
Pewnie nieraz, czytając wywiady w gazecie czy internecie, natknęliśmy się na historie ludzi, którzy z wypiekami na twarzy opowiadali,w jaki sposób udało im się zrealizować swoje marzenie. W tych opowiadaniach aż roi się od mądrych rad, złotych myśli i inspirujących przykładów. Po takiej lekturze jesteśmy wręcz przekonani, że i w naszym przypadku sukces jest w zasięgu ręki. Ostudźmy jednak emocje i spójrzmy także na drugą stronę medalu – w drodze do marzeń można popełnić mnóstwo błędów, które pogrzebią je na dobre.
Dla przestrogi przedstawiamy historie ludzi, którzy mieli wielkie plany, ale z powodu swoich złych decyzji poznali gorycz porażki, a niekiedy na zawsze pożegnali się ze swoim dotychczasowym marzeniem (i ewentualnie znaleźli sobie nowe). Dodatkowo skorzystaliśmy też z wiedzy znanych psychologów, którzy również mają „przepis” na to, jak łatwo zrujnować swoje marzenie. Lepiej nie stosować się do poniższych rad, jeśli nie chcemy podzielić losu opisanych bohaterów.
1. Łapać kilka srok za ogon
Jerzy Wiśniewski zbudował jedną z największych grup budowlanych w Polsce. Z garażowej firmy w trzy lata stworzył PBG – spółkę wartą 2 mld złotych. Realizował ogromne kontrakty, m.in. na budowę kopalni gazu, stadionów na mistrzostwa EURO 2012 czy terminalu LNG. Wśród wielu inwestorów uchodził za wzór biznesowych cnót. Co takiego zrobił, że przedsiębiorstwo, które w 2009 roku na czysto zarobiło 209 mln zł musiało ogłosić upadłość w 2012 roku?
Twórcy PBG zamarzyło się być także potentatem budownictwa drogowego. Posłuchał „dobrych rad” swoich znajomych, którzy mówili mu: „Chłopie! Na drogach myśmy te fortuny i wszystkie firmy zbudowali”. Polski biznesmen pomyślał – czemu i ja nie mam zbić fortuny, skoro i u nas jest boom drogowy? Niestety srogo się przeliczył, bo w biznesie „więcej nie znaczy zawsze lepiej”. W wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego” bez owijania w bawełnę złożył samokrytykę, porównując swoje nietrafione decyzje do zachowania typowego dla... stada baranów.
Jerzy Wiśniewski
Były prezes PBG
2. Być przesadnie ostrożnym
Marcin Dutko to polski pisarz, bloger i przedsiębiorca uznawany za jedną z najbardziej wpływowych osób w rodzimej branży interaktywnej. Specjalizuje się w tzw. e-przedsiębiorczości, jest właścicielem Grupy Dutkon.pl, do której należy firma szkoleniowa – Akademia Internetu. Pewnego dnia zapragnął wprowadzić na rynek swój autorski produkt. Był pewny jego jakości, ale bał się ustalić wyższą cenę, bo myślał, że odstraszy ona klientów. Dał więc najniższą z możliwych i przez kilka miesięcy nawet pies z kulawą nogą nie skorzystał z jego usługi. W odpowiedzi na pytania dziennikarza z serwisu CorazLepszaFirma.pl biznesmen zwierzył się, na czym polegało jego błędne myślenie.
Marcin Dutko
Założyciel Grupy Dutkon.pl
3. Kierować się zasadą: „skoro kiedyś się udało, to teraz też się uda”
Nawet najwięksi biznesmeni czasem muszą pogodzić się ze świadomością, że z ich marzeń zostały tylko zgliszcza. Tak było w przypadku Michała Sołowowa, jednego z najbogatszych przedsiębiorców w Polsce. Giełdowy rekin chciał stać się liczącym graczem także w branży medialnej. Dlatego nie pożałował grosza, gdy w 2000 roku podjął decyzję o zainwestowaniu 120 mln zł w „Życie Warszawy”, licząc, że powtórzy sukces z 1992 roku, jakim był zakup regionalnego dziennika „Echo Dnia”. Do warszawskiej gazety miał zresztą ogromny sentyment, więc z tym większym entuzjazmem podszedł do tej inwestycji. Nie zauważył jednak, jak bardzo zmieniły się czasy. W szczerej rozmowie z „Gazetą Wyborczą” nie krył, że była to jego największa porażka.
Michał Sołowow
Inwestor giełdowy
4. Podporządkować się innym
Nie ma niczego złego w słuchaniu rad innych ludzi, ale jeśli bezwzględnie podporządkujemy się ich zaleceniom, możemy zniweczyć swoje marzenie. Psycholog Monika Kotlarek, autorka bloga „Psycholog pisze”, poruszona historią pewnej dziewczyny, zwróciła się do swoich czytelników z apelem, by pozostali sobą i nie dali sobie wmówić, że inne osoby lepiej pokierują ich życiem.
Monika Kotlarek
Prezez Forte
5. Uważać marzenia za nierealne
Sporo osób rozgranicza cele i marzenia. Cele to rzeczy możliwe do zrealizowania pod warunkiem, że poświęcimy im czas i włożymy w nie trochę wysiłku. A marzenia to utopijne mrzonki spełniające się w bajkach, a nie w realnym życiu – można się na chwilę w nich zanurzyć, by prawa półkula mózgu (ta bardziej „uduchowiona”) nie umarła z nudów, ale poza tym szkoda marnować czasu na ich urzeczywistnienie. Tymczasem cel i marzenia powinny stanowić jedność. Zdaniem psycholog i terapeutki uzależnień Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej, która udzieliła wywiadu magazynowi Hardcover na:Temat, podstawą realizacji marzenia jest po prostu aktywne działanie.
