
Wygląda na to, że problemy z oponami w limuzynach to bolączki typowe dla najważniejszych ludzi polskiej prawicy. Jak bowiem donosi "Fakt", Jarosław Kaczyński ma za sobą równie dramatyczne przeżycia, co prezydent Andrzej Duda. W jego limuzynie kilka miesięcy temu również doszło do pęknięcia opony.
REKLAMA
Jarosław Kaczyński najadł się strachu podczas jednej z podróży w sierpniu ubiegłego roku. Jak ustalił "Fakt", wówczas w luksusowej skodzie, którą w kampanii wyborczej podróżował prezes Prawa i Sprawiedliwości, doszło do awarii opony prawie identycznej, jak tak, która w miniony piątek sprawiła, że BWM prezydenta Andrzeja Dudy wylądowało w rowie obok autostrady A4.
Wyznawcy teorii spiskowych mogliby więc twierdzić, że w obu incydentach nie ma przypadkowości i podejrzewać, że jest ktoś niszcząc opony poluje na życie liderów prawej strony sceny politycznej. Niestety wszystko wskazuje raczej na to, że w obu przypadkach zawiniła raczej przesadna oszczędność na serwisowaniu VIP-owskich aut.
Z ustaleń "Faktu" wynika bowiem, że Jarosław Kaczyński mógł zginąć w tragicznym wypadku po prostu dlatego, że uszkodzoną wcześniej oponę w jego limuzynie oddano do wulkanizatora zamiast sięgnąć po nowy i w pełni bezpieczny komplet.
Być może okaże się, iż podobne były przyczyny, dla których zagrożone było ostatnio zdrowie i życie prezydenta Andrzeja Dudy. Z ujawnionych przez "Wiadomości" TVP zdjęć uszkodzonej opony w prezydenckim BMW serii 7 High Security wynika, iż pochodziła ona z rocznika... 2010. Tymczasem nawet wśród posiadaczy zwykłych aut prawie 6-letnich opon używają jedynie ci najbardziej oszczędni i wolący ryzyko od "niepotrzebnych" wydatków.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
źródło: "Fakt"
