"Byliśmy na służbie państwa polskiego. Wtedy wierzyliśmy, że jest o co dbać". Z byłym oficerem o kulisach pracy w SB

Kim byli ludzie, którzy stali za tworzeniem takich teczek i walczyli o opozycją o przetrwanie PRL?
Kim byli ludzie, którzy stali za tworzeniem takich teczek i walczyli o opozycją o przetrwanie PRL? Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Ujawnienie materiałów z tzw. szafy Kiszczaka rozpaliło na nowo dyskusję o tym, jak funkcjonowały organy bezpieczeństwa komunistycznego reżimu. Wiele mówi się dziś o ofiarach i donosicielach Służby Bezpieczeństwa, ale kim byli funkcjonariusze, którzy zajmowali się walką o przetrwanie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej? O tym rozmawiamy z Marianem*, który od 1984 do upadku poprzedniego ustroju był oficerem SB.


Wstydzi się Pan swojej dawnej pracy?

Niech mnie Pan zapyta raczej, czy wstydzę się tego, co robiłem. To wtedy odpowiem, że nie. Nie mam powodów do wstydu.

Dlaczego więc poprosił Pan o ukrycie tożsamości?

Bo powodem do pewnego wstydu jest nazwa mojego ówczesnego "zakładu pracy". Służby Bezpieczeństwa nie wpisuje się w Polsce do CV w najbardziej prestiżowym miejscu. Ja i tak należę do tych, którzy nie ukrywają się z tym przesadnie. Jak ktoś zapyta, to mówię, co robiłem przed 1989 rokiem. Wiedzą znajomi i wnuki, które mają dopiero kilka lat, ale nie chodzę i nie rozgłaszam się z tym na lewo i prawo. Jak się zmienił ustrój, to ja zmieniłem branżę, wziąłem się za handel sadzonkami z Holendrami. Od ponad ćwierć wieku jestem więc przedsiębiorcą i muszę dbać o wizerunek. "Firma prowadzona przez byłego funkcjonariusza SB" to nie jest silna marka...


Pod koniec lat 80-tych SB zatrudniała tysiące osób. Większość powalczyła o pozytywną weryfikację i została w strukturach nowego MSW, ale równie wielu zmieniło zajęcie. Ma pan kontakt z dawnymi kolegami, co teraz robią?

Akurat prawdziwych przyjaciół miałem raczej wśród tych, którzy zostali w firmie. A potem było z nimi różnie. Jedni dociągnęli do szybkiej emerytury i też poszli w biznes, innym udało się trochę zrobić karierę w służbach III RP. Ale z naszego departamentu większość jednak poszła szybko na swoje i starała się zniknąć z celownika nowej władzy.


Czym zajmował się pański departament?

W ostatnich latach służby podlegaliśmy Departamentowi IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, czyli temu, który miał największą styczność z opozycją i Kościołem. Z tej struktury chyba największy odsetek nie szedł nawet do weryfikacji. Bo nie było sensu wystawiać się na celownik nowej ekipy, której parę lat wcześniej wlepiało się "działalność antypaństwową".


To może jednak jest się czego wstydzić?

Ja niczyjej krwi na rękach nie mam. W ogóle młody byłem, jak ten cały interes padł. W 1989 miałem 34 lata, więc za dużo nie zdążyłem się napracować. A sprawami - powiedzmy - kontrowersyjnymi zajmowali się najbardziej doświadczeni funkcjonariusze. Ja przez ostatnie dwa lata najwięcej czasu spędziłem kursując z dokumentami między Trójmiastem a Warszawą.

Departament IV MSW to ten, który w materiałach historycznych dość często pojawia się obok słów "tortury", "porwania", "zabójstwa"...

To prawda, ale to obciąża sumienie zaledwie kilku bardzo hermetycznych komórek, których myśmy sami się czasem obawiali.

To jak wyglądała codzienna praca większości funkcjonariuszy SB?

Tak, jak i pewnie teraz większości funkcjonariuszy ABW, CBA, czy wywiadu. Na papierkowej robocie! Tylko, że myśmy komputery to mieli w piwnicach i wielkości szafy, więc wszystko analizowało się w głowie i na podstawie dokumentów. A praca operacyjna to były głównie spokojne rozmowy. No i obserwacje, które właśnie najmłodszym najczęściej zlecano.

Spokojne rozmowy z tajnymi współpracownikami?

Owszem.

Kim byli ludzie, których pozyskiwaliście do współpracy?

Księża, naukowcy, studenci, robotnicy, a nawet żołnierze i milicjanci. Pełen przekrój społeczny. Można to przecież zobaczyć też w ogólnodostępnych zbiorach IPN. Nie było jakichś grup społecznych, w których Służbie Bezpieczeństwa szczególnie trudno było pozyskać współpracowników.

