
Strażnicy miejscy, którzy brutalnie potraktowali mieszkańca warszawskiego Tarchomina za zwrócenie im uwagi, zostali nie tylko dyscyplinarnie zwolnieni ze straży miejskiej, ale i zatrzymani przez policje. W środę zostaną przesłuchani przez prokuraturę.
REKLAMA
O skandalicznym wydarzeniu poinformował na Facebooku Paweł Surgiel. Jak pisaliśmy w naTemat, poszkodowany o 1:30 w nocy chciał zabrać auto z parkingu na Tarchominie. Zauważył tam samochód straży miejskiej, zajmujący cztery miejsca. Zasugerował funkcjonariuszom, że normalny obywatel dostałby za to mandat. I rozpętało się piekło. – Strażnik miejski odpowiedział, że jestem pijany i żebym się odpie.... – opowiadał portalowi "Metro Warszawa".
– Nie byłem pijany, wyjąłem telefon i zacząłem nagrywać. Poprosiłem, żeby strażnik uzasadnił, dlaczego uważa, że jestem pijany – dodaje. Rozjuszony strażnik odpowiedział uderzeniem drzwiami. iPhone się zablokował.
Strażnicy miejscy próbowali wyrwać telefon siłą, kiedy się nie udało, zaczęli kopać Surgiela w twarz. Pryskali też gazem pieprzowym. Potem zawieźli go do lasu. Na miejscu grozili, że jeśli nie odda telefonu, skończy zakopany w ziemi. Mężczyzna był przerażony. – Powiedziałem, że telefon odblokowuje tylko odcisk kciuka, żeby mi zdjęli kajdanki – opowiadał.
Policję zawiadomił sąsiad Pawła Surgiela. We wtorek strażnicy zostali dyscyplinarnie zwolnieni z pracy ze względu na utratę zaufania niezbędnego do pełnienia służby. Przedtem kontrolerzy SM odsłuchali nagrania z rozmów agresywnych strażników z dyżurnym, sprawdzili zapis GPS-u z radiowozu i przejrzeli ich notatki. Te czynności dostarczyły wystarczającej ilości dowodów.
We wtorek mężczyźni zostali zatrzymani przez policję na polecenie prokuratury. W środę mają zostać przesłuchani, zostaną im postawione zarzuty - prawdopodobnie kradzieży, gróźb karalnych i bezprawnego pozbawienia wolności. Na razie prokuratura gromadzi materiały dowodowe w tej sprawie.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
