Marzenia powszechnie (nie)obowiązujące

Fot. Mihai.Tamasila / Shutterstock.com
Jestem prawdopodobnie jedną z najgorszych osób, które powinny wypowiadać się o cudzych marzeniach. Mam bowiem tendencję do mówienia, co ja bym zrobił. Do udzielania rad będących efektem moich doświadczeń i przemyśleń, nie zaś cudzych potrzeb. Tak, oczywiście, że wiem, jakie powinny być twoje marzenia. Problem w tym, że tak naprawdę to są moje marzenia, które według mnie ty powinieneś realizować. A to już nie jest najlepsza rada na świecie. Bo na pewno jesteśmy całkiem inni.


Według mnie powinieneś ciężko pracować, stale szukać sukcesu we wszystkim, co robisz, znaleźć sobie pasję, najlepiej sportową, rzucić śmieciowe jedzenie i używki, zacząć pracować dla siebie, czyli założyć własną firmę, w wakacje podróżować, poznawać nowych ludzi i odkrywać nowe smaki. Powinieneś myśleć, jak zrobić różnicę we wszystkim, co robisz. Jak pozostawić po sobie ślad w postaci nowego produktu, nowej usługi, nowego sposobu podejścia do czegoś. Jak przesunąć granicę choćby o nanometr. A jak przesunąłeś o nanometr, to powinieneś marzyć, żeby potem przesunąć o mikrometr, a potem milimetr. A potem dalej.

Kiedyś było dla mnie oczywiste, że to powinny być marzenia powszechnie obowiązujące. Gdzieś w połowie trzeciej dekady życia zorientowałem się, że ludzie są różni, moje rady nieprzystające do ich potrzeb, a także możliwości. Jedna z osób, z którą robiłem wywiad, porównała ludzi do wilków i psów. Wilk nie przeżyje na łańcuchu korporacji. Pies nie przetrwa w lesie, gdzie musi walczyć o przeżycie.

Zanim ustalisz marzenia, zapytaj samego siebie „kim jestem”. Znajomy coach opisuje ten etap jako „discovery”. Zadaj sobie albo niech ktoś tobie zada pytania o twoje wartości, cele, pomyśl o swoim potencjale, o jego ograniczeniach, tych sabotażystach, którzy stale w twojej głowie podpowiadają: Nie uda się, nie dasz rady, to jest większe od ciebie. Zmierz się ze sobą, wtedy ponownie porozmawiamy o marzeniach. Już nie podpowiadam, jakie one powinny być. Zrozumiałem, że ktoś hodujący owce na Podkarpaciu może być dużo szczęśliwszy, niż ktoś starający się w Warszawie realizować marzenia o własnej zyskownej firmie.

Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 3/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
ANETA OLENDER 0 0"Ludzie mają to gdzieś". Demontaż krzyża na Giewoncie to absurd, problem tkwi gdzie indziej
0 0Dzieci, dwie kobiety i Czech. Wiadomo, kim były osoby, które zginęły w Tatrach

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka