Pracodawcy wbijają szpilę instytucjom publicznym. Chcą 12 zł za godzinę? To niech sami przestaną płacić 5 zł na rękę!

Pracodawcy wytykają instytucjom publicznym niewłaściwe podejście do procedur przetargowych.
Pracodawcy wytykają instytucjom publicznym niewłaściwe podejście do procedur przetargowych. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych miała zrewolucjonizować myślenie pionów zarządzających tym rynkiem - uciąć liczne patologie i przede wszystkim - położyć kres sytuacji, w której oprócz najniższej ceny i ekspresowego terminu wykonania usługi, inwestycji, nie liczy się nic więcej. Nowela zawierała też tzw. klauzule pracownicze, które miały stanowić bufor przed wykorzystywaniem pracowników i zatrudnianiem ich np. poniżej pensji minimalnej. I co? Pracodawcy z Konfederacji Lewiatan właśnie pokazali hipokryzję instytucji publicznych, które przymykają oko na głodowe pensje. – Chcą mieć mercedesa, ale płacą jak za malucha – mówią nam eksperci.


Rynek zamówień publicznych to potężny sektor, przez który każdego roku przepływa 230 mld zł. Tysiące firm znajdują tu zlecenia, a setki tysięcy osób zatrudnienie. Ale nie wszystko działa tu bez zastrzeżeń. Bo trudno przecież mówić, że dobrze się dzieje w sytuacji, w której instytucje szczególne - bo publiczne, chcą oszczędzać kosztem pracowników. I nie potrafią tak dysponować budżetem, żeby zapewnić im płacę przynajmniej na poziomie pensji minimalnej.


Im niższa cena, tym lepiej
Nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych, która miała rozprawić się m.in. z tym problemem, zaczęła obowiązywać w październiku 2014 roku. Założenia były zaszczytne - to miał być nowy początek, a procedury przetargowe miały się uwolnić z kleszczy niskiej ceny, która decydowała o tym, w czyje ręce pójdzie zlecenie, bez oglądania się na kryteria jakościowe.


Na papierze wyglądało to świetnie, ale życie szybko pokazało, że instytucje publiczne patrzą na przepisy przez palce, a stare przyzwyczajenia robią swoje. Mimo tego, że ustawodawca zniósł obowiązek wybierania najtańszych ofert przetargowych, to i tak przygniatającą liczbę przetargów wygrywają w cuglach ci, którym trzeba dać jak najmniej z budżetu.


Anita Wichniak-Olczak, Dyrektor Departamentu Informacji, Edukacji i Analiz Systemowych Urzędu Zamówień Publicznych przyznaje, że cena często przesądza o atrakcyjności oferty. I choć coś w tej kwestii minimalnie drgnęło, to nadal nie można mówić o tym, że instytucje publiczne stosują pozacenowe kryteria. – Po wejściu w życie zmienionych przepisów, tj. od 19.10.2014 roku, zamawiający najczęściej stosowali dwa kryteria oceny ofert: cenowe i pozacenowe i miały one wagę od 82 proc. do 92 proc. – tłumaczy nam Wichniak-Olczak. Niski koszt wykonania zadania miał szczególne znaczenie w konkursach budowlanych, na dostawy i na usługi.

Pracownicy w poniewierce
Kryterium ceny sprawiło też, że rozstrzyganie konkursów przetargowych zamieniło się w wojnę cenową między firmami. Przepis na tanią ofertę był prosty - wystarczyło poucinać tam, gdzie się dało, co w praktyce oznaczało, że zabrać należy tym, którzy o swoje się nie upomną - pracownikom. Tutaj możliwości, żeby zaoszczędzić było sporo.

– Pracownicy tracili w ten sposób ubezpieczenie społeczne, zarówno emerytalne, jak i chorobowe oraz przywileje związane z etatem - m.in. płatny urlop czy normowany wymiar pracy – tłumaczą eksperci z Konfederacji Lewiatan. Prawdziwą plagą stały się też umowy cywilnoprawne. Na najbardziej wyzyskiwaną zaś grupę wyrośli ochroniarze i osoby sprzątające.