Ewa Woydyłło-Osiatyńska
Psycholog
6. Nie przestać myśleć o swoich słabościach
Nie dogonimy marzenia, skupiając się na swoich wadach i niedoskonałościach. Niestety niektórzy wolą roztrząsać każdą sprawę przez pryzmat piętrzących się przed nią barier, przeszkód i problemów. W konsekwencji nie mogą wyrwać się z zaklętego kręgu niemocy. O tym, że można postawić znak równości między „samobiczowaniem się”, a niedoścignionym marzeniem przekonuje w wypowiedzi dla portalu Biznes z Klasą Dariusz Stępień – trener, couch i doradca biznesowy, który prowadzi Instytut Nowych Możliwości organizujący szkolenia dla wielu firm i organizacji.
Dariusz Stępień
Kierownik Instytutu Nowych Możliwości
7. Okłamywać samego siebie, że od jutra wszystko się zmieni
Jak można zdusić swoje marzenie w zarodku? Wystarczy odwlekać w czasie czynności przybliżające nas do jego spełnienia. Przyjęcie postawy, że zajmiemy się czymś ważnym w dniu następnym to prosta droga do pewnej katastrofy. Bo skąd mamy pewność, co stanie się jutro? I dlaczego zakładamy, że nie wydarzy się coś, co pokrzyżuje nasze plany? Opisując na swojej stronie internetowej zachowania „zapraszające” klęskę do naszego życia, psycholog Edyta Zając zwraca się następującymi słowami do tych, którzy naiwnie wierzą w to, że jutro będzie lepszy dzień na działanie:
Edyta Zając
Psycholog
8. Być biernym marzycielem
Marcin, magister matematyki, był przekonany, że dyplom studiów będzie przepustką do dobrze płatnej pracy aktuariusza w prestiżowej firmie ubezpieczeniowej. Wprawdzie potrafi wskazać absolwentów tego kierunku, którzy bynajmniej nie wegetują od pierwszego do pierwszego. Ale oni w odróżnieniu od niego nie zasypiali gruszek w popiele w czasie nauki na uczelni. – Moim największym błędem było to, że nie odbyłem żadnych praktyk podczas studiów. Po ich skończeniu było mi bardzo ciężko znaleźć zatrudnienie, głównie przez to, że nigdzie wcześniej nie pracowałem. Niczego wtedy nie szukałem. Trochę z lenistwa, ale głównie z obawy przed tym, że nie pogodzę pracy z nauką – bije się w piersi w rozmowie z portalem bankier.pl
Niedoszły specjalista od ubezpieczeń zmienił więc swoje marzenie – nie chciał już być dłużej szarym pracownikiem, a zapragnął być sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Krótko mówiąc – przedsiębiorcą. Swoją przyszłość w biznesie postanowił zbudować na... balonie pneumatycznym. Tak w 2009 roku opisywał te plany:
Marcin
Magister matematyki
9. Nie znać umiaru
Czasami jest tak, że zbytnio przywiązujemy się do jednej rzeczy, a jednocześnie zaniedbujemy inne sprawy. A los lubi płatać figle i ostatecznie zostajemy z niczym. To przydarzyło się Ewelinie, bohaterce artykułu, która zgodziła się podzielić swoją gorzką historią z serwisem mama:Du. Kobieta była współczesnym przodownikiem pracy – zajmowała wysokie stanowisko w pewnej korporacji, odpowiadała za ważne projekty, rozstawiała ludzi po kątach, patrzyła na to, jak pęcznieje jej konto. Chciała być zawsze najlepsza. I przez to nie poświęcała wystarczającej uwagi swemu ukochanemu. Wmawiała sobie, że ten poczeka. Nie poczekał. A marzenie o byciu jak najlepszą menadżerką też prysło jak bańka mydlana – kilka miesięcy później Ewelina dostała wypowiedzenie. Powiedziano jej, że „straciła świeżość”. Reporterce, z którą rozmawiała, przyznała się, że przez swoją nadgorliwość doprowadziła do sytuacji, że nie ma ani pracy, ani rodziny i przyjaciół.
Ewelina
Była kierowniczka w korporacji
10. Żyć z duszą na ramieniu
Do odważnych świat należy – pewnie nie raz i nie dwa słyszeliśmy te porzekadło. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że tylko osoby, które dzielnie kroczą przez życie, realizują swoje cele, zwłaszcza, jeśli uświadomimy sobie, że marzenia się nie spełniają, tylko my sami je spełniamy. Dlatego najlepszym sposobem na ich unicestwienie jest strach przed porażką, który paraliżuje przed jakimkolwiek działaniem. A droga wielu ludzi sukcesu do ich marzenia naznaczona była niejednokrotnie mniejszą lub większą liczbą porażek, z tą jednak istotną różnicą, że motywowały one ich do dalszej walki o wymarzoną przyszłość. W przypadku Beaty Markowskiej, autorki felietonów na stronie Centrum Rozwoju Osobistego „Solaris”, strach okazał się niestety silniejszy i do dzisiaj zdarza się jej żałować, że uległa jego podszeptom.
Beata Markowska
Coach z Centrum Rozwoju Osobistego "Solaris"
Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 3/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.
