
Pracodawcy coraz częściej otrzymują prośby od swoich pracowników o zmniejszenie pensji. Chodzi o to, że chcą mieć szansę na otrzymanie 500 złotych na pierwsze dziecko. Szef Krajowej Izby Gospodarczej twierdzi, że dostał już sygnały od kilku szefów firm, że ich pracownicy chcą mniej zarabiać.
Rządowy program 500 plus przewiduje, że pieniądze należą się każdemu, kto ma dwójkę lub więcej dzieci. Dofinansowanie jest wypłacane wtedy, gdy urodzi się drugie dziecko. Pierwsze nie jest nim objęte, chyba że dochody w rodzinie nie przekroczą 800 złotych netto na osobę, a w przypadku dziecka niepełnosprawnego – 1200. W Polsce z powodu zbyt wysokich zarobków z tej możliwości nie skorzystają rodziny trzech milionów dzieci.
Dlatego niektórzy pracownicy, kiedy przekraczają wyznaczony limit, proszą swoich szefów o obniżkę pensji. To sposób na to, aby w sumie mieć więcej pieniędzy. Jak ustaliła Wyborcza.biz o zmniejszenie zarobków najczęściej walczą pracownicy małych i średnich firm o niskich kwalifikacjach, którzy zarabiają niewiele więcej niż wynosi pensja minimalna albo jedyni żywiciele rodzin. To dlatego, że w firmach sektora MiŚP łatwiej jest się porozumieć z przełożonym. Wielu właścicieli firm na taki układ się zgadza, ponieważ przynosi on obopólne korzyści – pracownik ma więcej pieniędzy, a pracodawca mniej wydaje na jego pensję.
Zdarza się, że niektórzy szefowie umawiają się z pracownikami na pozorną obniżkę jego zarobków. Oficjalnie płacą mniej, a resztę wypłacają „pod stołem”. Gra toczy się o 6 tysięcy złotych rocznie, które można dostać za pierwsze dziecko. Jednak taki proceder, mimo że korzystny dla pracowników i dla pracodawców, nie jest dobry dla budżetu państwa. Trzeba będzie wydać większe sumy na program 500 plus, ponieważ więcej osób dostanie świadczenia. Obniżki pensji oznaczają też mniejsze dochody z podatków, ponadto ZUS dostanie mniej pieniędzy ze składek ubezpieczeniowych.
Jak pisaliśmy w naTemat, aby uniknąć takich sytuacji, jak oszukiwanie państwa, zamiast dawać pieniądze, wystarczy nie zabierać "500 złotych na dziecko" w podatkach płaconych przez rodziców. Rozwiązanie działałoby podobnie do działającej dziś ulgi prorodzinnej w podatku dochodowym PIT. Tyle że zamiast niecałych 93 złotych miesięcznie (rocznie daje 1112,04 zł) rodzice mogliby odliczać kilkaset złotych miesięcznie w zależności od liczby dzieci. W ten sposób zaoszczędziliby kilkanaście tysięcy rocznie.
źródło: Wyborcza.biz