Zmiana ustawy o zamówieniach publicznych miała więc nie tylko znieść cenowy dyktat, ale i zadbać o wyzyskiwaną grupę pracowników. Służyć temu miały specjalne zapisy, czyli tzw. klauzule pracownicze, które miały premiować firmy zatrudniające swoich pracowników na etaty, szczególnie w sytuacjach, kiedy charakter pracy tego wymagał.

Instytucje publiczne: sądy, instytucje kultury i placówki zdrowotne, edukacyjne nie kierują się jednak często dobrem pracowników i zlecają wykonanie zadania firmom, które płacą zatrudnionym nawet tylko 5 zł za godzinę pracy. Pracodawcy zrzeszeni w Konfederacji Lewiatan nie kryją oburzenia wobec takich praktyk.
Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewitan i przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego

Instytucje państwowe powinny dawać przykład przestrzegania prawa pracy. I nie chodzi tylko o płacenie pensji minimalnej u siebie i nie tylko o zatrudnianie pracowników na etaty u siebie, ale powinni też świecić przykładem jeśli idzie o zatrudnianie pracowników u wykonawców usług, które zamawiają. A tak się nie dzieje. Ciągle ważniejsze od pracowników okazują się oszczędności. I odbywa się to kosztem pracowników firm wygrywających przetargi.

Ekspert wskazuje, że instytucje publiczne tylko w 3 proc. skorzystały z możliwości wymagania od swoich wykonawców tego, żeby respektowali prawa pracownicze zatrudnionych u siebie osób. Jak na 1,5 roku znowelizowanych przepisów to rzeczywiście marny wynik. Pracodawcy Lewiatana tłumaczą jednocześnie, że etat nie musi być stosowany w każdym przypadku. – Czasem charakter pracy tego nie wymaga, ale bardzo często spotykam się z takimi przypadkami, gdzie pracownik wykonuję pracę typową dla etatowca, ale na adekwatną umowę liczyć nie może – mówi Kowalski.
Konfederacja Lewiatan

Wbrew obowiązującym już przepisom, szereg placówek publicznych wciąż nie kalkuluje budżetu w taki sposób, by pracownicy wykonawców mieli zagwarantowane środki przynajmniej w wysokości minimalnego wynagrodzenia. Do podmiotów, które nie respektują przepisów, należą między innymi sądy, placówki służby zdrowia czy instytucje kulturalne.

"Lista wstydu"
Konfederacja Lewiatan opublikowała też listę instytucji publicznych, które do nowych zaleceń podeszły z przymrużeniem oka i gdzie pracownikom płacono poniżej stawki minimalnej, która od 1 stycznia 2016 roku wynosi 14 zł bez VAT. Kto na niej się znalazł?

M.in. Sąd Rejonowy w Legnicy, gdzie pracownik ochrony zarabiał 5, 79 zł za roboczogodzinę, Podkarpackie Centrum Chorób Płuc w Rzeszowie, gdzie podobną pracę wyceniono na 4, 95 zł, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu – tam stawka wynosiła 5, 51 zł za godzinę, czy Administracja Zasobów Komunalnych Łódź-Górna, gdzie za 60 minut płacono 5, 91 zł. Ale takie wyceny można też spotkać w większych i bardziej szacownych instytucjach, tj. Narodowy Instytut Audiowizualny.
Cała sprawa wzbudza tym więcej emocji, że przecież już niebawem najprawdopodobniej zacznie obowiązywać nowa minimalna stawka dla zatrudnionych na umowy zlecenia. Marek Kowalski uważa, że polepszanie sytuacji pracowników nie dotyczy jednak osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach wygrywających przetargi instytucji publicznych.

Czy jest szansa na poprawę? W najnowszym projekcie nowelizowanego Prawa zamówień publicznych, które musi zacząć obowiązywać przed 18 kwietnia znajdzie się zapis o obowiązkowym zatrudnieniu pracowników na etaty, gdy wymaga tego charakter pracy. Pytanie, czy nie będzie to kolejny świetny zapis, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl