
Polscy parlamentarzyści wiedzą jak ważna jest aktywność fizyczna. W ubiegłej kadencji Sejmu na zajęcia sportowe naszych polityków wydano 214 tys. złotych. W tym roku przewidziano na ten cel 50 tys. zł. Oczywiście zostanie to sfinansowane z budżetu państwa.
REKLAMA
Zespół do Spraw Pomocy Socjalnej Kancelarii Sejmu odpowiada za przyznawanie pieniędzy na "zespołową działalność sportowo-rekreacyjną posłów". W tej kadencji szefem zespołu jest polityk z ruchu Kukiz'15 Stanisław Tyszka, który postulował o niefinansowanie zajęć sportowych dla posłów z pieniędzy publicznych. Został jednak przegłosowany.
– Parlamentarzyści powinni reprezentować naród, pracować, a w wolnych chwilach za własne pieniądze mogą uprawiać sport – przekonuje Tyszka. Posłowie mogą korzystać z karty Multisport, jednak muszą płacić za nią z własnej kieszeni. Niewielu się więc na nią decyduje. Na karnet w wysokości 95 zł miesięcznie zdecydowało się jedynie 20 parlamentarzystów.
Z sejmowej kasy zostaną sfinansowane stroje dla posłów oraz wynajem obiektów sportowych, gdzie będą mogli oddawać się oni swojej pasji. Należy mieć oczywiście na uwadze, że proceder występował też za poprzedniego rządu, ale jeśli roczne wydatki przewidziane na ten cel będą utrzymywały się na tym samym poziomie, to w ciągu obecnej kadencji Sejmu wydamy kwotę podobną co w poprzedniej. "Dobrej zmiany" PiS w tym przypadku zatem nie będzie. A szkoda, bo właśnie tutaj wydaje się pożądana.
źródło: Fakt24.pl
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
