Właściciel Drukarni.pl tłumaczy wpadkę z "płodzeniem chorych dzieci"
Właściciel Drukarni.pl tłumaczy wpadkę z "płodzeniem chorych dzieci" Fot. Screen / Facebook

Beata Olek poprosiła warszawską drukarnię o zniżkę na druk ulotek nagłaśniających chorobę jej córki. Z odmownej odpowiedzi dowiedziała się, że nie powinno się "płodzić takich dzieci". Sprawa szybko obiegła internet i spowodowała, że drukarnia ma dziś spore problemy wizerunkowe. Teraz jej właściciel postanawia się bronić – i pisze długie oświadczenie.

REKLAMA
Szumski przekonuje nas, że nikt z oceniających nie próbował weryfikować upublicznionych informacji. Powodem takie zachowania internautów miała być ślepa wiara, że "matka takiego dziecka zawsze mówi prawdę". – Nasze racje i początkowe wyjaśnienia zostały prawie całkowicie pominięte, bądź manipulowano nimi z tytułu zapewnienia ich atrakcyjności, a co za tym idzie wpływów z reklam edytowanego przy okazji materiału – czytamy.
Dowiadujemy się, że Olek wiele razy miała się narzucać i wymuszać finansowe wsparcie. Była też ponoć agresywna. – Prawda została pominięta – zaznacza. Media nie poinformowały też, że kobieta ma troje dzieci, w tym dwoje zdrowych, nie wychowuje ich samotnie, do tego ich ojciec pracuje w drukarni.
Szumski dziwi się, że kobieta, podejmując świadomą decyzją o posiadaniu potomstwa "obciąża nią innych", a kiedy słyszy "Nie", dzwoni "z pogróżkami (...) uruchamiającymi falę nienawiści". – Przecież ewentualne wsparcie darczyńcy jest elementem jego dobrej woli, a z pewnością nie musu – wyjaśnia. Dalej zaznacza, że nie jest "wrogiem osób niepełnosprawnych", wręcz przeciwnie – wielu pomaga. Co ciekawe jednak za chwilę podnosi larum, że wspieranie ich "powinno odbywać się przez fundacje".
W sprostowaniu odnosi się też do poczynań swojego syna. Ten, jak pisaliśmy, proponował kobietom "dawać tylko w dupę", żeby uniknąć urodzenia "dauna" i "reszty choler bez rączek". Ta wypowiedź szybko się rozniosła i szybko zniknęła z konta FB mężczyzny. Szumski tłumaczy teraz, że z powodu "zawłaszczenia" trzeba było zlikwidować profil na portalu społecznościowym. Przyznaje się również do braku kontaktu z synem "ze względu na jego obecny stan psychiczny", wywołany "obelżywymi komentarzami".
logo
Stanowisko syna Szumskiego Fot. Screen / Facebook
Ostatnią część wyjaśnień szef drukarni przeznacza obrażonej mamie. Po raz kolejny nazywana jest ona manipulantką, której celem jest "całkowite zniszczenie" osoby odmawiającej jej pomocy. – Wiadomo, że wprowadzenie takich informacji w szeroki obieg portalowo- sieciowy, przekłada się dla osoby pokrzywdzonej znacznym elementem wsparcia, głównie finansowego – dowiadujemy się od Szumskiego. Zależy mu, by wszyscy wiedzieli o tym, co zrobiła, usprawiedliwiając tym swoją "brutalną" odpowiedź. Zwraca się też do "licznych, którzy obłożyli go inwektywami" i im... wybacza. A nam na koniec grozi, że jeśli odmówimy publikacji sprostowania, "przełoży się to na drogę prawną".
Dla jasności, choć upowszechniamy słowa pana prezesa, te kompletnie do nas nie przemawiają. Bez względu bowiem na kulisy sporu między nim a panią Olek, bezsprzecznie to on przekroczył granice obrażając bezbronne dziecko. To dziecko nie miało nic wspólnego z działaniami swojej matki, a zostało potraktowane jak człowiek drugiej kategorii. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl