla miejskiej komunikacji. Przy czym część swojej floty zamawiał w Jelczu oraz w polskiej firmie Solaris.

Sojusz polskich firm
Twórcą i wieloletnim prezesem Mobilisa był Eugeniusz Szymonik, kierowca ciężarówki z Izabelina. Jak wspomina, był jednym z pierwszych prywaciarzy na rynku przewozowym zmonopolizowanym przez PKS.

Prywatna firma transportowa mogła istnieć pod warunkiem, że miała co najwyżej jedną ciężarówkę, i że właściciel sam nią jeździł, chyba że skończył 42 lata i miał trwałe schorzenie kręgosłupa, to mógł zatrudnić kierowcę. Mógł jeździć po swoim i ościennych województwach, a raz na pół roku mógł jechać po całym kraju. Takie były realia

W 1989 roku kupił na licytacji w Jelczu, a potem zarejestrował, pierwszy prywatny autobus w Warszawie. Pewnie pozostałby lokalną firmą, gdyby nie to, że w 2002 roku wygrał przetarg na obsługę kilkunastu linii autobusowych w Warszawie. Dogadał się z Krzysztofem Olszewskim, właścicielem Solarisa. Ten obiecał mu gwarancję nawet na 100 lat, o ile zakupi autobusy w wielkopolskiej firmie. Po kilku latach, aby rozwijać flotę autobusową i wygrywać kolejne przetargi, Szymonik postanowił przyjąć ofertę inwestora z Izraela - potężnej grupy Egged. Kiedy skończył 66 lat, zdecydował się przejść na emeryturę. Nagrał pożegnalne wideo. - Zostawiam wam największą firmę autobusową w Polsce. Za to, co było złe, przepraszam. No i zaproście czasem emeryta do siebie. Do zobaczenia - powiedział.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl