
Aby rodziny mogły otrzymać 500 złotych na dziecko, najpierw wszyscy zapłacimy więcej za jedzenie. Biedronka raczej nie przymknie oka na dodatkowe 500 mln "haraczu", jaki uiści w ramach podatku handlowego. W tym roku droższe będą polisy ubezpieczeniowe, bo dla towarzystw ubezpieczeniowych podatek od aktywów jest jeszcze bardziej dotkliwy niż w bankach. Zaś same banki co miesiąc ogłaszają jakąś podwyżkę, oczywiście oficjalnie niepowiązaną z nowym podatkiem.
Ale jest inny sposób na to, aby dając jednocześnie nie powodować podwyżek oraz nie wprowadzać wielkiego zamieszania w biznesie. Zamiast dawać, wystarczy nie zabierać "500 złotych na dziecko" w podatkach płaconych przez rodziców. To byłoby zbyt oczywiste i zbyt proste dla polskich polityków. Dlatego takie rozwiązanie zaproponował nie tęgogłowy Henryk Kowalczyk, autor programu gospodarczego PiS, lecz wyśmiewany z racji noszenia czerwonych szelek Rafał Wójcikowski z KUKIZ'15.
Dajemy ludziom wędkę a nie rybę. Zamiast zasiłków z pomocy społecznej, radykalnej obniżce ulegnie klin podatkowy dla rodzin z dziećmi. Mechanizm usamodzielni klientów pomocy społecznej, gdyż aby skorzystać ze świadczenia, trzeba będzie wykazać jakąkolwiek aktywność gospodarczą. Fakt, że ulga ma charakter kwotowy spowoduje, że proporcjonalnie najbardziej skorzystają najubożsi. Bez dodatkowego obciążania pracodawcy znacząco wzrośnie płaca minimalna.
Sprytny pomysł posła zyskał już zwolenników i popularność na jego Facebooku. Wojciechowski jest ekonomistą i nauczycielem akademickim. Dość szczegółowo i rzeczowo opisał rozwiązanie.
Urok proponowanego rozwiązania polega również na tym, że jest ono w praktyce niemal bezkosztowe. Cała infrastruktura potrzebna do jego obsłużenia już istnieje i nie ma konieczności zatrudniania dodatkowych urzędników. Sam mechanizm przyznawania ulgi stanowi rozszerzoną wersję ulgi podatkowej na dzieci i nie rodzi konieczności odkrywania Ameryki na nowo.
Przypomnijmy, że dzięki uldze prorodzinnej do Kowalskich i Nowaków trafiło 5,5 miliarda złotych. Już w poprzednim roku rozliczyło ją 4 mln podatników. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że z rozwiązania najczęściej korzystają podatnicy o przeciętnych dochodach. Zamożni Polacy, których chciwości tak obawiają się twórcy programu Rodzina 500+, zaoszczędzili na uldze ledwie 258 mln zł.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
