
Poseł Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej zarzuca, że już w połowie stycznia rząd znał wyniki audytu przeprowadzonego w Komendzie Głównej Policji. Wynikać ma z niego, że podsłuchów u dziennikarzy niechętnych PO nie było. Zdaniem polityka Platformy, raport celowo jest niepublikowany.
REKLAMA
– Jeżeli potwierdzą się te fakty, jeżeli rzeczywiście byli inwigilowani dziennikarze, to by świadczyło o złamaniu prawa – mówił ponad miesiąc temu już Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Błaszczak. Bo funkcjonariusze z Biura Spraw Wewnętrznych mieli prowadzić kontrolę operacyjną członków tych redakcji, które otrzymywały kolejne nagrania z podsłuchów nielegalnie zakładanych najważniejszym osobom w państwie w czasach rządów PO-PSL. Błaszczak zlecił komendantowi głównemu policji wyjaśnienie sprawy.
Zdaniem Krzysztof Brejzy z PO takich podsłuchów nigdy nie było. Polityk sugeruje, że rząd też o tym wie i to od 11 stycznia. Brejza apelował do premier Beaty Szydło o ujawnienie wyników audytu. Szefowa rządu miałaby też przeprosić za słowa w Parlamencie Europejskim w Strasburgu o inwigilowaniu dziennikarzy przez poprzednią władzę. - Premier powinna wziąć odpowiedzialność za tę insynuację - mówił dziennikarzom Brejza.
Jeżeli słowa posła okażą się prawdziwe, premier Szydło może czekać polityczna burza. Zatajanie przed opinią publiczną informacji i późniejsze powtarzanie nieprawdy prze Parlamentem Europejskim byłoby mocno krytykowane przez opozycję i media.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
źródło: "Fakt"
