Mieszkańcy Calais obóz dla uchodźców nazywają "dżunglą".
Mieszkańcy Calais obóz dla uchodźców nazywają "dżunglą". Fot. Anjo Kan/Shutterstock.com

Od kilku miesięcy, od kiedy trwa kryzys migracyjny, francuskie miasto Calais kojarzy się z grupami ciemnoskórych mężczyzn, którzy koczują przy wjeździe do tunelu łączącego Francję z Wielką Brytanią. Media rozpisują się o kłopotach kierowców ciężarówek, zmagającymi się z natrętnymi pasażerami na gapę, którzy kradną i dokonują rozbojów. W tych opowieściach nie pojawiają się mieszkańcy Calais. Rzadko pisze się o tym, jak się im żyje w tym niewielkim portowym mieście.

REKLAMA
Mieszkańcy Calais obszar, na którym mieszkają migranci, nazywają „dżunglą”. Ma tam tymczasowo żyć co najmniej 3,7 tys. osób, które chcą przedostać się do Anglii. Francuzi twierdzą, że to miejsce negatywnie odbija się na wizerunku miasta i jego mieszkańców, a także na jego przemyśle oraz handlu.
Dlatego przewodniczący stowarzyszenia handlowców regionu Calais Frederic Van Gansbeke apeluje o zniesienie ciążących na handlowcach podatków. Oprócz tego chce, tak jak mieszkańcy miasta, wprowadzenia ścisłego nadzoru obozowiska (osób wchodzących i wychodzących z jego terenu) i likwidacji mafii przemytników.
Ponadto mieszkańcy oczekują, że władze opracują program ożywienia turystyki, jednak przedtem należy rozwiązać kwestię „dżungli” i przekonać ludzi, że nie muszą być uprzedzeni do Calais. Władze lokalne starają się, aby sytuacja w mieście wróciła do normy.
Kilka dni temu sąd podtrzymał decyzję o częściowej likwidacji miasteczka migrantów, które mieści się na przedmieściach, jednak nakaz ewakuacji wydany przez prefekturę został oprotestowany przez stowarzyszenia dobroczynne i przez samych uchodźców. W związku z tym, aby uniknąć użycia siły, ewakuację zawieszono.
Największym problemem mieszkańców Calais jest brak poczucia bezpieczeństwa. Twierdzą, że szczególnie kobiety boją się wychodzić samemu z domów. Ponadto rośnie frustracja społeczności, która zmaga się aż z 25 proc. bezrobociem. Ci ludzie zastanawiają się, dlaczego władze pomagają migrantom, a nie swoim obywatelom.
W Calais plajtują sklepy i restauracje, już połowa ogłosiła upadłość. W ciągu ostatnich lat liczba klientów okolicznych restauracji - głównie turystów z Wielkiej Brytanii, spadła o około 30 proc. Restauratorzy zauważyli, że obcokrajowcy starają się omijać Calais. Po części winą obarczają władze francuskie, które odgrodziły okolice Kurotunelu drutami kolczastymi, co nie jest dobrą reklamą miasta.
źródło: Polskie Radio