No może trudniej było na PGR-ach. Pamiętam na przykład, że była taka wioska, na którą jeden z biskupów wywoził na przechowanie działaczy "Solidarności". No to zaczęliśmy pracować w okolicy. Namierzyliśmy najgorliwszych wiernych z tamtejszej parafii i hurtowo wszyscy zgodzili się na współpracę. Prości ludzie, na przesłuchaniach byli wystraszeni śmiertelnie. Ze łzami w oczach obiecywali śpiewać wszystko. I wie pan co? Przez kolejne dwa lata niczego się nie dowiedzieliśmy. Opowiadali same bzdury bez ładu i składu. Notatki mieliśmy pełne tego, kto komu na wsi naje... i kto kogo wyje... Do dziś nie wiem, czy trafiliśmy na takich głupków, czy oni z nas większych głupków robili.

Jak wyglądało łamanie przyszłych TW?

Przypuszczam, że to, co w kontekście czasów PRL nazywa się łamaniem ludzi, dziś występuje w służbach w identycznej formie. Tylko, że pod hasłem technik operacyjnych i technik przesłuchań. Bo co mają służby innego do dyspozycji niż jakiś szantaż, wymęczenie człowieka, a czasem przyciśnięcie fizycznie? Jak pan porozmawia z ludźmi, którzy byli przesłuchiwani po 1990 roku i porówna z opisami działań SB w IPN, to może być zaskakująco dużo podobieństw...

Jednak na to pytanie przede wszystkim warto odpowiedzieć innym. O jakim łamaniu w ogóle mowa? Łamać godzinami, czy dniami to trzeba było garstkę twardzieli z opozycji. Na szacunek i renomę największych twardzieli zasłużyli ci z Solidarności Walczącej. Po pierwsze dlatego, że potrafili nas ogrywać tak, że byliśmy dla siebie równoprawnymi konkurentami. Po drugie, nie pękali. Ale to były wyjątki i dlatego przeszły do historii zarówno SB, jak i opozycji. Tymczasem absolutna większość ludzi, którzy nam donosili to byli praktycznie ochotnicy. Albo tacy, którzy PRL nienawidzili, ale śpiewali o wszystkim przy pierwszym kontakcie, bo nie chcieli mieć kłopotów.

A kimy byli SB-cy? Jak sam Pan mówił, taka przeszłość nie jest powodem do dumy. Szczególnie, gdy rozpracowywało się opozycję.

Byliśmy funkcjonariuszami odpowiedzialnymi za to, by państwo polskie funkcjonowało jak najlepiej i nic mu nie zagrażało. Pewnie tak samo, jak chłopacy pracujący dziś, byliśmy w większości patriotami i zarazem ludźmi bardzo ambitnymi, którzy chcieli robić karierę w służbie państwu. A czy państwo polskie, na służbie którego byliśmy było w najlepszej wersji w historii? Czas pokazał, że chyba nie. Choć wtedy większość z nas raczej wierzyła, że jest o co dbać.

Jak trafiało się do tej służby?

W moich czasach, czyli tuż po stanie wojennym nowe kadry MSW brało już chyba głównie nowoczesnym systemem, czyli rekrutując na uczelniach, oraz wśród dobrze zapowiadających się milicjantów i wojskowych. Ja taką propozycję otrzymałem na ostatnim roku studiów. Z wykształcenia jestem socjologiem, młodzi funkcjonariusze w pod koniec lat 80-tych bardzo często mieli takie lub podobne wykształcenie.

Ale wśród starszych kolegów bywało różnie. Część z tych najbardziej doświadczonych, którzy zaczynali w latach 60-tych, czy 70-tych nie miała pewnie nawet matury. Decydowała u nich raczej aktywność w partii, albo to, że się pokazali w wojsku. Wtedy stawiano na prostych ludzi, by łatwiej nimi kierować. Z czasem to jednak dla SB zrobiło się kosztowne, bo brakowało kadr mogących odpowiedzieć na zapotrzebowanie na pracę głównie umysłową.

Pracował Pan w gdańskich strukturach, pewnie więc wie Pan, jak to naprawdę było z Lechem Wałęsą.

Mogę być naprawdę szczery w tej sprawie? Gów... o tym wiem.

A wie Pan, kto może wiedzieć?

Część najważniejszych świadków w tej sprawie jest już na tamtym świecie. I to podstawowy problem zarówno z tym, by bezapelacyjnie udowodnić, że Wałęsa współpracował, jak i że nie współpracował. Ja wiedzy na ten temat nie mam, bo nigdy nawet nie przewinęły się przez moje ręce jakieś dokumenty choćby pobocznie związane z "Bolkiem".

Mogę jedynie potwierdzić, że wśród gdańskich funkcjonariuszy było powszechne przekonanie, że Wałęsa był kiedyś źródłem. Ale jakbym miał wchodzić w rolę jego obrońcy, to bym teraz dodał, że propagandę uprawiano także wobec funkcjonariuszy i mógł to być jej element.

*Pełne dane do wiadomości redakcji.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...