
Kilkudziesięciu imigrantów protestuje przeciwko likwidacji dzikiego obozowiska w Calais. W ramach wyrażenia sprzeciwu wyszli na ulice niosąc transparenty z napisami "Gdzie jest nasza wolność, gdzie jest nasza demokracja?". Wielu z nich zaszyło sobie usta.
Dżungla, czyli teren na którym koczowało co najmniej 3,7 tys. osób (podobno liczba jest zaniżona), decyzją władz zostanie zlikwidowana. Na nic zdają się protesty. Prace rozpoczęto w poniedziałek rano i są konsekwentnie kontynuowane.
Jak już pisaliśmy, od kilku miesięcy francuskie miasto Calais kojarzy się z grupami ciemnoskórych mężczyzn, którzy koczują przy wjeździe do tunelu łączącego Francję z Wielką Brytanią. Media rozpisują się o kłopotach kierowców ciężarówek zmagających się z natrętnymi pasażerami na gapę, którzy kradną i dokonują rozbojów.
Pojawił się jednak inny problem – zlikwidowanie dzikiego obozowiska może spowodować tworzenie się nowych obozów w innych miejscach. Organizacje charytatywne alarmują, że nie powiódł się rządowy plan rozesłania uchodźców z dżungli w Calais do schronisk w odległych regionach kraju, ponieważ tylko niewielka część imigrantów wsiadła do przysłanych autokarów. Reszta uciekła. Gdzie? Do portów północnej Francji, które są alternatywną drogą w podróży do Wielkiej Brytanii. Mieszkańcy portowych miasteczek już protestują i obawiają się wzrostu przestępczości.
źródło: RT
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
